Xi Jinpinga rozgrywka o przyszłość Europy
Xi Jinpinga rozgrywka o przyszłość Europy. "Paradoksalnie ostatnie wystąpienia Macrona wpisują się w tę logikę"

"Gdyby to się udało, to wówczas okazałoby się, że porozumienie chińsko–francuskie może oznaczać zakończenie wojny i ekonomiczną prosperitę".
Dwudniowe rozmowy Xi Jinpinga we Francji nie przyniosły przełomu. W dzienniku Le Monde komentujący jej efekty publicysta napisał, że głównym osiągnięciem jest poparcie przez chińskiego przywódcę idei Macrona w sprawie ogłoszenia „rozejmu olimpijskiego” w związku z zaczynającymi się igrzyskami. Gdyby udało się osiągnąć 15-dniowe zawieszenie broni, to wówczas mielibyśmy za sobą niewielki krok w stronę zakończenia działań zbrojnych. Do tego czasu (Igrzyska zaczynają się 25.07) musiałaby zostać wykonana praca polegająca na wywarciu presji na obie walczące strony aby ich przedstawiciele zechcieli usiąść do rozmów. Pytanie tylko czy Chiny mają ochotę na tego rodzaju grę? Niektórzy eksperci są zdania, że Pekin retorycznie deklaruje gotowość wejścia w tę rolę i przygotowania jakiegoś rozwiązania pokojowego ale w istocie niewiele zamierza w tej materii zrobić. Zwracają oni uwagę na tę wypowiedź Xi Jinpinga, kiedy w twardy sposób porównał mówienie o tym, że Chiny wspierają rosyjski wysiłek wojenny zarówno dostawami podzespołów i technologii podwójnego zastosowania, do próby wywołania we własnym interesie „zimnej wojny”. Miałaby ona prowadzić do osłabienia więzi ekonomicznych i ograniczenia pól współpracy, a Pekin jest zainteresowany rynkiem europejskim. Ta figura retoryczna użyta przez Xi Jinpinga sprowadza się w gruncie rzeczy do jasnego komunikatu strategicznego. Chiny, nie wspierają rosyjskiej machiny wojennej choćby z tego względu, że pilnują aby systemy podwójnego przeznaczenia czy wprost o zastosowaniu wojskowym nie docierały do Rosji. Zaś w przypadku państw kierujących się zasadą neutralności wobec wojny mówienie, że utrzymywanie normalnych kontaktów handlowych z walczącymi stronami jest wyrazem poparcia dla którejś z nich jest nadużyciem. Co innego twierdzą Amerykanie ale tej optyki nie zamierza przyjmować Pekin. Jest to zresztą zupełnie zrozumiałe bo oznaczałoby, a Chiny nie mają zamiaru pójść tą drogą, podporządkowanie się Waszyngtonowi, który uzyskałby prawo decydowania jakiego rodzaju relacje handlowe są w przypadku Państwa Środka akceptowalne. Trudno w związku z takim stawianiem sprawy przez Xi Jinpinga zakładać, że Pekin zacznie wywierać presję na Rosję, aby ta zrewidowała swą dotychczasową politykę i usiadła do stołu rokowań. Co prawda Putin w swoim wczorajszym wystąpieniu inauguracyjnym mówił, że jest gotów do rozmów z państwami Zachodu na tematy związane z bezpieczeństwem, „ale nie z pozycji siły” a na zasadzie równości stron, co oznacza konieczność uwzględnienia interesów wszystkich uczestników tego rodzaju negocjacji. W swym przemówieniu wiele też mówił o zjednoczeniu narodu i ostatecznym zwycięstwie, co oznacza w sposób oczywisty, że propozycje Putina jeśli oznaczają perspektywę negocjacji to na rosyjskich warunkach. Na to się nie zanosi, bo Amerykanie już zaczęli mówić o celach wojny na Ukrainie w roku 2025. Jake Sullivan doradca Bidena ds. Bezpieczeństwa Narodowego występując w Waszyngtonie powiedział, że warta 61 mld dolarów amerykańska pomoc wojskowa pozwoli Ukrainie utrzymać linie obrony w tym roku. Jego zdaniem Rosjanom uda się przesunąć front, ale straty będą miały raczej wymiar taktyczny a nie strategiczny. Nadchodzące miesiące Kijów musi wykorzystać na zbudowanie nowego potencjału wojskowego, co ma związek zapewne z wchodzącą w życie 18 maja tzw. dużą nowelizacją ukraińskiej ustawy mobilizacyjnej, a po odbudowaniu swego potencjału ukraińskie siły zbrojne będą w stanie przejść w 2025 roku do operacji zaczepnych odzyskując terytoria utracone w tym roku. Trudno na podstawie tych słów wnosić, że Waszyngton myśli poważnie o rozpoczęciu jakichś negocjacji. A zatem ani Rosjanie, ani Amerykanie, nie mówiąc już o Ukrainie, nie chcą w najbliższym czasie rozmów pokojowych, co wydaje się przesądzać kwestię zarówno planowanej na czerwiec w Szwajcarii konferencji pokojowej jak i roli Chin w tym procesie. Tym bardziej, że rosyjska prasa komentując wyniki rozmów Xi Jinpinga we Francji otwarcie pisze o tym, że chiński przywódca odmówił przyjęcia roli tego kto będzie wywierał presję na Moskwę. Niezawisimaja Gazieta w redakcyjnym komentarzu, którego autorem jest najprawdopodobniej specjalizujący się w tematyce chińskiej redaktor naczelny tego dziennika, zwróciła uwagę na to, że po pierwsze Xi Jinping nie poparł idei konferencji w Szwajcarii, dla której punktem wyjścia jest tzw. „ukraińska koncepcja pokoju” zakładająca m.in. odzyskanie wszystkich terenów okupowanych. Zaapelował za to aby zorganizować nową konferencję, której ideę zaakceptują obie strony wojny (Rosja odrzuciła formułę zaproponowaną w Szwajcarii), a także sformułował ogólne wezwania do dialogu. Redakcja rosyjskiego dziennika jest zdania, i trudno się z taką opinią nie zgodzić, iż nieporozumieniem byłoby interpretować słowa Xi Jinpinga w kategoriach deklaracji gotowości Pekinu do wywarcia nacisku na Moskwę. Ale warto zwrócić uwagę na jeszcze inne wątki w komentarzu rosyjskiego dziennika. Otóż jego autorzy otwarcie polemizują z częstą w rosyjskiej propagandzie tezą, że Chiny „ramię w ramię” wraz z Rosją realizują politykę rewizji światowego porządku sytuując się w ten sposób „po stronie” Moskwy. Pekin „jest po własnej stronie” i wykorzystuje sytuację w partykularnych interesach. Już obecnie, jak zauważa rosyjski dziennik, model relacji Moskwa - Pekin zaczyna przypominać stosunki Chiny – Korea Płn, której gospodarka i możliwość funkcjonowania państwa uzależnione były od chińskiego wsparcia. Ewolucja relacji rosyjsko–chińskich ma podobną dynamikę polegającą na narastającej asymetrii. Po prostu współpraca z Chinami staje się dla Rosji kwestią przeżycia, tak jak ma to miejsce w przypadku Korei Płn., ale z perspektywy chińskiej rosyjski rynek jest nieliczącym się elementem całej rozgrywki. Znacznie ważniejszy jest rynek Unii Europejskiej i Zachód to wie próbując wywrzeć na Xi Jinpingu presję aby ten wykorzystał, jak to przez lata miało miejsce w przypadku Korei Płn., swą przewagę gospodarczą wymuszając na Rosji ustępstwa. Jak konkluduje Niezawisimaja Gazieta swój komentarz, „Chiny nie widzą sensu w tym aby ‘oddawać’ Rosję. Jeśli chodzi o takie dozowanie współpracy wojskowo-technicznej z Federacją Rosyjską, aby w miarę możliwości nie podlegać sankcjom – proszę bardzo. Wywieranie nacisku na Federację Rosyjską – nie. Wypowiedzi Xi w Paryżu sprawiają wrażenie, że Chiny chciałyby wykluczyć Federację Rosyjską i Ukrainę z dialogu z UE. To nie jest nasz konflikt: nas interesuje coś innego, negocjujmy, sygnalizują Zachodowi z Pekinu”. Mamy zatem w opinii rosyjskich komentatorów do czynienia nie tyle ze strategicznym sojuszem rosyjsko–chińskim, ale z doraźnym partnerstwem i wspólnotą interesów. Pekin nie „porzuci” Rosji bo mu się to nie opłaci, ale jeśli stawką będąca w grze wzrośnie, to nie można wykluczyć takiego scenariusza.
No właśnie, co musiałoby się stać aby Chiny zmieniły swą politykę i „przymusiły” Moskali do zawarcia pokoju na niesatysfakcjonujących Kreml warunkach? Wizyta Xi Jinpinga w Europie daje, jak sądzę, odpowiedź również i na to pytanie. W artykule Xi Jinpinga opublikowanym w belgradzkiej Politice przed przyjazdem do stolicy Serbii warto dostrzec dwa podstawowe wątki, obok wielokrotnie powtarzanej frazy o sojuszu strategicznym obydwu krajów. Ciekawostką jest to, że w anglojęzycznej wersji tekstu na określenie charakteru relacji między oboma krajami pisze się o tym, że mają one charakter „pancerny” (ironklad), a tym samym terminem Biden określa siłę amerykańskich zobowiązań wobec sojuszników w NATO. Mamy zatem przynajmniej dwa „pancerne” sojusze strategiczne w Europie. O NATO Xi Jinping pisze zresztą wprost przypominając bombardowanie Serbii sprzed 25 laty i deklarując, że „nigdy nie wolno nam o tym zapomnieć. Chińczycy cenią pokój, ale nigdy nie pozwolą, aby powtórzyła się tragedia historyczna”. Jest to wyraźne zakreślenie granic swobody działania Paktu w Europie. Tym bardziej, że w tekście znajduje się odwołanie do kwestii terytorialnych. Xi Jinping napisał:
