#MeToo po chińsku. Były wicepremier oskarżony o gwałt#MeToo po chińsku. "Peng Shuai oskarżyła 75-letniego byłego wicepremiera o to, że zmusił ją trzy lata temu do seksu w swoim domu"

Nawet najbardziej twarda postawa zapewne nie skłoni Chińskiej Partii Komunistycznej do – jak domaga się Simon – zbadania zarzutów Peng wobec byłego wicepremiera.
Chińska tenisistka, międzynarodowa gwiazda sportu, publicznie oskarżyła o gwałt partyjnego dygnitarza. I zaginęła.
W sierpniu pekińska policja zatrzymała chińsko-kanadyjską gwiazdę K-popu Krisa Wu pod zarzutem gwałtu. Wu, były członek południowokoreańskiego zespołu Exo, miał wykorzystywać seksualnie nieprzytomne kobiety, wśród których były też nieletnie. Chińskie Stowarzyszenie Sztuk Scenicznych bezzwłocznie wpisało popularnego wokalistę i aktora na swoją czarną listę celebrytów godzących „w zasady etyczne i moralne” państwa. Kto trafia na tę listę, temu jest odcinany akces do platform streamingowych, które są popularnym sposobem uzyskiwania przez artystów w Chinach dostępu do szerokiej publiczności. Szybkie działanie władz spotkało się z uznaniem chińskich feministek, które zaczęły marzyć o powstaniu rodzimej wersji ruchu #MeToo. Nie po raz pierwszy.
W 2018 r. studentka Zhou Xiaoxuan oskarżyła popularną gwiazdę telewizyjną Zhu Juna o molestowanie seksualne. Do incydentu miało dojść cztery lata wcześniej, gdy Zhou była stażystką w państwowej telewizji CCTV. Sprawa została uciszona, ale w minionym roku molestowanie seksualne zostało wpisane do Kodeksu cywilnego, co może ułatwić ofiarom dochodzenie swoich praw w sądach. Debaty na ten temat jednak wciąż nie ma. I nie będzie, sądząc po reakcji władz na sprawę Wu. Wszystkie posty w mediach społecznościowych odnoszące się do niej zostały ocenzurowane (włącznie z hasztagiem #MeToo), a państwowe media zaczęły publikować artykuły, z których wynikało, że molestowanie seksualne i gwałt nie stanowią poważnego problemu w Chinach. Centralna Komisja Kontroli Dyscypliny Chińskiej Partii Komunistycznej wręcz uznała, że zachowanie Wu było wynikiem niezdrowego kultu wokół celebrytów, wypaczeń kapitalizmu oraz „nadmiernego rozrostu przemysłu rozrywkowego”.
Na czarnej liście znaleźli się także celebryci oraz influencerzy „epatujący bogactwem” oraz „godzący w standardy urody”, jak Guo Laoshi, influencerka na platformie Douyin, chińskiej wersji TikToka, która regularnie umieszczała tam nagrania, na których wąchała własne stopy czy prezentowała „brzydki i niekobiecy makijaż”. Najlepszym lekarstwem na te wypaczenia miało być „trzymanie się społecznych norm i partyjnej doktryny”. W skrócie: więcej partii i komunizmu, mniej gwałtów i innej
dekadencji.
Tygrysy i muchy
A co jeśli gwałtu czy molestowania dopuściłby się dygnitarz partyjny? Na dodatek wysoko postawiony? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w kuriozalnym przypadku chińskiej gwiazdy tenisa Peng Shuai. Podwójna mistrzyni w deblu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych chińskich sportsmenek 2 listopada br. oskarżyła na platformie społecznościowej Weibo 75-letniego byłego wicepremiera Zhanga Gaoli o to, że zmusił ją trzy lata temu do seksu w swoim domu. A następnie do związku pozamałżeńskiego.
Wiem, że będąc tak prominentną osobą, wicepremierze Zhangu Gaoli, powiesz, że się nie boisz. Ale nawet jeśli będzie to uderzaniem kamykiem w kamień, niczym ćma lecącą w ogień, w kierunku autodestrukcji, powiem prawdę o tobie
– napisała Peng.
W poście liczącym 1,6 tys. słów tenisistka opisała popołudnie, gdy miało dojść do gwałtu.
W to popołudnie nie udzieliłam swojej zgody. Nie mogłam przestać płakać. Przywiozłeś mnie do swojego domu i zmusiłeś mnie do relacji (seksualnych)
– wyznała. Przy okazji dodała, że dowodów nie ma.
Zawsze się bałeś, że przyniosę dyktafon, żeby cię nagrać. Nie ma nagrania audio, nie ma nagrania wideo. Są tylko moje zniekształcone, ale bardzo realne doświadczenia
– zaznaczyła. Jak przyznała, po raz pierwszy uprawiała seks z byłym wicepremierem dekadę temu. Wtedy Zhang był szefem Partii Komunistycznej w mieście Tiencin, znajdującym się między Pekinem a zatoką Bohai. Ale Zhang zerwał z nią kontakt, gdy awansował do siedmioosobowego Komitetu Stałego Partii Komunistycznej w Pekinie. Dopiero trzy lata temu się z nią ponownie skontaktował i zaprosił do swojego domu na partię tenisa. Tam miało dojść do gwałtu, zresztą w obecności żony polityka Kang Jie. Następnie Peng rozpoczęła romans z Zhangiem, ale „spotkało ją w jego toku zbyt wiele niesprawiedliwości i obelg”. Tydzień przed umieszczeniem postu na Weibo pokłóciła się z byłym wicepremierem, który zakończył ich relację. Czy rzeczywiście doszło do gwałtu? Czy to może zemsta odrzuconej kochanki? Na te pytania odpowiedź zna tylko protagonistka tej historii.
Faktem jest, że życie prywatne chińskich oficjeli partyjnych jest traktowane z największą dyskrecją, do tego stopnia, że nawet najbardziej podstawowe fakty z ich biografii nie są publicznie znane. O niektórych Chińczycy dowiedzieli się dopiero przy okazji antykorupcyjnej kampanii Xi Jinpinga w 2012 r., skierowanej przeciwko „tygrysom i muchom”, czyli wysoko postawionym oficjelom i lokalnym działaczom, którzy prowadzili zbyt wystawne życie.
Chluba Chin
Reakcja władz w Pekinie była więc radykalna. Post Peng tak szybko jak się pojawił, tak szybko zniknął. Według CNN wisiał na Weibo co najwyżej 30 min. A wraz z nim zniknęła Peng. Na całe trzy tygodnie. Zniknęły też wszystkie wzmianki o niej w chińskiej sieci. Jej konto na Weibo, śledzone przez pół miliona fanów, zostało zablokowane. Ślad po Peng dosłownie zaginął. Chińskie władze zablokowały nawet możliwość pisania komentarzy na wszystkich blogach i stronach internetowych poświęconych tenisowi.
Natychmiast pojawiły się spekulacje, że Peng została porwana przez chińskie służby, że jest przetrzymywana w jakichś kazamatach lub została wysłana, wzorem innych krytykujących partię i jej przywódcę Xi Jinpinga, do obozu reedukacyjnego. O tenisistkę, mistrzynię wielkoszlemowego Wimbledonu w 2013 r. i Rolanda Garrosa w 2014 r., upominało się ONZ, Amnesty International, Unia Europejska, rząd Stanów Zjednoczonych i brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, byłe i obecne gwiazdy tenisa, jak Serena Williams, Naomi Osaka, Novak Djokovic, Billie Jean King czy Chris Evert.
Na Twitterze powstał hasztag
GdzieJestPengShuai, pod którym
sprawę komentowały tysiące fanów tenisa. Organizacja WTA, sprawująca pieczę nad najważniejszymi rozgrywkami tenisowymi kobiet, zagroziła odwołaniem wszystkich turniejów w Chinach, jeśli sprawa się nie wyjaśni. A tenis stał się w ostatnich latach, także za sprawą Peng, bardzo popularny w Chinach. WTA podpisało niedawno umowę na organizację w mieście Shenzhen na południu kraju swoich corocznych finałowych rozgrywek. Turnieje mają się odbywać tam przez najbliższe osiem lat. Kontrowersje wokół Peng mogą negatywnie wpłynąć na zbliżające się igrzyska zimowe w Pekinie. Presja na chińskie władze jest ogromna.
Zdaniem prominentnej chińskiej feministki Lü Pin, mieszkającej na emigracji w USA, sprawa Peng spotkała się z tak dużym zainteresowaniem, bo jest ona „międzynarodową gwiazdą sportu”.
To naprawdę wybitna kobieta, chluba Chin. Myślę, że to jest obecnie jej największą ochroną
– podkreśliła Pin w rozmowie z CNN. Według Jennifer Hsu, ekspert Lowy Institute w Australii, Pekin jest „świadomy” zagrożeń wynikających z oskarżeń Peng.
Mogą one skłonić inne kobiety do przedstawienia opinii publicznej zarzutów o niewłaściwe zachowanie dygnitarzy Partii Komunistycznej, a temu partia chce zapobiec. A zatem zniknięcie Peng Shuai może być celową strategią, by zastraszyć inne, potencjalne oskarżycielki
– uważa ekspert.
Jest czy jej nie ma?
18 listopada pojawił się w końcu tajemniczy e-mail, rzekomo napisany przez zaginioną tenisistkę i opublikowany przez chiński publiczny kanał telewizyjny CGTN. W mailu, adresowanym do prezesa WTA Steve’a Simona, Peng pisze, że czuje się dobrze i wycofuje wszystkie oskarżenia pod adresem Zhanga Gaoli. Simon nie wierzy w autentyczność maila.
Oświadczenie wydane przez chińskie media państwowe dotyczące Peng Shuai tylko budzi moje obawy co do jej bezpieczeństwa i miejsca pobytu
– stwierdził Simon w pisemnym oświadczeniu.
Trudno mi uwierzyć, że to rzeczywiście ona napisała e-mail, który otrzymaliśmy. Ona musi mieć możliwość swobodnego wypowiadania się, bez przymusu lub zastraszania. Zarzut o napaść na tle seksualnym, który postawiła, musi zostać zbadany z pełną przejrzystością i bez cenzury
– dodał prezes WTA.
Twarda postawa największej organizacji kobiecego tenisa jest nietypowa. Otwarta krytyka Chin jest na ogół karana przez jej władzę odcięciem dostępu do chińskiego rynku. Gdy w 2019 r. dyrektor generalny amerykańskiego klubu koszykarskiego Houston Rockets Daryl Morey poparł na Twitterze protestujących w Hongkongu, chińscy partnerzy drużyny zerwali z nią kontrakty, a państwowy nadawca CCTV wstrzymał wszystkie transmisje meczów przedsezonowych. Nawet najbardziej twarda postawa zapewne nie skłoni Chińskiej Partii Komunistycznej do – jak domaga się Simon – zbadania zarzutów Peng wobec byłego wicepremiera. Tym bardziej że rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian nazwał sprawę „złośliwie rozdmuchiwaną”. Przez Zachód oraz młode pokolenie Chińczyków, które się zatruło kulturą woke.
Mam nadzieję, że pewne osoby przestaną złośliwie rozdmuchiwać tę sprawę, nie mówiąc już o jej upolitycznianiu
– powiedział Zhao na briefingu w Pekinie. Chińskie władze najwyraźniej mają nadzieję, że sprawa ucichnie. Im szybciej, tym lepiej. Zapewne dlatego w minioną niedzielę chińskie media państwowe opublikowały nagrania przedstawiające Peng na kolacji w jednej z pekińskich restauracji oraz na dziecięcym turnieju tenisowym. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) poinformował natomiast, że jego prezes Thomas Bach rozmawiał z Peng przez wideołącze, a tenisistka „wyjaśniła, że jest bezpieczna i ma się dobrze”. Także i to nie wszystkich przekonało. Pojawiły się natomiast zarzuty wobec MKOl, że „kolaboruje z chińskimi władzami” i „daje się wykorzystywać chińskiej propagandzie”, choć zobowiązał się bronić praw sportowców. Human Rights Watch domaga się organizacji spotkania międzynarodowych działaczy praw człowieka z Peng, by móc „stwierdzić, czy jest bezpieczna”. W minioną niedzielę grupa feministek zorganizowała wiec poparcia dla tenisistki w Nowym Jorku.
Oskarżony Zhang Gaoli dalej twardo milczy. Były wicepremier, silnie zaangażowany we flagowy projekt Inicjatywa Pasa i Szlaku (Belt and Road Initiative), od 2018 r. przebywa na emeryturze. Dotąd nie był znany ze skandali, tylko ze swojego „pragmatyzmu”. Odkąd wycofał się z polityki, nie był obecny w mediach. To się teraz zmieniło. W każdym razie na Zachodzie, bo ten, kto szuka jego nazwiska w chińskich mediach, także społecznościowych, zapewne go nie znajdzie. Zostało wymazane, tak jak wszystkie wzmianki o Peng Shuai.
Artykuł z 48/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
