Łakoma: Zielona Unia w impasie; bez importu z Chin ani ruszŁakoma: Bruksela zapędziła się sama w kozi róg: plan zielonej transformacji nie ma szans bez importu na wielką skalę technologii z... Chin

MCz_Chiny_16012020_48 (1).webp
Fratria / Ponad 20 tysięcy osób ewakuowano na południu Chin
FacebookTwitter

Władze w Brukseli często i chętnie narzekają na gigantyczny deficyt handlowy z Chinami, ale zmiana w tej relacji szybko nie nastąpi. Bo to chińskie dostawy minerałów i komponentów są niezbędne do realizacji najważniejszej unijnej polityki, czyli ratowania klimatu, z której Komisja Europejska jest niezwykle dumna.

Formalnie toczą się dwustronne negocjacje handlowe Brukseli z Pekinem, bo nadwyżka eksportowa Chin rośnie z roku na rok i w ubiegłym wyniosła 360 miliardów dolarów, czyli o 48 mld więcej niż w 2024 r. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nawet kilka dni temu mówiła, że trzeba szybko je sfinalizować i zagroziła kolejnymi cłami. Ale to Pekin ma więcej atutów w tych rozmowach. Gdyż to chińscy producenci i dostawcy wspierają unijną politykę klimatyczną, czyli proces wielkiej transformacji energetycznej i przejścia na odnawialne źródła. Na dodatek ostatnio niemieckiej polityk w sposób bardzo bezpośredni przypomniała o tej prawdzie grupa 36 firm i inwestorów w specjalnym liście, o którym pisze agencja Reuters. Alarmują, że rozwój energetyki wiatrowej i solarnej w Unii może zostać „zakłócony” z powodu zakazu, jaki sama UE wprowadziła w kwietniu.

Bez chińskich inwerterów energetyka z OZE nie pociągnie

Chodzi o to, że główne unijne instrumenty finansowe w tym pochodzące z Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego nie mogą być wykorzystywane na projekty, w których wykorzystuje się komponenty pochodzące z krajów tzw. „wysokiego ryzyka”, w tym także z Chin. W praktyce chodzi przede wszystkim o falowniki (inwertery), czyli najważniejsze elementy każdej instalacji fotowoltaicznej, bo przekształcają prąd stały na prąd zmienny, co umożliwia jego wykorzystanie.

Alarm podnosi największa organizacja reprezentująca branżę fotowoltaiczną w Unii czyli SolarPower Europe. Jak podaje portal PV Tech, ostro krytykowała wprowadzenie zakazu bez szerszych konsultacji z firmami. Wskazała, że decyzja KE „_już opóźnia projekty fotowoltaiczne w całej Europie_” i zagraża unijnym celom wyznaczonym na koniec tej dekady. Równocześnie analitycy z Wood Mackenzie szacują, że zakaz finansowania inwerterów z Chin wpłynie negatywnie nawet na 14 proc. zapotrzebowania Unii na energię słoneczną w latach 2026–2030, a poza tym ograniczy inwestycje w magazyny energii. Gdyby w samej Unii produkcja falowników była dostatecznie rozwinięta, a chińskie były po prostu tańsze, zakaz nie stanowiłby wielkiego problemu. Jednak to chińskie firmy zapewniły ponad 80 proc. dostaw falowników do Europy w 2025 r. Z analizy wynika również, że szczególne problemy z inwestycjami w fotowoltaikę będą w krajach Europy Wschodniej i Środkowej, które wykorzystują na ten cel najwięcej funduszy unijnych.

Chińskie technologie to czynnik wielkiego ryzyka

Za zakazem finansowania inwestycji z chińskimi falownikami stoją względy bezpieczeństwa i obawy o sterowanie instalacjami unijnymi (z możliwością ich wyłączenia). To pokazuje jak ryzykowne może być stawianie na import technologii z Chin. Lecz również odsłania słabości polityki klimatycznej nastawionej na inwestycje, które uzależnione są od dostaw komponentów z zagranicy. A skoro Chiny – obok Rosji, Iranu i Korei Północnej – znalazły się na liście krajów „wysokiego ryzyka” (według Komisji Europejskiej), to też powstaje pytanie o przyszłość dostaw minerałów krytycznych i innych produktów z zakresu czystych technologii, na których zależy Brukseli.

Formalnie władze unijne postawiły na transformację energetyczną i przekonały do tego kraje członkowskie, w tym Polskę, argumentując, że chodzi nie tylko o ratowanie klimatu ale przede wszystkim o uniezależnienie od importu kosztownych paliw kopalnych oraz rozwój czystych technologii na kontynencie i stworzenie nowoczesnych branż gospodarki, zapewniających rozwój gospodarczy oraz dobrobyt obywatelom. Zaś głosy krytyki realistów, wskazujących na zamianę zależności – z rosyjskiej na chińską – były tłumione.

Rzeczywistość jest taka, że to Chiny dominują na rynku minerałów kluczowych dla transformacji energetycznej i technologii obronnych. Od dwóch dekad inwestują w nie tam, gdzie tylko mogą i kontrolują sytuację na rynkach. To Pekin ma możliwości wpływania na ponad 70 proc. wydobycia oraz blisko 90 proc. światowych mocy przerobowych potrzebnych do rafinacji metali ziem rzadkich. W przypadku przetwórstwa kobaltu to 70-proc. udział, dla litu wynosi ponad 65 proc., dla manganu 40 proc. a niklu 35 proc. Niezwykle skutecznie także kierują eksportem głównych pierwiastków jak german, grafit, gal czy wolfram, o czym w ostatnich dwóch latach przekonała się także Unia.

Swoistą odpowiedzią na słowa Ursuli von der Leyen, która dała czas na negocjacje z Pekinem i rozstrzygniecie spornych kwestii do października, była publikacja w dzienniku „China Daily”. „Jeśli Unia odetnie się od konkurencyjnych, ekologicznych produktów Chin”, to – według dziennika - „osiągnie pseudo sukces, bo wzrosną koszty zielonej transformacji i jeszcze bardziej spadnie konkurencyjność przemysłu”. „Chiny mają wieloletnie doświadczenie w reagowaniu na skrajną presję i będą stanowczo bronić swoich praw i interesów. Są gotowe korzystać z uznanych kanałów konsultacji z UE, aby prowadzić rozmowy na równych prawach. Ale nigdy nie ulegną groźbom” – czytamy w „China Daily”. 

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że Unia sama siebie zapędziła w kozi róg.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.