Kanclerz jako doża. "Europejskie pobożne życzenie"
Kanclerz jako doża. "Europejskie pobożne życzenie, które ani dziś, ani nigdy wcześniej w Europie nie było możliwe do urzeczywistnienia"

Biznesy i handel z tajemniczymi dla Europejczyków wschodnimi despotiami zawsze były źródłem wielkiego bogactwa, a zarazem wielkiego ryzyka.
Inwestycja chińskiego koncernu COSCO w terminal kontenerowy Tollerort w porcie hamburskim stała się przedmiotem „wielkiej polityki” co najmniej z dwóch powodów.
Najpierw dlatego, że wywołała konflikt wewnątrz rządu niemieckiego, w którym stronami stali się lewicowy kanclerz Scholz, lobbujący na rzecz kapitałowego wejścia Chińczyków do głównego niemieckiego portu, oraz zielony wicekanclerz Habeck, żądający politycznego szlabanu dla tej inwestycji. Konflikt wygrał kanclerz, który jako niegdysiejszy burmistrz Hamburga znany jest ze swych powiązań z tamtejszym wielkim biznesem. A nawet ma ciągle kłopoty z podejrzeniami o udział w jednej z hamburskich afer korupcyjnych, z powodu której musi się stawiać na nieprzyjemne przesłuchania. Optyka Scholza jest całkiem jasna: interes i konkurencyjność niemieckiego portu jest nadrzędny nad wszelkimi zastrzeżeniami politycznymi. I to tym bardziej, że spółka CTT, zarządzająca terminalem Tollerort, jest w praktyce własnością Wolnego Hanzeatyckiego Miasta Hamburg, a więc Scholz przez siedem lat swego burmistrzowania pełnił w istocie funkcję jej właściciela.
