Syndrom Zaburzeń na tle Trumpa przeniósł się do Europy
Wirus TDS, czyli Syndrom Zaburzeń na tle Trumpa, przeniósł się zza Atlantyku i zaraził jaśnie państwo eurokratów

Od dnia zaprzysiężenia Trumpa wszystko wygląda tak, jakby ktoś specjalnie rozpisał scenariusz katastrof wizerunkowych Unii.
W PRL był dowcip: Na polu rosną ziemniaki i buraki. Co się zbiera najpierw? Najpierw zbiera się aktyw. Dokładnie wedle tej zasady na ofensywę dyplomatyczną i gospodarczą Donalda Trumpa zareagowali eurokraci. Skoro on nam grozi cłami, pokazuje nam naszą globalną nieistotność i izoluje przy rozmowach w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie, to my w te pędy zwołamy aktyw i zorganizujemy kolejne szczyty od tego i owego. Pogadamy przy kawie i ciasteczkach, jak opisał owe spotkania Leszek Miller. Kilka wystąpień polityków amerykańskich – m.in. wiceprezydenta J.D Vance’a w Paryżu na szczycie poświęconym sztucznej inteligencji – AI Action Summit, na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, oświadczenia gen. Keitha Kellogga, iż Europa nie zostanie zaproszona do rozmów w sprawie Ukrainy, spotkanie w Arabii Saudyjskiej sekretarza Departamentu Stanu Marco Rubio z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem – wywołały panikę wśród unijnych elit. Wykuwa się nowy porządek, w którym Unia Europejska nie ma statusu wielkiego gracza. Niepogodzeni unijczycy zaczęli tupać nóżkami.
Największe wrażenie na nich wywarło przemówienie Vance’a w Monachium. Szczerze, ale dość delikatnie wiceprezydent opisał stan lichoty gospodarczej, społecznej i moralnej Europy. Wskazał, jak bardzo odchodzi od wartości, dzięki którym zbudowała swą potęgę. Eurokraci wzdęli się z oburzenia, że ktoś ich poucza i pokazali, że Unia przeżywa też załamanie psychiczne elit. Wirus TDS (Trump Derangement Syndrom – Syndrom Zaburzeń na tle Trumpa) przeniósł się z zza Atlantyku i pozarażał jaśnie państwo eurokratów. Objawy zaprezentował m.in. Christoph Heusgen, szef monachijskiej konferencji, niegdyś doradca ds. zagranicznych Angeli Merkel, potem ambasador przy ONZ, który rozpłakał się w trakcie swego przemówienia. Kiedy zszedł ze sceny, wylądował w ramionach towarzyszy unijczyków, którzy przytulali go i pocieszali, jakby wszyscy brali udział w sesji terapeutycznej. Nie wiemy, czy Heusgen dostał jakiegoś misiaczka przytulaczka, czy poduszeczkę łez, ale wiemy, że eurokracja na wyścigi zaczęła zapewniać o wielkości Unii i wyświetlać sny o jej potędze. Tymczasem wszystko co Vance mówił, jest prawdą. Wiceprezydent przywiózł do Paryża i Monachium lustro, w którym UE mogła się przejrzeć.
