Ci najmniejsi. "Dehumanizacja ludzkiego życia"Ci najmniejsi. Cały ten ciąg wydarzeń jest ciągiem okrutnym, dehumanizującym ludzkie życie"

Najpierw w ramach edukacji seksualnej nauczymy dzieci, że seks to przyjemna zabawa, a masturbacja to zwykła czynność fizjologiczna, jak gimnastyka czy picie coca-coli. Potem damy za darmo pigułkę „dzień po”, a jeśli ona nie zadziała, to się nie martwcie, zrobicie sobie skrobankę i będzie po kłopocie.
Dość tej dyplomacji! Czas spleść bicz z powrozów i wysmagać przekupniów w świątyni!
Tyran, dla niepoznaki nazwany większością parlamentarną, wzorem Heroda wydał wyrok na najmniejsze z najmniejszych dzieci. I to najbezpieczniejsze, święte łono matki ma się stać szafotem egzekucyjnym. Wyrok zapadł. Ludzie bez winy mogą być bezkarnie zamordowani, zanim jeszcze rozejrzą się po świecie. Teoretycznie chroni ich prawo. Bardzo teoretycznie. Bo kto by się przejmował jakąś konstytucją, gdy w grę wchodzi komfort i widzimisię? Kto by chciał bachora, gdy mieszkanie za ciasne, trzeba jeździć na wczasy do Egiptu, trzeba awansować w pracy i kupić nowy samochód. Szybka skrobanka (najpierw wyrywa się rączki, potem główkę, potem resztę) i po kłopocie. Można żyć dalej. A ile przy tym eufemizmów: aborcja, terminacja, przerwanie ciąży. Byle nie użyć słów zbrodnia, morderstwo, dzieciobójstwo. Ofiary też należy odhumanizować. To tylko płód, zlepek komórek albo ledwie zygota. Stąd już niedaleko do potraktowania człowieka w łonie matki jak wrzodu, nowotworu, tętniaka, z którymi walka jest na wskroś uzasadniona i słuszna.
