Akcja konfrontacja. Bo w teatrze Tuska liczy się tylko on
Akcja konfrontacja. polityczny show trwa. Bo w teatrze Tuska liczy się tylko główny aktor – on sam

Tusk obiecywał nową jakość, spokój i europejski standard. Co dostaliśmy? Wojnę. Zwykli Polacy nie dostają ani reformy zdrowia, ani edukacji, ani impulsu rozwojowego.
Wracając na krajową scenę polityczną, Donald Tusk obiecywał nową jakość, spokój i europejski standard. Wmawiał, że będzie gwarantem powrotu do normalności, ładu i praworządności. Co dostaliśmy? Wojnę. Ale nie z biedą, inflacją, wykluczeniem społecznym. Wojna toczy się z prezydentem, opozycją, własnymi koalicjantami i – przede wszystkim – rozsądkiem. Bo gdy brak pomysłu na realne reformy, zostają tylko emocje. A w tym Donald Tusk zawsze był mistrzem.
Zamiast budować rząd kompetencji, premier postawił na sprawdzony zestaw: wierni, agresywni i bezkrytyczni. Marcin Kierwiński – minister bez zaplecza, za to z gorącą głową i chłodnym stosunkiem do niuansów – wraca, jakby nic się nie stało. Radosław Sikorski awansuje na wicepremiera. Czemu? By z jeszcze większym impetem wbijać szpile pałacowi prezydenckiemu i dolewać oliwy do ognia wojny polsko-polskiej. A na stanowisku „nowego Bodnara” Waldemar Żurek, symbol sądowej radykalizacji, dla którego umiarkowanie to obelga, a kompromis – zdrada.
