Tysiące Włochów mogą mieć kłopoty! W tle... PolskaTysiące Włochów mogą mieć kłopoty! W tle... Polska

Dziesiątki tysięcy Włochów rejestruje samochody w Polsce, by uniknąć wysokiego podatku drogowego. Premier Giorgia Meloni zapowiada jego likwidację – a służby walczą z tym procederem.
We włoskich miastach, szczególnie w Neapolu, można zobaczyć zaskakująco dużo samochodów i motocykli z polskimi tablicami rejestracyjnymi. Nie należą jednak do turystów, a większość z tych pojazdów nie spędziła ani dnia na polskich drogach. Jak informuje "Financial Times", wielu Włochów rejestruje swoje pojazdy w Polsce, gdyż wiąże się to dla nich ze znaczącymi oszczędnościami.
Chcą obniżyć koszty
Chodzi głównie o podatek drogowy, zwany bollo auto. Ten we Włoszech jest stosunkowo wysoki. W wypadku niewielkiego Fiata Pandy, najpopularniejszego auta we Włoszech, właściciel musi zapłacić rocznie od 131 do 140 euro. Zajmujące się rejestracją włoskich aut polskie firmy-wydmuszki oferują także wykupienie tańszego ubezpieczenia. Reklamują oszczędności na poziomie 70%. Ten proceder cieszy się szczególną popularnością w Neapolu, gdzie koszty ubezpieczenia pojazdu są szczególnie wysokie.
Zarejestrowanie auta w Polsce ma dla włoskich kierowców jeszcze jedną zaletę. Jeśli się na to zdecydują, to formalnie jego właścicielem staje się polska firma. To oznacza, że mandaty, np. za nieprawidłowe parkowanie, trafiają do niej. Te firmy zazwyczaj ich nie płacą, narażając włoski budżet na straty. Z rejestracją auta w Polsce wiąże się jednak także ryzyko – często te firmy, wbrew obietnicom, nie wykupują ubezpieczenia albo go nie przedłużają. Wielu włoskich kierowców nie ma pojęcia, że ich pojazdy nie są ubezpieczone, dowiadują się o tym dopiero po wypadku.
Coraz więcej fikcyjnych rejestracji
Przedstawiciele polskiej branży ubezpieczeniowej twierdzą, że ten proceder staje się coraz bardziej popularny. Piotr Zadrożny z Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych szacuje, że po włoskich ulicach porusza się ponad 60 tys. pojazdów z polskimi tablicami rejestracyjnymi. Rośnie także liczba wniosków o wypłaty związanych z autami, które nie miały wykupionego ubezpieczenia. W ciągu ośmiu pierwszych miesięcy tego roku wyniosły łącznie ok. 35 mln złotych – w całym zeszłym roku było to 18 mln, a w 2024 7 mln.
Zadrożny jest przekonany, że ten proceder ma związek z przestępczością zorganizowaną. Zauważył w rozmowie z FT, że otrzymują takie wnioski także z Niemiec i innych europejskich miast, ale ich liczba utrzymuje się na mniej więcej na stałym poziomie, podczas gdy liczba takich wniosków z Włoch gwałtownie rośnie.
Służby biorą się za cwaniaków
Jak informuje FT, służby obu państw starają się walczyć z tym procederem. W marcu warszawska policja aresztowała siedem osób, które miały tworzyć fałszywe dokumenty rejestracyjne dla ponad 1500 aut. Mieli im w tym pomagać skorumpowani urzędnicy, a pojazdy przechodziły fikcyjne badania techniczne, choć nigdy nie było ich w naszym kraju.
W tym samym czasie policja z Neapolu poddaje kontrolom auta z zagranicznymi rejestracjami. Rząd Włoch rozważa także wprowadzenie przepisów, według których kierowcy wszystkich aut, niezależnie od miejsca ich rejestracji, będą musieli mieć wykupione ubezpieczenie we włoskiej firmie lub w firmie, która została dopuszczona na krajowy rynek. Jak informuje dziennik, te plany budzą przerażenie wśród włoskich kierowców, a w sieci pojawiają się poradniki jak przerejestrować auto, by uniknąć wysokich kar.
Meloni zapowiada likwidację podatku
Równocześnie jednak premier Giorgia Meloni, która wkrótce będzie walczyć w wyborach o utrzymanie się przy władzy, obiecała już likwidację bollo auto. Ten podatek jest we Włoszech szczególnie znienawidzony, bo jest jednym z niewielu podatków od własności. Rząd Meloni na razie zawiesi go na rok, ale tylko w wypadku jednego pojazdu na właściciela. Spowodowane tym straty budżetowe zostaną pokryte z oszczędności we włoskim KPO.
Docelowo jednak ten podatek ma być zlikwidowany dla wszystkich właścicieli małych i średniej wielkości pojazdów, ok. 14,5 mln. Propozycja Meloni budzi jednak kontrowersje. Jej krytycy twierdzą, że to typowa obietnica wyborcza, która ma przykryć stagnację gospodarczą i rosnące koszty życia. Zwracają też uwagę, że obniży to znacząco przychody skarbu państwa – ekonomiści szacują, że już jego zawieszenie na 2027 przyniesie straty na poziomie 2,4 mld euro.
Jeśli rząd nie chce, by tę zmianę odczuli emeryci, pracownicy budżetówki itp., to będzie musiał znaleźć pieniądze gdzie indziej. Jak zauważył Marco Leonardi, ekonomista Uniwersytetu Mediolańskiego, Włosi bardzo nie lubią podatków od własności, więc może to oznaczać zwiększenie podatków od pracy, które już teraz są jednymi z najwyższych w Europie. To może wywołać konflikt z UE, która od dawna zaleca Rzymowi ich obniżenie i zwiększenie w zamian podatków od własności, jak np. podatek od nieruchomości czy spadków.
źr. wPolityce za "Financial Times"



