Dlaczego prawica przegrała wybory w USA? NASZA ANALIZA Dlaczego prawica przegrała wybory w USA? NASZA ANALIZA

mid-epa13351945.webp
(fot. PAP/EPA/ABEDIN TAHERKENAREH)
FacebookTwitter

Amerykańska prawica liże teraz rany po wczorajszej porażce wyborczej. Jej przedstawiciele zastanawiają się, co poszło nie tak i jak teraz będzie wyglądać ich przyszłość. Czy polska prawica może wyciągnąć z tego wnioski?

Jak informowaliśmy wcześniej, Republikanie nie mieli lekkiej nocy wyborczej. Nie we wszystkich okręgach policzono już głosy, ale jest jasne, że Demokraci będą mieli wygodną większość w obu izbach Kongresu. Co więcej, świetnie poszło im także w innych wyborach, jak wybory gubernatorów czy legislatyw stanowych. Republikanie, dochodząc do siebie po porażce, obwiniają o nią prezydenta Donalda Trumpa.

Partia prezydencka zawsze ma kłopoty

Trump zawinił przede wszystkim tym, że jest prezydentem. Partia, która ma swojego przedstawiciela w Białym Domu, niemal zawsze przegrywa wybory połówkowe, zwłaszcza, gdy wypadają na połowę drugiej kadencji, Skala obecnej porażki, wbrew medialnej narracji, nie odbiega szczególnie mocno od porażek innych prezydentów, jak Clinton czy Bush. Republikanie od 2020 mieli nie tylko swojego prezydenta, ale także większość w obu izbach, więc Amerykanie mieli kogo obwiniać o wszystko, co ich boli, jak wysokie ceny benzyny czy rosnące rachunki.

To, jakim Trump jest prezydentem, nie ma tu większego znaczenia. Harry Truman jest dziś uznawany za jednego z najlepszych prezydentów w historii USA, a podczas obu jego kadencji Demokraci odnotowali poważne porażki w wyborach połówkowych. Ulisses S. Grant cieszył się niezwykłą popularnością jako bohater wojenny, a jako prezydent odegrał bardzo ważną rolę w ponownym scaleniu USA po Wojnie Secesyjnej, a w 1874 r. Republikanie stracili aż 96 miejsc w Izbie.

Sam postawił się w centrum

To powiedziawszy, zachowanie Trumpa nie pomogło prawicy. Wybory połówkowe zawsze są referendum nad prezydentem – a Trump zadbał, by w wypadku obecnych stało się tak bardziej, niż zwykle. Kilka miesięcy temu, na konwencji Republikanów, wezwał wyborców, by potraktowali te wybory tak, jakby to on był w nich kandydatem. Propaganda Demokratów błyskawicznie to podchwyciła, a nawet Republikanie przyznawali, że był to błąd.

To, co Trump chciał tym osiągnąć, jest jasne. Liczył, że zmotywuje tym elektorat, który go popiera, by ten faktycznie poszedł na wybory i oddał głos na prawicę. Jeszcze kilka lat temu być może by to zadziałało. Wtedy poparcie Trumpa faktycznie często decydowało o zwycięstwie, a prawicowi kandydaci w prawyborach ostro o nie walczyli. Najlepszym przykładem jest tutaj obecny wiceprezydent J.D. Vance. Gdy startował w swoich pierwszych wyborach do Senatu, sondaże wskazywały, że nie ma najmniejszych szans, ale gdy Trump go poparł – co było dość zaskakujące, bo ten wcześniej ostro go krytykował – jego poparcie wystrzeliło tak bardzo, że ostatecznie w nich wygrał.

Wtedy jednak prawica traktowała Trumpa jak mesjasza – dziś nawet jego własny żelazny elektorat przyznaje, że jest nim rozczarowany. Tym samym jego poparcie, zamiast pomóc kandydatowi, może być dla niego groźne. W tym sezonie wyborczym wielu kandydatów, w których kampanie Trump zaangażował się szczególnie mocno, przegrało z Demokratami.

Bolące portfele

Powodów tego rozczarowania, które przełożyło się na wyniki wyborcze Republikanów, jest wiele. Jednym z najważniejszych są, jak nazywają je amerykańscy politolodzy, sprawy chleba i masła. Chodzi tutaj o rzeczy, które mają wymierny wpływ na codzienne życie wyborców – ceny w sklepach, wysokość rachunków i czynszów, bezrobocie, ochronę zdrowia itp. Jest powszechnie znanym faktem, że to one, a nie polityka międzynarodowa czy kwestie ideologiczne, mają największy wpływ na to, w którym polu wyborca postawi krzyżyk. 

Nie brak ekspertów, którzy są przekonani, że Trump wygrałby w 2020 roku, gdyby nie pandemia i jej wpływ na gospodarkę, a Harris zwyciężyłaby w 2024, gdyby Biden lepiej poprowadził post-pandemiczną odbudowę. Fakt, że podczas dwóch ostatnich lat rządów prawicy nie nastąpiła poprawa, którą przeciętny Amerykanin uznałby za wystarczającą, skazał Republikanów na porażkę.

To koniec MAGA?

To jednak nie oznacza, że kwestie ideologiczne nie były ważne. Zbudowany przez Trumpa ruch MAGA był czymś wyjątkowym w historii USA. Był to niezwykle silny ruch zbudowany wokół spraw ideologicznych. Trump obiecywał sanację, „osuszenie bagna”, walkę nie tylko z ideologią skrajnej lewicy, ale także z bezideowym establishmentem w obu partiach. Przed 2016 rokiem powszechnie uważano, że kandydat na prezydenta nie powinien być ideowy, powinien balansować między oboma partiami. Trump zerwał z tą zasadą i – czy to z racji przekonań czy z wyrachowania – jasno stanął po prawej stronie. Zamiast mu zaszkodzić, co prognozowało wielu ekspertów, dało mu to zwycięstwo, bo potrafiło zmobilizować prawicowych wyborców, którym zależało na czymś więcej, niż ceny w sklepach i wysokość rachunków. 

Teraz jednak z tego entuzjazmu niewiele już zostało. Trump spełnił wiele swoich obietnic – ale przez to te, których nie spełnił, bardziej zabolały jego zwolenników. Trudno było mu mówić o transparentności, gdy opublikowanie akt Jeffreya Epsteina wyglądało tak, jak wyglądało. Trudno mówić o osuszaniu bagna, gdy ważne stanowiska powierzał członkom rodziny, znajomym czy sponsorom jego kampanii. Trudno mówić o genialnej dyplomacji, gdy po dwóch latach do zakończenia wojny na Ukrainie jest równie daleko, jak na początku jego kadencji, a jedynym jego pomysłem, by to zmienić, było zniesienie sankcji na rosyjską ropę. Trudno mu mówić o byciu liderem prawicowej rewolucji, gdy walczył z ideowymi politykami, którzy czymś mu podpadli. 

Nowa ciągła wojna 

Nic jednak nie zaszkodziło Republikanom tak, jak wojna w Iranie. Trump od lat krytykował niekończące się wojny na Bliskim Wschodzie, a jego kluczową obietnicą było to, że nie wywoła kolejnej. Sam fakt, że złamał słowo i zaatakował Iran, być może by mu nie zaszkodził. Jakby to była krótka operacja, po której nastąpiło jasne i zdecydowane zwycięstwo, mogłoby mu to nawet pomóc. Gdy George H. Bush pokonał siły Saddama Husajna w niecałe półtora miesiąca i przy minimalnych stratach, jego popularność znacząco wzrosła. Tym razem jednak tak się nie stało. Trump nie potrafił wykorzystać niewątpliwego sukcesu, jaki amerykańskie siły zbrojne osiągnęły w pierwszych dniach tej wojny i pozwolił, by nastąpił trwający do dzisiaj impas, w którym trudno dostrzec potencjalny koniec na horyzoncie. 

Ta wojna wpłynęła też na amerykańską gospodarkę. Iran dał radę zablokować cieśninę Ormuz. To kluczowy szlak morski dla globalnego handlu ropą, więc wywołało to wzrost cen paliwa na całym świecie – i USA nie były tu wyjątkiem. Wysokie ceny paliw wywołały tam efekt domina – rosnącą inflację, wzrost kosztów życia itp. To samo w sobie byłoby problemem dla Republikanów – ale fakt, że ten kryzys nastąpił po tym, gdy Trump zaatakował Iran, pozwolił Demokratom obarczyć jego i jego partię winą za to, co ma obecnie miejsce. Przeciętny wyborca nie będzie się przecież zastanawiał, czy aby na pewno atak na Iran był jedynym powodem. Ta narracja sprawiła także, że Republikanie nie mogli za bardzo wykorzystać swoich sukcesów na polu gospodarki – jak tego, że w 2025 średnie dochody gospodarstw domowych osiągnęły rekordowy poziom, a odsetek Amerykanów żyjących w skrajnej biedzie spadł do najniższego poziomu odkąd prowadzone są statystyki.

Nie pomógł również fakt, że Trump miał tendencję do skupiania się na rzeczach mało istotnych dla wyborców, co wykorzystywały niechętne mu media i politycy, pokazując go jako prezydenta, który nie przejmuje się tym, co jest naprawdę ważne. Amerykanie przez długi czas żyli tym, że buduje w Białym Domu salę balową, podczas gdy fakt, że prezydent Obama wybudował w nim boisko do koszykówki, nie wzbudził nawet ułamka takich emocji. Fakt, że wkrótce po remoncie sadzawki lustrzanej w Waszyngtonie pojawiły się w niej algi był przez kilka dni ważniejszym tematem, niż wojna w Iranie. Trump i Republikanie kompletnie nie potrafili odwrócić tej narracji.

Czeka ich impas

Teraz Amerykanów czekają dwa bardzo trudne lata. Ojcowie Założyciele nigdy nie postrzegali USA jako państwa demokratycznego i zaprojektowali je tak, by zwykła większość nie wystarczyła. Aby skutecznie rządzić USA, niezbędna jest współpraca między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Nikt się nie spodziewa, że obie strony zdobędą się na taką współpracę. 

Dla amerykańskiej lewicy Trump nie jest rywalem, nie jest przeciwnikiem politycznym. Jest śmiertelnym, znienawidzonym wrogiem. W praktyce oznacza to, że Demokraci zrobią teraz wszystko, by mu zaszkodzić. Żadna jego inicjatywa ustawodawcza nie będzie miała raczej szans na bycie przyjętą przez Kongres. Jeżeli będzie musiał nominować kogoś do swojego gabinetu, nowego szefa agencji albo sędziego do sądu federalnego lub najwyższego, uzyskanie zgody Senatu będzie co najmniej skrajnie trudne. To jednak będzie działało także w drugą stronę. Trump już zasugerował, że będzie teraz wetował wszystkie ustawy Demokratów. Wszystko wskazuje, że Amerykę czeka teraz poważny kryzys decyzyjny. Jako, że jest to supermocarstwo, a czasy, w których żyjemy, nie są łatwe, jego skutki będą odczuwalne na całym świecie.

To nie jest koniec - ale nie będzie łatwo

Opinie o tym, że te wybory to koniec prawicy w USA, są jednak przesadzone. Tacy prezydenci jak Reagan, Clinton, Bush czy Obama również odnotowali poważne porażki w wyborach połówkowych, a na dłuższą metę nie zaszkodziło to ani im, ani ich partiom. Jako, że teraz to Demokraci rządzą Kongresem, to przynajmniej część odpowiedzialności za to, co boli wyborców, spadnie teraz na nich. Dwa lata to nie jest dużo czasu, by naprawić sytuację, zwłaszcza przy braku absolutnej większości w Senacie i nieprzyjaznym prezydencie, a rozczarowani nimi wyborcy mogą równie dobrze powrócić wkrótce do głosowania na prawicę. Pytaniem pozostaje to, czy Trump i Republikanie wyciągną wnioski z tej porażki przed następnymi wyborami, które będą równocześnie wyborami prezydenckimi, i przekonają wyborców do nowej wizji, która poruszy ich równie mocno jak MAGA.

Ich największym problemem jest to, że Demokraci zwyciężyli w miejscach, w których nikt się tego nie spodziewał. W Kansas Adam Hamilton został pierwszym demokratycznym senatorem od 94 lat. Najniebezpieczniejsza dla prawicy jest jednak sytuacja w Teksasie, który do niedawna był uznawany za jeden z najbardziej prawicowych stanów w USA. Tam Demokraci wygrali nie tylko w wyborach do Senatu i powiększyli swój stan posiadania w Izbie, ale wygrali także we wszystkich innych ogólnostanowych wyborach, w tym gubernatora, władz stanowych i do Sądu Najwyższego.
Teksas jest jednym z największych stanów USA, co oznacza, że ma także ogromną ilość głosów elektorskich, aż 40 – więcej ma tylko Kalifornia. Jeśli wyniki w tym stanie nie były anomalią i faktycznie zacznie on regularnie głosować na lewicę, to trudno sobie wyobrazić sposób, w jaki kandydat Republikanów zwycięży w następnych wyborach prezydenckich.

Trwała zmiana preferencji wyborczych Teksańczyków jest możliwa. W znacznym stopniu odpowiada za nią bowiem imigracja z innych stanów, głównie tych rządzonych przez lewicę. Mieszkańcy np. Kalifornii czy Nowego Jorku masowo uciekają do Teksasu przed rosnącymi podatkami i kosztami życia – tylko w latach 2010-2020 jego populacja wzrosła o ok. 4 miliony osób – a wielu z tych imigrantów nie zaczyna nagle głosować na Republikanów. Taka zmiana nb. już raz miała miejsce, do lat 70tych Teksas był jedną z twierdz Demokratów. Wtedy jednak balansowała go prawicowa Kalifornia, a ta już nie istnieje i nic nie wskazuje, że w najbliższej przyszłości wróci. Z drugiej strony nawet wtedy był to dosyć konserwatywny stan, a wybierani w nim Demokraci byli bardziej prawicowi niż ci, którzy zwyciężali gdzie indziej. To, czy Republikanom uda się go odbić, co jest niezbędne, jeśli chcą wygrać za dwa lata, będzie zależało głównie od tego, kto będzie następnym kandydatem lewicy w wyborach prezydenckich.

źr. wPolityce

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?

Zachęcamy do:

  • dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
  • lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
  • oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
  • mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów

Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.