Nowy rywal Viktora Orbána. "Pomieszanie szyków"Nowy rywal Viktora Orbána. "Zwycięstwo w prawyborach Pétera Márki-Zayego stanowi pomieszanie szyków głównym siłom opozycyjnym"

Działacze Fideszu nazwali Pétera Márki-Zayego kolejnym aktorem w spektaklu reżyserowanym przez Gyurcsánya, jednak widać, że są zaskoczeni i nie mają jeszcze pomysłu, jak rywalizować z nowym liderem opozycji.
Prawybory wśród węgierskiej opozycji zakończyły się zaskakującym wynikiem. Czy nowy kandydat na premiera będzie w stanie zagrozić władzy Fideszu?
Od grudnia zeszłego roku węgierska scena polityczna jest areną wyjątkowego eksperymentu. Cała opozycja (od prawa do lewa) postanowiła się zjednoczyć i wystartować wspólnie w wyborach, by odsunąć od władzy Fidesz Viktora Orbána. W skład owej pstrokatej koalicji weszły dwa ugrupowania postkomunistyczne (Koalicja Demokratyczna i Węgierska Partia Socjalistyczna), dwie zielone (Dialog na rzecz Węgier i Polityka Może Być Inna), jedna liberalna (Ruch Momentum) oraz niegdyś nacjonalistyczna, a dziś zielono-lewicowa (Jobbik).
Wyjątkowy eksperyment
Ponieważ niemożliwe jest sprawne funkcjonowanie formacji politycznej z sześcioma równorzędnymi liderami, drugim etapem jednoczenia opozycji stało się zorganizowanie prawyborów na kandydata na premiera, który wiosną przyszłego roku stanąłby do walki przeciw Orbánowi. Przeciwnicy Fideszu doszli do wniosku, że już dziś muszą rozstrzygnąć, kto personalnie, po wygranych ewentualnie wyborach, będzie tworzyć nowy rząd. Pozostawienie tej sytuacji otwartej do ostatniej chwili mogłoby skutkować późniejszym konfliktem i rozpadem koalicji.
W tym celu zorganizowane zostało bezprecedensowe w skali Europy przedsięwzięcie, a mianowicie głosowanie, w którym na terenie całego kraju do urn poszli zwolennicy opozycji, by wskazać, kogo widzą na czele przyszłego gabinetu. W rywalizacji wzięło udział pięciu polityków: Gergely Karácsony (burmistrz Budapesztu), Klára Dobrev (eurodeputowana z Koalicji Demokratycznej i wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego), Péter Márki-Zay (burmistrz miasta Hódmezővásárhely), Péter Jakab (przewodniczący Jobbiku) i András Fekete-Győr (lider Ruchu Momentum).
W pierwszej rundzie wzięło udział 634 tys. osób, co jak na 10-milionowe Węgry jest frekwencyjnym sukcesem. Żaden z kandydatów nie uzyskał bezwzględnej większości. Najlepszy wynik osiągnęła 49-letnia Klára Dobrev, prywatnie żona byłego premiera i przewodniczącego Koalicji Demokratycznej Ferenca Gyurcsánya, która uzyskała 35 proc. głosów. Na drugim miejscu (27 proc.) uplasował się popularny wśród stołecznej młodzieży burmistrz Budapesztu 46-letni Gergely Karácsony, którego nazwać można węgierskim odpowiednikiem Rafała Trzaskowskiego. Trzeci natomiast z 20-procentowym wynikiem był Péter Márki-Zay, lat 49, włodarz 50-tysięcznego powiatowego miasta Hódmezővásárhely nad Cisą w południowo-wschodniej części kraju. Do drugiej tury prawyborów przeszła zatem wspomniana trójka.
Choć pierwsza runda zakończyła się zwycięstwem Dobrev, komentatorzy większe szanse na wygraną dawali Karácsonyowi. Tym bardziej że z obozu opozycji dochodziły głosy, iż Péter Márki-Zay ma zamiar wycofać się z wyścigu i poprzeć burmistrza Budapesztu. Rzeczywiście, niemal w ostatniej chwili przed głosowaniem doszło do rezygnacji jednego z kandydatów, ale niespodziewanie okazał się nim główny faworyt, czyli Gergely Karácsony, który opowiedział się za wyborem Pétera Márki-Zayego. W rezultacie druga runda, w której wzięło udział 662 tys. osób, przyniosła sukces burmistrzowi Hódmezővásárhely, który uzyskał 56,7 proc. głosów.
Nie będzie wymarzonego przeciwnika
Wynik prawyborów przyjęty został z rozczarowaniem zwłaszcza w kierownictwach dwóch partii, które liczyły na zwycięstwo Kláry Dobrev: jej macierzystej Koalicji Demokratycznej oraz Fideszu. Dla Viktora Orbána wymarzoną sytuacją byłoby bezpośrednie starcie z żoną Ferenca Gyurcsánya. Wspomniana para małżonków ma bowiem tak duży elektorat negatywny w społeczeństwie, że odpycha wyborców niezdecydowanych. Oboje należą do pokolenia złotej postkomunistycznej młodzieży, która zdążyła jeszcze obficie korzystać z przywilejów władzy w końcowym okresie realnego socjalizmu. Jej dziadkowie byli wysokimi funkcjonariuszami komunistycznymi, należącymi do tzw. wewnętrznego kręgu partii na Węgrzech i w Bułgarii. On z kolei swoją karierę zaczynał jako lider komunistycznej młodzieżówki KISZ, by po transformacji ustrojowej zamienić się w biznesmena i jednego z najbogatszych ludzi w kraju.
Większość mieszkańców pamięta, że to właśnie Gyurcsány jako premier doprowadził do finansowego kryzysu, który sprawił, iż Węgry znalazły się niemal w takiej samej sytuacji jak Grecja, wręcz na skraju bankructwa. Madziarzy wciąż mają też w pamięci słynną mowę wygłoszoną na zamkniętym spotkaniu partii socjalistycznej w 2006 r., której nagranie wydostało się na zewnątrz i zostało wyemitowane w radiu. Ówczesny premier, podsumowując zwycięską kampanię wyborczą, mówił do swych partyjnych towarzyszy:
Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. […] Kłamaliśmy w dzień i w nocy. […] Nie mieliśmy wyboru, bo spie…doliliśmy gospodarkę, i to nie tylko trochę, ale bardzo. […] Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia, z którego moglibyśmy być dumni
W tym samym przemówieniu Gyurcsány aż trzy razy nazwał Węgry „tym ku…ewskim krajem”.
Ci, którzy zapomnieli o tamtym wystąpieniu lub byli za młodzi, by je pamiętać, mają teraz okazję, by się z nim zapoznać, ponieważ prawicowe media powtarzają je na okrągło. Poza tym 21 października na ekrany węgierskich kin wszedł film pt. „Elk…truk”, co w tłumaczeniu na język polski brzmi „Spie…doliliśmy”. Tytuł obrazu nieprzypadkowo nawiązuje do słynnych słów z przemówienia Gyurcsánya. Film fabularny, którego twórcą jest angielski reżyser Keith English, opowiada o fikcyjnych osobach, których przygody dzieją się na tle autentycznych wydarzeń w Budapeszcie w 2006 r., takich jak ujawnienie kompromitujących „taśm Gyurcsánya” czy brutalne tłumienie przez policję demonstracji z okazji 50-lecia antykomunistycznego powstania.
To wszystko byłoby idealnym tłem do starcia Viktora Orbána z Klárą Dobrev, o której wszyscy wiedzą, iż została wystawiona do boju tylko dlatego, że jej mąż jest zbyt niepopularny, a jednak to właśnie on z tylnego siedzenia kieruje całą jej kampanią. Prawybory sprawiły jednak, że ktoś inny stanie się twarzą opozycji.
Upadek i odrodzenie Gyurcsánya
Zwycięstwo Pétera Márki-Zayego z zawodem przyjęte zostało również w głównej partii opozycyjnej, czyli Koalicji Demokratycznej Ferenca Gyurcsánya. Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się, że jest to polityk tak skompromitowany, iż jego kariera publiczna została definitywnie pogrzebana. Stał się obciążeniem nawet dla własnego ugrupowania, które w 2009 r. najpierw usunęło go ze stanowiska premiera, a potem zmusiło do rezygnacji z szefowania partii socjalistycznej. Dwa lata później opuścił więc szeregi macierzystej formacji i założył Koalicję Demokratyczną. Niewiele osób wierzyło w powodzenie jego inicjatywy. W 2014 r. zdobyła ona cztery mandaty w parlamencie, a w 2018 r. już dziewięć. Obecnie, na skutek kryzysu innych środowisk opozycyjnych, stała się po lewicowo-liberalnej stronie największą siłą polityczną.
To właśnie Ferenc Gyurcsány był inicjatorem zjednoczenia wszystkich formacji opozycyjnych. Wiedząc, jak bardzo jest osobiście niepopularny, uznał, że jedyną szansą na powrót do władzy jest zbudowanie jak najszerszego obozu, w którym będą dominować inne twarze. On sam pozostawałby w cieniu, będąc jednak głównym rozgrywającym. Wewnątrz zjednoczonej opozycji zawarł też nieformalny układ z Péterem Jakabem, co sprawiło, że Koalicja Demokratyczna i Jobbik stały się najważniejszymi siłami, współpracującymi razem i dominującymi nad resztą politycznego planktonu.
Jeszcze kilka lat temu taki alians wydawał się niemożliwy, ponieważ stanowił połączenie ognia z wodą. Na szerokie wody nacjonalistyczny Jobbik wypłynął przecież w 2006 r. na skutek demonstracji ulicznych przeciw Gyurcsányowi, który jawił się narodowcom jako wróg publiczny nr 1. Obecnie jest sojusznikiem nr 1. W deklaracji założycielskiej Jobbiku z 2003 r. możemy przeczytać, iż „podstawowym zadaniem jest odebranie władzy politycznej partii komunistycznej oraz zjednoczonych z nią ekstremistycznych liberałów”. Dziś właśnie z tymi siłami Jobbik idzie ramię w ramię po władzę.
Były lider tej partii w latach 2006–2018 Gábor Vona napisał niedawno:
Choć może to zabrzmieć dziwnie, największe pokrewieństwo emocjonalne rozwinęło się między wyborcami Jobbiku i DK [Koalicji Demokratycznej]. Są to dwie siły, które konsekwentnie sprzeciwiają się polityce rządu najgłośniej i najczęściej, co sprawia, iż doszliśmy teraz do punktu, w którym DK i Jobbik stały się statkiem transportowym, którym ich wyborcy płyną razem ze sobą. Nowy pakt między obu stronami został więc od dawna zawarty przez ich zwolenników
W tym kontekście zwycięstwo w prawyborach Pétera Márki-Zayego stanowi pomieszanie szyków dwóm głównym siłom opozycyjnym. Tym bardziej że zwycięski polityk jest outsiderem niereprezentującym żadnej z sześciu partii skupionych w antyrządowym bloku. Z jednej strony może to być jego atutem, ponieważ jest postrzegany jako osoba nieuwikłana w międzypartyjne rozgrywki, z drugiej natomiast będzie stanowić zasadniczą trudność, gdyby doszło do formowania nowego rządu. Na czele gabinetu stanąłby bowiem polityk pozbawiony jakiegokolwiek zaplecza w parlamencie. Jak mogło dojść do takiej sytuacji?
Plan Sorosa?
Ogólnokrajowy rozgłos Péter Márki-Zay zdobył w lutym 2018 r., gdy wygrał przedterminowe wybory na burmistrza Hódmezővásárhely, ogłoszone po śmierci zmarłego poprzednika. Miasto od lat było bastionem Fideszu, a murowanym faworytem do zwycięstwa wydawał się przedstawiciel partii rządzącej. Przegrał jednak z nieznanym szerzej działaczem lokalnym, i to dość wyraźnie: 41,63 do 57,49. Porażka Fideszu nie nastąpiła dlatego, że stracił on poparcie miejscowej ludności, lecz dlatego, że cała zjednoczona opozycja poparła jednego kandydata.
Było to 40 dni przed planowanymi na kwiecień 2018 r. wyborami parlamentarnymi. Kilka dni później portal Origo ogłosił, że wszystkie partie lewicowo-liberalne postanowiły zawrzeć pod patronatem George’a Sorosa zakulisowy układ, by w każdym ze 106 okręgów jednomandatowych wycofać wszystkich swoich kandydatów za wyjątkiem jednego – tego, który ma największe szanse na pokonanie reprezentanta Fideszu. Chodziło o to, aby efekt Hódmezővásárhely powtórzyć w skali całego kraju. Nie udało się tego zrealizować, ponieważ było za mało czasu i karty wyborcze z nazwiskami wszystkich kandydatów zostały już wydrukowane, a poza tym do porozumienia nie dołączył Jobbik pod wodzą Gábora Vony. Ostatecznie elekcja zakończyła się zdobyciem przez Fidesz trzeci raz z rzędu większości konstytucyjnej.
W przyszłorocznych wyborach opozycja chce powrócić do tamtego planu. Tym razem przygotowania zaczęła już kilkanaście miesięcy przed głosowaniem, do pomysłu udało się zaś przekonać Jobbik pod nowym kierownictwem Pétera Jakaba. Po ostatnich prawyborach twarzą przedsięwzięcia okazał się ten, którego przykład dał impuls do zjednoczenia opozycji, czyli Péter Márki-Zay.
Dla Fideszu może być on trudnym rywalem. Niełatwo bowiem katolika ze szlacheckim rodowodem, deklarującego się jako konserwatysta, członka rady parafialnej z doktoratem na katolickim uniwersytecie oraz męża jednej żony i ojca siedmiorga dzieci, zaklasyfikować jako człowieka lewicy. Ten ekonomista z wykształcenia pracował głównie na stanowiskach kierowniczych i menedżerskich (w tym w latach 2004–2009 w Kanadzie i USA) oraz jako wykładowca na uniwersytecie w Szegedzie. Na burmistrza rodzinnego Hódmezővásárhely był wybierany dwukrotnie: w 2018 i 2022 r.
W swym przemówieniu po zwycięstwie w prawyborach mówił, że pragnie Węgier, w których nikt nie będzie czuł się wykluczony: ani Żydzi, ani Cyganie, ani geje, ani mieszkańcy wiosek, ani miast, ani zwolennicy lewicy, ani prawicy, w tym także Fideszu. Zapowiedział, że jego celem jest nie tylko zastąpienie Fideszu i Orbána, lecz także dotychczasowej kultury politycznej, aby rządziła miłość zamiast nienawiści.
Działacze Fideszu nazwali Pétera Márki-Zayego kolejnym aktorem w spektaklu reżyserowanym przez Gyurcsánya, jednak widać, że są zaskoczeni i nie mają jeszcze pomysłu, jak rywalizować z nowym liderem opozycji. Niektórzy publicyści piszą, iż stanowi on poważne niebezpieczeństwo dla rządzących, ponieważ może przejąć część elektoratu prawicy.
Kilka dni po prawyborach fundacja Századvég przeprowadziła sondaż wśród osób, które widziałyby obecnego burmistrza Hódmezővásárhely jako przyszłego premiera Węgier. 44 proc. z nich określiło swoje poglądy jako lewicowe, a 45 proc. jako prawicowe. Aż 93 proc. wszystkich zwolenników Pétera Márki-Zayego chce też głosować na zjednoczoną opozycję. Przed Fideszem staje więc nowe wyzwanie.
Artykuł z 43/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
