Czy amerykańska strategia jest korzystna dla sojuszników?
Czy amerykańska strategia jest korzystna dla sojuszników? Koszty wojskowe i handlowe są wymierne, a korzyści - póki co - wątpliwe

Teza, iż Zachód wygrywa z siłami rewizjonistycznymi jest w świetle tego, co się dzieje w świecie, odważna, ale artykuł Blinkena jest raczej świadectwem samozadowolenia niż trzeźwą oceną sytuacji.
Artykuły polityków są zazwyczaj pełne komunałów, niewiele wnoszą i bywają po prostu nudne, ale wystąpienia Antony Blinkena, zwłaszcza jeśli pisze on o strategii odrodzenia Ameryki nie można przeoczyć. Blinken pisze w swym wystąpieniu dużo o amerykańskim systemie sojuszniczym, co jest o tyle ciekawe, że w ostatnich dniach rząd Izraela - państwa będącego jednym z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych - postanowił zwyczajnie zignorować apele administracji i rozpoczął w Libanie zarówno operację lądową jak i powietrzną o niespotykanej do tej pory w historii licznych konfliktów na Wschodzie skali intensywności.
Do tej pory za najbardziej intensywne bombardowania uważano amerykańskie ataki na Rakkę w Iraku, opanowaną wówczas przez ISIS, bo wówczas dziennie lotnictwo zrzucało i wystrzeliwało około 500 bomb i rakiet. Teraz izraelskie lotnictwo już, jak wynika z obliczeń specjalistów z Uniwersytetu Oregon, zniszczyło 3100 budynków w Libanie w ciągu 12 dni nalotów, a ich intensywność jest tak duża, że dziennie zrzucanych jest nawet 1000 bomb.
