Quo vadis, Białorusi? "Podobne deklaracje, te same pomysły"Quo vadis, Białorusi? "Podobne deklaracje, te same pomysły sankcji, rozmowy z zachodnimi politykami, w końcu spory i niesnaski"

Wydaje mi się, że właśnie ta przynależność do „ruskiego miru” w sensie językowo-kulturowym jest największym problemem Białorusi.
Temat białoruski zszedł z czołówek światowych mediów i zaczął żyć własnym życiem, znanym tylko części obywateli Białorusi oraz specjalistom od spraw wschodnich. Czy ktoś pamięta jeszcze o tym, kim jest Pratasiewicz? W Polsce padnie zapewne pytanie „Który Pratasiewicz?”. Taka jest logika dzisiejszego świata mediów, w którym informacja żyje dzień, dwa i jest wypierana przez kolejną. Zwłaszcza w czasach gdy historia się obudziła, a o zapowiadanym kilka dekad wcześniej jej końcu nikt nie wspomina.
Swiatłana Cichanouska spotkała się z Joem Bidenem i powiedziała, że „rozmawiało się mile i spokojnie…”. Widocznie poważnych tematów nie poruszono, a byłoby warto, bo to najwyższy czas w obliczu „nowego Monachium” lub „nowej Jałty”, jak się komu podoba.
Po 2020 r. sytuacja Białorusi jest fatalna. Łukaszenka walczy o własną pozycję w obecnym lub przyszłym systemie władzy, nie gardząc żadnymi środkami, w tym hybrydową migracją czy piractwem powietrznym. Daje mu to inicjatywę polityczną, dzięki której nadal jest postrzegany przez elity lokalne oraz rosyjskie jako lider. Ale cena tego stanowiska wzrasta w tempie aukcji. Musi podwyższać stawkę i za każdym razem nie wiadomo, co jeszcze może uczynić, którą kolejną barierę przełamać.
W tej rozpaczliwej walce jest o wiele bardziej uległy wobec Moskwy, a to był przecież cel Kremla w trakcie operacji „wybory 2020 r. na Białorusi”. Zmiana przywództwa w Mińsku była możliwa, ale niekonieczna. Łukaszenka może zostać, ale ma być całkowicie podporządkowany Moskwie.
Białoruś cały czas znajduje się w defensywie. Rosja wywiera presję na Łukaszenkę, Łukaszenka prowokuje i niszczy resztki mediów i grup dysydentów, by wykazać się wobec Rosji. Biełsat został wpisany na listę kanałów ekstremistycznych na Białorusi. Może teraz w końcu zacząć myśleć o skutecznej polityce Polski wobec Białorusi, a nie tylko o polityce demonstracji? O polityce, której miernikiem jest rezultat, a nie efektowność. Przykładem takiej skutecznej polityki było uwolnienie członkiń Związku Polaków na Białorusi, pań Paniszewej, Biernackiej i Tiszkowskiej.
Białoruś nie ma za wiele opcji w obecnej sytuacji geopolitycznej. Jest w zasadzie skazana na bycie w strefie wpływów Rosji, która raczej rośnie, niż maleje. W sytuacji, w której Moskwa czuje się na siłach rozszerzać swe wpływy we wszystkich krajach Europy Środkowej, nie ma miejsca na zmianę na Białorusi. Dla wszystkich już rok temu było jasne, że nowy lider Białorusi musi się ułożyć z Rosją i dobrze, jeśliby mu się to udało nie gorzej niż Łukaszence. Ale wymiana przywództwa nie nastąpiła.
Przykryta covidem recesja nie daje dodatkowych szans na rozwój Białorusi. Wielu mówi:
Ach, jakież to fajne pokolenie Białorusinów wyrosło… są tacy wyedukowani, ogarnięci etc.
Co z tego, skoro warunki polityczne i gospodarcze nie pozwolą na wybicie się tego potencjału. Na razie widzimy, jak najlepsi z tego pokolenia opuszczają Białoruś, prawdopodobnie na długo, jeśli nie na zawsze.
Nic się nie zmienia
Mój dalszy krewny, ojciec rodziny wielodzietnej, członek Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji, zamierza wyjechać na Ukrainę. Różnimy się co do oceny sytuacji politycznej na Białorusi. On szczerze i aktywnie popiera ruch zmian i wierzy w jego zwycięstwo. Tym niemniej nie widzi teraz możliwości dalszej walki na Białorusi, także perspektyw rozwoju dla własnej rodziny. Nie potępiam go ani nie cieszę się z jego decyzji. Ale to wszystko pokazuje, w jakim impasie znajduje się teraz Białoruś.
Nowa opozycja białoruska zamieniła dawną w starych fotelach Wilna i Warszawy. Mam wrażenie déjà vu, zmieniają się dekady, a nic się nie zmienia. To samo, co w 1996, 2001, 2006… Podobne deklaracje, te same pomysły sankcji, rozmowy z zachodnimi politykami, w końcu spory i niesnaski. Żadnej skuteczności i pomysłu, jaką Białoruś chcą budować. Bo przecież w polityce międzynarodowej nie wystarczy koncentrować się na kwestiach proceduralnych, falach protestu i represjach, należy także zarysować perspektywę dla Białorusi, również w kontekście geopolitycznym.
Co prawda problem wydaje się szerszy, nie dotyczy tylko opozycji. Znaczna część prostych obywateli Białorusi chce widzieć Swiatłanę Cichanouską na czele własnego państwa, nie zadając pytań o jej przeszłość, powiązania, wykształcenie, zdatność do zarządzania państwem oraz o pomysł na Białoruś itd., dokładnie tak samo jak 27 lat temu (pamiętam to z autopsji) gromadnie szli głosować na Aleksandra Łukaszenkę, wtedy zwykłego przewodniczącego PGR, nie zadając mu tak skomplikowanych pytań.
Program na lata
Nadzieja na podmiotowość Białorusi jednak pozostaje. Pozostaje w związku z tym, czy taką podmiotowość utrzyma Polska, a wraz z nią kraje bałtyckie i Ukraina. Sytuacja nie jest prosta, ale nie jest bez szans. Siłom niepodległościowym na Białorusi warto przestawić się na operację „Przetrwanie”. Należy zająć się pracą u podstaw, edukacją i wzmocnieniem własnego stanu posiadania. Podobne myślenie zwyciężyło w Polsce, po porażce powstania styczniowego i taka praca społeczna w końcu przyniosła swój efekt w odzyskaniu niepodległości w 1918 r.
Może warto mniej działać politycznie, a bardziej zająć się polityką w jej głębszym znaczeniu. Zwycięstwa nie da się osiągnąć w perspektywie jednej generacji, ale kilku. Dlatego tak ważny jest rozwój kultury i języka białoruskiego. Tym bardziej że tutaj jest dużo rzeczy do odrobienia, przecież nawet wśród protestujących język białoruski był jakością ledwo zauważalną. Wydaje mi się, że właśnie ta przynależność do „ruskiego miru” w sensie językowo-kulturowym jest największym problemem Białorusi. Tu należałoby skupić wszystkie siły, by z tego wyjść.
Zmiana kodu kulturowego zaowocowałaby zmianami politycznymi, a nie na odwrót. Nie może być tak, że osoba, która jest stale obecna w rosyjskojęzycznej przestrzeni, chłonąca informacje (jeśli to można tak określić) w dużej mierze ze źródeł rosyjskich, jest w stanie obiektywnie spojrzeć na sytuację Białorusi. Po takim nasyceniu propagandą nie będzie miała zastrzeżeń do tego, że wieloletni menedżer systemu bankowego Gazpromu reprezentuje białoruską rację stanu. Będzie mówiła, że protest białoruski to nie jest kwestia geopolityczna, będzie wymagała od swoich kandydatów, by układali się z Rosją na lepszych niż Łukaszenka warunkach. Pytanie tylko, czy to w ogóle jest możliwe?
Aby coś się na Białorusi zmieniło, potrzeba takich liderów, takich polityków, którzy mają wizję przyszłej Białorusi, która po transformacji nie ulegnie natychmiastowej deindustrializacji, ale zachowując swój potencjał przemysłowy, jest w stanie dalej się rozwijać. Białorusi potrafiącej bronić swoich eksporterów przed bezwzględną konkurencją, nieprzebierającą w środkach, będącej w stanie oprzeć się wrogiemu przejęciu swojego gospodarczego potencjału. I warto tu zauważyć, że na ten moment czekają nie tylko na Wschodzie…
Artykuł z 32/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
