Fala przemocy na Ukrainie. Weteran pobity przez własnych rodaków
Fala przemocy na Ukrainie. Weteran pobity przez własnych rodaków

Weteran wojny na Ukrainie Wasil Krupych nie tylko przetrwał ataki rosyjskich wojsk, ale doświadczył także brutalnej napaści ze strony własnych rodaków. „Złamali mi żebro, leżałem i nie mogłem oddychać” – wspominał w rozmowie z BBC. Żołnierz został oddelegowany na tyły frontu, aby pomagać w rekrutacji mężczyzn i to wówczas został pobity przez dwóch Ukraińców. W ostatnim czasie na Ukrainie narasta przemoc wobec oficerów rekrutacyjnych. Mężczyźni niechętnie przyjmują przymusowy pobór, a ochotników jest coraz mniej.
Sytuacje takie jak ta, która przytrafiła się Wasilowi Krupychowi, są bardzo chętnie wykorzystywane przez rosyjską propagandę. Weteran najpierw przeżył chwile grozy w Donbasie, przetrwał niszczycielskie ataki Rosjan, widział, jak giną jego towarzysze broni, a do tego został jeszcze brutalnie pobity przez własnych rodaków – dwóch mężczyzn, którzy uchylali się od rekrutacji do armii.
Niedawne decyzje prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wyprowadziły na ulice tysiące obywateli. Ukraińcy protestowali m.in. przeciwko dymisji ministra obrony Mychajła Fedorowa. Od dłuższego czasu widać wyraźne zniechęcenie mężczyzn w wieku poborowym do walki. Pełnoskalowa wojna rozpętana przez Rosję trwa już bowiem ponad cztery lata. Fedorow poczynił natomiast znaczące wysiłki w kierunku zażegnania kryzysu i zreformowania rekrutacji – m.in. podwyżki płac oraz wprowadzenie określonego czasu kontraktów. Jego następca nie proponuje żadnych konkretnych rozwiązań. Ukraina boryka się z narastającą agresją rodaków uchylających się od poboru wobec oficerów rekrutacyjnych.
"Broniliśmy naszego narodu, a teraz oni nas atakują"
Z taką właśnie sytuacją spotkał się Krupych.
Złamali mi żebro, leżałem i nie mogłem oddychać
- mówi o ataku dwóch Ukraińców, kiedy został oddelegowany, by pomóc w rekrutacji.
Po pobiciu spędził sześć tygodni w szpitalu. Przez rodaków, którzy odmawiają walki, czuje się zdradzony.
Wypełniamy swój obowiązek. Walczyliśmy, broniliśmy naszego narodu, a teraz oni nas atakują
- powiedział w rozmowie z BBC.
Czy w obecnej sytuacji da się uniknąć przymusowego poboru?
Musimy mieć następców. Ale nikt już nie zgłasza się na ochotnika. Wszyscy boją się śmierci
- tłumaczy Krupych.
Przymusowy pobór i fala przemocy
Z raportu ukraińskiej Narodowej Służby Policji wynika, że do tej pory udokumentowano ponad 600 ataków na rekruterów. W tym miesiącu podczas protestu we Lwowie 200 osób zaatakowało i przewróciło samochód oficerów, którzy próbowali zatrzymać mężczyznę podejrzanego o unikanie poboru.
Niechęć do walki spowodowana jest nie tylko zwyczajnym strachem czy brakiem wiary w zakończenie wojny. Niezadowolenie społeczne wzmagają surowe metody poboru - służby siłą ładują mężczyzn w wieku poborowym do autobusów.
Nie tylko rekruterzy padają ofiarą ataków. Nie brak także doniesień ws. m.in. nielegalnych zatrzymań, przemocy fizycznej czy złych warunków w centrach rekrutacyjnych. Profesor Kyryło Ogdański z uniwersytetu w Dnieprze spędził dwa tygodnie w szpitalu po tym jak siłą wepchnięto go do autobusu, mimo iż został zwolniony z walki.
Kiedy odmówiłem, wyrwano mi telefon z ręki i wepchnięto mnie do autobusu. Jeden z nich zaczął mnie bić w twarz, w nos
- wspomina.
Wykładowca akademicki zwraca uwagę, że choć rosyjska propaganda chętnie wykorzystuje tego rodzaju sytuacje, to problem niewątpliwie istnieje i trzeba o tym mówić. Milczenie nie pomoże powstrzymać agresji.
aja, źr. wPolityce.pl, za: Onet
