Anatomia ognistego lata. To właśnie w lasach jest nasza nadziejaAnatomia ognistego lata. "Aż 43 proc. małych rzek i potoków we Francji wyschło całkowicie"

Mimo że to ekosystemy leśne padły główną ofiarą tegorocznych pożarów w Europie, to właśnie w lasach jest nasza nadzieja.
Lipiec tego roku zapisał się na kartach historii jako jeden z najgorętszych miesięcy w historii pomiarów w Europie Zachodniej, stając się bezpośrednią przyczyną katastrofalnych pożarów, które ogarnęły południe i zachód kontynentu. Wysuszone na wiór lasy Francji, Hiszpanii, Grecji i Włoch stanęły w ogniu, zmuszając do ewakuacji dziesiątki tysięcy ludzi. Choć mogłoby się wydawać, że to po prostu skutek wyjątkowo pechowego, upalnego lata, naukowcy nie pozostawiają złudzeń. Te niszczycielskie pożary to bezpośredni efekt głębszych, systemowych zmian w ziemskim klimacie. Aby zrozumieć ich genezę, musimy się przyjrzeć temu, jak na naszych oczach przesuwają się tzw. normy klimatyczne, czyli meteorologiczne punkty odniesienia.
Nowa gorąca rzeczywistość
Naukowcy przez dekady oceniali pogodę, porównując ją do średniej z lat 1961–1990. Dzisiejszy świat jest już jednak zupełnie innym miejscem. Obecna norma klimatyczna (obejmująca lata 1991–2020) wysoko podniosła poprzeczkę średnich temperatur – we Francji, która chyba najbardziej ucierpiała z powodu tegorocznych pożarów, aż o 1,15 st. Celsjusza w skali roku. To, co starsze pokolenia pamiętają jako anomalie i rzadkie fale upałów, dla nas stało się nową codziennością. Klimat wielu europejskich miast upodobnił się do tego, który dawniej panował setki kilometrów dalej na południe.
Kiedy w lipcu 2026 r. termometry we Francji pokazały średnią miesięczną na poziomie 24,9 st. Celsjusza, według danych Météo-France pobiła ona wszelkie historyczne rekordy. Wynik był aż o 3,8 st. Celsjusza wyższy od i tak podwyższonej nowej normy. W praktyce oznacza to, że przez cały miesiąc Francja ani na chwilę nie odetchnęła chłodem, a średnie maksymalne temperatury dobowe przekraczały wieloletnią normę o ponad 5 st. Celsjusza!
