Niemcy szykują się na wojnę? Niepokojące analizyNiemcy szykują się na wojnę? Niepokojące analizy
Nawet tysiąc rannych żołnierzy na dobę, błyskawicznie przepełnione kliniki i zaledwie kilkuset lekarzy potrafiących leczyć rany wojenne – tak wygląda scenariusz, do którego Bundeswehra przymierza niemiecki system ochrony zdrowia na wypadek ataku Rosji na NATO. Powrót widma pełnoskalowego konfliktu w Europie brutalnie zweryfikował wieloletnie założenia o bezwzględnym bezpieczeństwie. Niemcy rozpoczynają wyścig z czasem, by przestawić cywilną infrastrukturę medyczną na tryb wojenny i uniknąć paraliżu ratownictwa.
Wnikliwe analizy przeprowadzone przez Bundeswehrę, na które powołuje się portal Bloomberg, ujawniają, że w przypadku bezpośredniego starcia zbrojnego Sojuszu Północnoatlantyckiego z Rosją niemiecki system opieki zdrowotnej musiałby zmierzyć się z masowym napływem od trzystu do nawet tysiąca poszkodowanych wojskowych na dobę. Przyjęty schemat działań zakłada, że wojskowe służby ratownicze udzielałyby pierwszej pomocy na linii frontu, po czym ranni byliby ewakuowani do Niemiec. Założenia te poddano już weryfikacji podczas marcowych manewrów symulujących odparcie agresji na Litwę. Symulacje wyraźnie wykazały, że pięć istniejących klinik wojskowych uległoby natychmiastowemu przepełnieniu, a główny ciężar leczenia musiałby zostać przeniesiony na placówki cywilne, co doprowadziłoby do skrajnego przeciążenia całej infrastruktury leczniczej.
Kluczowym sprawdzianem dla państwa w warunkach kryzysu stałoby się sprawne zarządzanie zasobami oraz zacieśnienie współpracy między sektorem cywilnym a militarnym. Do krytycznych wyzwań należy wygospodarowanie odpowiedniej rezerwy łóżek szpitalnych, zabezpieczenie ciągłości dostaw leków oraz stworzenie spójnego mechanizmu koordynującego działania obu pionów medycznych. Przełomem w zarządzaniu tymi procesami ma być planowana na jesień ustawa o bezpieczeństwie zdrowotnym (Health Security Act), której celem jest wdrożenie cyfrowego narzędzia do bieżącego monitorowania wolnych miejsc w szpitalach, zapasów produktów farmaceutycznych oraz dostępności kadr wykwalifikowanych w zaopatrywaniu urazów bojowych.
Realizacja strategii obronnej
Ogromną przeszkodą w realizacji strategii obronnej pozostają deficyty kadrowe oraz braki w wyszkoleniu personelu. Szacunki wskazują, że wiedzę w dziedzinie chirurgii wojennej posiada zaledwie kilkuset lekarzy w całym kraju, a powolne tempo specjalistycznych kursów organizowanych przez Bundeswehrę i Niemieckie Towarzystwo Chirurgii Urazowej umożliwia podnoszenie kwalifikacji zaledwie pięćdziesięciu do stu chirurgów rocznie. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że ewidencja medyków z takimi umiejętnościami ma charakter rozproszony, co uniemożliwia precyzyjne ustalenie ich dostępności i prowadzi do dublowania ról osób zaangażowanych jednocześnie w formacjach rezerwowych lub organizacjach humanitarnych.
Konieczność podjęcia tak szeroko zakrojonych przygotowań wynika z gwałtownej zmiany sytuacji geostrategicznej, która zaskoczyła planistów obronnych. Kiedy w 2017 roku formalizowano porozumienia o współpracy wojskowo-cywilnej, powszechnie zakładano stabilność międzynarodową, biorąc pod uwagę głównie zagrożenia o charakterze terrorystycznym. Jak podkreśla sekretarz generalny DGU Sascha Flohé, chociaż niedawne ćwiczenia pokazały sprawność procedur ewakuacyjnych, to powrót wizji konfliktu pełnoskalowego w Europie wymaga niezwłocznego wdrożenia reform legislacyjnych i systemowych, bez których opanowanie skutków ewentualnej wojny będzie niemożliwe.
Potencjalna mobilizacja w Europie
Brak jednoznacznych uregulowań ze strony państwa zmusza sektor prywatny do samodzielnego szacowania ryzyka kadrowego na wypadek konfliktu zbrojnego. Przykładem jest koncern biotechnologiczny CSL, z którego wyliczeń wynika, że w poszczególnych regionach nawet jedna piąta personelu może zostać wyłączona z pracy zawodowej z powodu powołania do rezerwy wojskowej lub zaangażowania w wolontariat. Analogiczne zagrożenie paraliżem dotyka branży transportowej; jak zauważa Annegret Wittich-Höffer z kierownictwa CSL, mobilizacja w państwach Europy Wschodniej skutkowałaby masowym powrotem kierowców ciężarówek do ich ojczyzn. Sytuację w branży medycznej dodatkowo komplikuje fakt powszechnego stosowania w niemieckiej gospodarce modelu logistycznego just-in-time. Według eksperta Michaela Eya, utrzymywanie minimalnych rezerw w celu redukcji kosztów magazynowania stwarza ogromne ryzyko gwałtownego przerwania dostaw kluczowych artykułów, w tym leków, szczepionek oraz maseczek ochronnych.
Równolegle z wyzwaniami logistycznymi i kadrowymi, dyrekcje szpitali analizują kwestie odporności samej infrastruktury budowlanej na ewentualne ataki, np. z użyciem dronów. Rozważane plany obejmują adaptację kondygnacji podziemnych na tymczasowe sale operacyjne lub bezpieczne strefy schronienia dla pacjentów oraz personelu. Jaskrawym przykładem możliwości wykorzystania takiego zaplecza jest podziemny obiekt pod szpitalem w Ulm, wybudowany w erze zimnej wojny z myślą o zapewnieniu ciągłości leczenia i ochronie przed skażeniem po ewentualnym uderzeniu jądrowym. Schron ten, mogący pomieścić do dwóch tysięcy osób, przez niemal trzy dekady pozostawał nieużywany. Obecnie niemieckie siły zbrojne rozważają jego ponowne włączenie do systemu obronnego, co jednak wiąże się z koniecznością przeznaczenia milionów euro na niezbędną modernizację.
tt/źr. wPolityce.pl za Polsat News, Bloomberg
