Carpe diem. "Jak dotkliwe będą zbliżające się podwyżki cen?"Carpe diem. "Jak bardzo będą dotkliwe zbliżające się podwyżki cen? Jak głęboko wydrenują kieszenie naszych rodaków?"

Tego, jak daleko odchodzimy od schumanowskich założeń wspólnoty europejskiej, dowiadujemy się każdego dnia. Co pozostało ze wspólnoty wolnych narodów, swobodnego przepływu pieniędzy, ludzi, towarów, pracy?
Niektórzy lepiej, niektórzy gorzej wykonali tu swoją brudną robotę, to teraz czas na frukta, które Tusk wedle uważania przyzna.
Ależ biegną, że niemal nóg nie poplączą i kapci nie zgubią. Aż sapią i kwiczą, tak bardzo im zależy. A któż to tak gna? A to ministrowie i inni aparatczycy spieszą się do brukselskiego bankomatu, dla niepoznaki nazwanego Parlamentem Europejskim. Mają na ustach wytarte slogany, gęby pełne frazesów o Polsce, Europie, zaszczytnej służbie, a chodzi im wyłącznie o mamonę, łatwy szmal, pieniądze, o których przeciętny pracujący obywatel nie może nawet pomarzyć. Tak szybko, jak ich Tusk wsadzał na ministerialne i inne stołki, teraz z nich zeskakują, by z pierwszych miejsc na listach otrzymać kartę bankomatową, nazywaną mandatem europosła, i szybko czmychnąć do Brukseli, bo tam za spore pieniądze można robić niewiele, a właściwie nic. Wystarczy raz na jakiś czas oszkalować Polskę.
