Globalna drożyzna. Przyczyny i skutki rosnącej inflacjiGlobalna drożyzna. "Przyczyny mają być zaburzenia w łańcuchach dostaw oraz rosnących kosztach paliw

Francja zareagowała na drożyznę, wprowadzając dodatek inflacyjny w wysokości 100 euro. Będą mogli z niego skorzystać Francuzi, których dochody wynoszą mniej niż 2 tys. euro netto miesięcznie, czyli 38 mln osób.
W październiku w Polsce mieliśmy 6,8-procentową inflację, najwyższą od 20 lat. W innych krajach europejskich nie jest jednak lepiej. A w USA drożyzna jest największa od 2008 r. Światowe media widzą przyczynę w zaburzeniach w łańcuchach dostaw oraz rosnących kosztach paliw.
W miniony wtorek republikański biznesmen Glenn Youngkin wygrał wyścig o fotel gubernatora Wirginii, pokonując demokratę i byłego gubernatora tego stanu Terry’ego McAuliffe’a. Jest to bolesna porażka dla demokratów, w ostatnich wyborach prezydenckich Joe Biden pokonał tu bowiem Donalda Trumpa, z przewagą 10 pkt proc. Teraz demokraci gorączkowo zastanawiają się nad przyczynami przegranej McAuliffe’a. Jedno słowo powraca jak mantra w każdej analizie i dyskusji: inflacja. Stopa inflacji wzrosła za oceanem we wrześniu do 5,4 proc., najwyższej wartości od 2008 r. Wzrost cen znacznie zmniejszył siłę nabywczą Amerykanów, co jest szczególnie odczuwalne na prowincji. A kogo winią Amerykanie za drożyznę? Obecną administrację Joego Bidena. Drożyzna dotyka jednak niemal cały świat i stała się jednym z głównych tematów w mediach i rozmów zwykłych obywateli.
Stagnacja i sondaże
Tempo wzrostu cen konsumpcyjnych w USA przyspieszyło we wrześniu, osiągając najwyższy poziom od 13 lat, ponieważ presja inflacyjna spowodowała wzrost kosztów żywności, energii i czynszów
– pisze „Financial Times”. Według gazety „inflacja niestety nie zniknie w nadchodzących miesiącach”. Amerykanie, jak zaznacza „FT”, wydadzą tej zimy 43 proc. więcej na olej opałowy, 30 proc. więcej na gaz ziemny i 6 proc. więcej na ogrzewanie elektryczne. Według gazety za inflację odpowiadają przede wszystkim przerwane łańcuchy dostaw oraz rosnące koszty paliw (np. ropa jest droższa o 70 proc. niż rok temu). W konsekwencji bank centralny Stanów Zjednoczonych (FED) zdecydował o ograniczeniu tempa skupu aktywów (QE) o 15 mld dol. miesięcznie. Stopa funduszy federalnych pozostała bez zmian – na poziomie bliskim zera.
Według CNN wzrost cen nie tylko ograniczył siłę nabywczą Amerykanów, lecz także znacznie pogorszył notowania prezydenta USA. Biden powołał nawet do życia Grupę Zadaniową ds. Zakłóceń Łańcucha Dostaw, ale efekty jej pracy, jak zaznacza CNN, są więcej niż skromne.
Ekonomiści nie są zgodni, czy obecna inflacja odzwierciedla długoterminowe trendy, czy tylko krótkoterminowe czynniki związane z pandemią. Nie zgadzają się również co do tego, w jakim stopniu własna polityka Bidena – w tym stymulacyjne czeki w wysokości 1,4 tys. dol. na osobę, wypłacane Amerykanom od ubiegłego roku – spowodowała skoki cen poprzez zwiększenie popytu
– czytamy na portalu amerykańskiej telewizji informacyjnej.
Konsekwencje dla Bidena są natomiast namacalne i jednoznaczne: poparcie dla niego w sondażach spadło do rekordowo niskich 42 proc. Nie jest to zdaniem CNN ani wynikiem wojny kulturowej, ani wycofania wojsk USA z Afganistanu czy innych gaf prezydenta, tylko trudnej sytuacji wielu amerykańskich domostw.
Inflacja daje się we znaki także Brytyjczykom. Jak informuje dziennik „The Independent”, chociaż główny wskaźnik inflacji obniżył się na Wyspach Brytyjskich nieznacznie we wrześniu – do 3,1 proc., pozostaje on o ponad 1 pkt proc. powyżej wyznaczonego przez Bank Anglii górnego progu 2 proc.
Można się również spodziewać dalszego wzrostu w nadchodzących miesiącach, bez względu na to, czy dojdzie do podwyżki stóp procentowych, czy też nie
– pisze gazeta. Najszybciej rosną ceny benzyny. Według dziennika „The Guardian” średnia cena benzyny bezołowiowej wyniosła w minioną niedzielę 142,94 pensa za litr. Tym samym padł nowy rekord, który został ustanowiony niemal 10 lat temu. Zdaniem gazety, uderzy to w budżety wielu gospodarstw domowych i będzie miało wpływ na całą gospodarkę. Jak zaznacza agencja Reuters, wzrost inflacji przy jednoczesnym wzroście podatków, zapowiedzianym przez ministra finansów Rishi Sunaka, w celu sfinansowania opieki zdrowotnej i innych usług publicznych „spowodują, że poziom życia w Wielkiej Brytanii będzie w stagnacji w nadchodzących latach”. Gazeta „The Times” nazwała podwyżki podatków ministra Sunaka „ogromnymi”. A tabloid „The Sun” skrytykował „epidemię wydatków rządowych”. Tymczasem szef resortu finansów przedstawił pozytywny obraz sytuacji w kraju. Zapowiedział, że brytyjska gospodarka osiągnie poziom sprzed koronakryzysu w 2022 r. i spodziewa się wzrostu gospodarczego na poziomie 6,5 proc. w tym i 6 proc. w przyszłym roku.
Wielopiętrowy dom
Także Niemcy są zaniepokojone rosnącymi cenami. W październiku nasi zachodni sąsiedzi odnotowali inflację na poziomie 4,6 proc. Jest to – jak pisze portal Deutsche Welle – najwyższa inflacja od 1993 r.
Skąd tak dynamiczny wzrost cen? Eksperci z jednej strony wskazują na to, że w pandemicznym roku 2020 ceny większości artykułów mocno spadły. Teraz gospodarka się rozkręca, więc następuje szybkie odbicie stawek. Do tego na całym świecie rosną ceny surowców oraz niektórych podzespołów, zwłaszcza elektronicznych. Na ceny nie wpływają korzystnie też problemy logistyczne. Przesyłki, zwłaszcza z Azji, są zwykle opóźnione, a zatem wiele produktów nie dociera na czas na sklepowe półki. Sprzedawcy więc mocno podnoszą ceny tych artykułów, które już mają w magazynach
– czytamy.
Jak podkreśla niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, najwięcej Niemcy w październiku wydali na energię, która zdrożała o 18,6 proc.
Rosnące ceny energii od jakiegoś czasu napędzają inflację. Pewną rolę odgrywa także wycofanie tymczasowej obniżki podatku VAT, wprowadzone z powodu pandemii. Standardowe stawki ponownie obowiązują od stycznia 2021 r., więc towary i usługi znów stają się droższe. Do tego dochodzą niedobory materiałowe i wąskie gardła w dostawach oraz wprowadzenie podatku od emisji CO2. Od początku roku należne jest 25 euro za każdą tonę dwutlenku węgla, który powstaje podczas spalania oleju napędowego, benzyny, oleju opałowego i gazu ziemnego
– zaznacza tygodnik. „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” cytuje tymczasem szefa Deutsche Banku Christiana Sewinga, który ostrzega, że zjawisko inflacji „może okazać się w Niemczech długotrwałe”.
Trzeba to sobie wyobrazić jako wielopiętrowy dom: weszliśmy teraz na wyższy poziom i na razie tam pozostaniemy
– dodał.
Francja zareagowała na drożyznę, wprowadzając dodatek inflacyjny w wysokości 100 euro. Jak komentuje portal France24, będą mogli z niego skorzystać Francuzi, których dochody wynoszą mniej niż 2 tys. euro netto miesięcznie, czyli 38 mln osób.
Prezydent Emmanuel Macron dba o to, by rosnące ceny energii nie pogrążyły jego szans na reelekcję. Macron jest i tak postrzegany jako prezydent bogatych, który ma w nosie maluczkich
– czytamy w „Le Monde”. Według dziennika dodatek inflacyjny może się jednak okazać niewystarczający, w końcu wysokie ceny energii oraz benzyny mogą się utrzymać nad Sekwaną do końca 2022 r.
Ponieważ ceny benzyny stale rosły w ostatnich tygodniach, rząd stanął w obliczu zwiększającej się presji na obniżenie podatków płaconych przy dystrybutorach, które mogą wynieść nawet 60 proc. tego, co płacą kierowcy. Minister finansów Bruno Le Maire przekonywał, że krok ten byłby kosztowny dla finansów publicznych i byłby równoznaczny z dotacją do paliw kopalnych w czasie, gdy rząd starał się od nich odzwyczaić gospodarkę
– czytamy na łamach dziennika. Zamiast tego rząd Jeana Castexa zdecydował się zamrozić ceny gazu i benzyny „na cały 2022 r.”.
Puste półki?
W Hiszpanii inflacja wzrosła do 5,5 proc., najwyższego poziomu od niemal trzech dekad.
Ceny detaliczne rosną ze względu na wzrost cen surowców, co powoduje wzrost taryfy za energię płaconą przez gospodarstwa domowe i firmy. Z kolei przerwy w globalnych łańcuchach dostaw generują niedobór niektórych środków produkcji, co także podnosi ceny krajowe
– tłumaczy hiszpański dziennik „El Mundo”. Portal ABC tymczasem ostrzega, że na Boże Narodzenie może zabraknąć w sklepach towarów. Według portalu lewicowy rząd Pedro Sáncheza nie ma żadnego pomysłu, jak temu przeciwdziałać.
Minister ds. konsumpcji Alberto Garzón uważa, że problemu w ogóle nie ma, a raczej że jest on natury czysto psychologicznej. Puste półki w święta mają być elementem samospełniającej się przepowiedni. W skrócie: histerii. Eksperci, z którymi konsultowała się ABC, twierdzą tymczasem, że może zabraknąć przedmiotów wyprodukowanych w Azji, czyli niektórych zabawek, małych urządzeń, wyrobów stalowych i aluminiowych, kosmetyków, komputerów, telefonów i wszystkich produktów, które zawierają półprzewodniki, takich jak samochody. Nie brakuje dowodów na to, że już teraz nie ma określonych towarów w sklepach. Tylko rząd nie chce tego widzieć
– skarży się portal.
Gazeta „Libre Mercado” także oskarża socjalistów o „ślepotę”.
Władza wykonawcza bagatelizuje wzrost inflacji, choć wątpliwości co do jej przejściowego charakteru są bardziej niż oczywiste. W marcu ubiegłego roku ten sam rząd twierdził, że gospodarcze skutki pandemii COVID-19 będą znikome
– czytamy. Jak wskazuje „Libre Mercado”, kraje takie jak Austria i Szwajcaria przygotowują swoich obywateli na wypadek uogólnionego blackoutu z powodu znacznego wzrostu zapotrzebowania na energię lub awarii systemu, „ale hiszpański rząd takich scenariuszy nawet nie bierze pod uwagę”.
Kryzys energetyczny, inflacja – socjalistom żyje się beztrosko. Nie martwi ich nawet to, że Algieria przestała dostarczać do Hiszpanii gaz z Maroka
– grzmi gazeta.
Jak wynika z danych Eurostatu, inflacja HCIP w strefie euro wyniosła w październiku 4,1 proc. (wzrost z 3,4 proc. we wrześniu). Najwyższy poziom odnotowano w krajach bałtyckich: na Litwie 8,2 proc., w Estonii 7,4 proc., a na Łotwie 6 proc. W Hiszpanii inflacja wzrosła do 5,5 proc., w Belgii do 5,4 proc., a w Luksemburgu do 5,3 proc. Grupę krajów z inflacją powyżej 5 proc. zamyka Irlandia, gdzie wskaźnik wzrósł do 5,1 proc. W Niemczech ceny rosły w tempie 4,6 proc., w Słowacji 4,4 proc. Najniższa inflacja jest na Malcie (1,4 proc.), w Portugalii (1,8 proc.), w Finlandii (2,8 proc.), Francji (2,6 proc.) i Grecji (3 proc.). W nienależących do strefy euro Czechach inflacja wyniosła w październiku 4,9 proc., na Węgrzech 5,5 proc., w Rumunii we wrześniu było to 6,3 proc.
Artykuł z 45/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
