Bluzg. "Po co dziś pisać i publikować takie teksty?"Bluzg. "Po co dziś pisać i publikować teksty, w których pod adresem obecnej stłamszonej i upokorzonej opozycji"

Gdy się go używa wobec peerelowskiej dziennikarki, to jest obraźliwe, a gdy np. wobec członków Trybunału Konstytucyjnego lub innych urzędników powołanych w ostatnich latach, to – jak rozumiem – jest już trafne, odpowiednie i nie budzi oporów.
Wiem, że niektórzy uważają, iż nie warto już komentować antypisowskich hejterów, którym łamy udostępnia pewna popularna gazeta. Wiem, że są tacy, którzy twierdzą, że tych tekstów nie należy nawet czytać, żeby unikać budzenia u siebie złych uczuć do ich autorów: obrzydzenia, odrazy, wstrętu. Albo czytać nie warto, bo ich retoryka parciana, styl prostacki, a język prymitywny.
A jednak wciąż czytam, bo wciąż jestem ciekawy świata i poglądów innych, i nadziwić się mogę, że esteci z gazety uparcie publikują te wymiociny, i to całymi seriami. Jeszcze w kampanii parlamentarnej mogłem zrozumieć cel: chodziło o skonsolidowanie twardego elektoratu, zmobilizowanie armii nienawistników. Ale dziś, gdy nowa władza niemal już skończyła „dożynanie watahy”?
