ADAMSKI POLECA. Aktor bez głosu. Dokument " Val"ADAMSKI POLECA. Aktor bez głosu. Z archiwalnych nagrań oraz współczesnych ujęć powstał dokument „Val”

Okazało się, że Val Kilmer od dzieciństwa filmował swoje życie. Od pierwszych amatorskich nagrań z braćmi, przez castingi, plany filmowe, miłość od pierwszego wejrzenia, czyli Joanne Whalley, aż po życie gwiazdora.
Mam zawsze problem z takimi filmami dokumentalnymi. Taki sam problem mam z oceną książek autobiograficznych czy koncesjonowanych wywiadów rzek. Jak obiektywnie ocenić czyjąś spowiedź? Jak ocenić spowiedź kogoś, kto nie tylko obnaża w niej swoje wnętrze, lecz także wystawia na publiczny widok swoje pokiereszowane przez chorobę ciało? „Val” jest właśnie takim rodzajem dokumentu.
Najbardziej poruszającym momentem „Top Gun: Maverick” jest ten, gdy Maverick (Tom Cruise) spotyka się z Icemanem (Val Kilmer). Jego dawny rywal i przyjaciel nie przypomina fizycznie blond anioła podbijającego w F-14 niebiosa. Dziś jest schorowanym kapitanem marynarki wojennej USA, który ma problemy z mówieniem. Val Kilmer przemówił na ekranie własnym głosem, dzięki cudom techniki i efektom specjalnym. Usłyszał swój głos pierwszy raz od kilku lat, po tym jak chemioterapia i tracheotomia zrujnowały jego gardło. Rak gardła dla każdego aktora jest wyrokiem najgorszym z możliwych. Pozbawia ich głównego narzędzia pracy. Nawet Christopher Reeves po kompletnym paraliżu ciała pracował na wózku inwalidzkim jako aktor i reżyser. Ale jak pracować bez głosu? Kilmerowi pozostają nieme epizody u jego fanów, jak choćby u Kevina Smitha („Jay i Cichy Bob powracają”), i filmy akcji klasy C. A przecież mówimy o prawdziwym gwiazdorze Hollywood lat 90., który był Batmanem, Świętym oraz częścią szajki złodziei (obok Roberta De Niro i Ala Pacino) w arcydziele Michaela Manna „Gorączka”. Val Kilmer był również Jimem Morrisonem w „The Doors” Olivera Stone’a. Był „Królem Jaszczurem” tak wiarygodnym i łudząco podobnym do ikony rocka pokolenia ‘68, że postanowił nawet zaśpiewać sam jego piosenki. Podobnie jak Joaquin Phoenix śpiewający Johnny’ego Casha był lepszy niż oryginał. Głos Vala Kilmera był niepodrabialny i wyjątkowy. Teraz zastąpił go mechaniczny dźwięk wydobywający się z dziury w gardle.
