A jeśli Unii nie da się naprawić?A jeśli Unii nie da się naprawić? "Nie ma siły gospodarczej, militarnej, politycznej czy kulturowej"

Czas zacząć obalać mit – Unia Europejska nie jest żadną potęgą gospodarczą. Nie ma żadnych unijnych inwestycji w Chinach, Indiach, Afryce, Ameryce itd.
Wspólnota europejska jest niemal w permanentnym zastoju bądź kryzysie gospodarczym. Być może jej słabość jest strukturalna, wynika z jej konstrukcji i naprawa oznacza odrzucenie jej ustroju, a nie wymianę rządzących nią eurokratów.
Mało które wydarzenie pokazuje dzisiejszą słabość Unii Europejskiej jak sławna wizyta w Chinach prezydenta Francji, który jako bagaż podręczny zabrał z sobą przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. Pobyt Emmanuela Macrona był wypełniony spotkaniami, konferencjami, podpisywaniem umów, a niemiecka eurokratka antyszambrowała z pustym kalendarzem, by na koniec zostać odprawioną jak zwykła turystka. W Chinach miała odgrywać rolę przyzwoitki, która plecie o jakichś tam unijnych wartościach, przywiązaniu do wolności, demokracji, praw człowieka i czego tam jeszcze. Kabotyńskimi opowiastkami miała przykryć dwuznaczne angażowanie się Francuzów w interesy z Chińczykami. Macron zabrał ją także jako akwizytora z reklamami, który w walizce ma próbki towaru. Francja jest mniejsza ludnościowo i gospodarczo niż niejedna chińska prowincja, ale z przewodniczącą Komisji Europejskiej mogła jak balon nadąć się do 430 mln klientów. I taka jest dziś jedna z ról Unii. Ma służyć jako narzędzie Francji i Niemiec do lewarowania ich pozycji w świecie, pozorowania, że ich znaczenie jest większe niż w rzeczywistości.
