Co jeszcze wymyślą? "Lalki z genitaliami do wyboru już w szkołach"Co jeszcze wymyślą? "Lalki z genitaliami do wyboru już w szkołach"

genderdolls1.webp
autor: zrzut ekranu MyGender Dolls
FacebookTwitter

Wprowadzenie już tej jesieni do szkół w Minnesocie lalek „MyGender Dolls” — wyposażonych w zdejmowane narządy płciowe i neutralne imiona — przedstawiane jest jako projekt edukacyjny i terapeutyczny. Jednak w praktyce nie ma żadnych wątpliwości, że stanowi to formę ideologicznej ingerencji w świat dzieci (4-10 lat), które dopiero uczą się rozumieć siebie i rzeczywistość. Na alarm biją „New York Post” oraz portal wpolsce24.tv.

Jak wynika z ustaleń „NYP”, projekt powstawał przez ponad pół dekady na Uniwersytecie w Minnesocie, przy wsparciu administracji gubernatora Tima Walza, znanego z promowania polityki sprzyjającej środowiskom transpłciowym. Choć uczelnia zapewnia, że środki publiczne nie finansowały komercjalizacji lalek, odmówiła podania szczegółowych informacji o tym, ile pieniędzy podatników przeznaczono na badania, rozwój oraz wynagrodzenia osób zaangażowanych w projekt. To z kolei rodzi pytania o transparentność — zwłaszcza że Instytut Zdrowia Seksualnego i Płciowego dysponuje rocznym budżetem 1,4 mln dolarów, a sam wydział medyczny otrzymuje 15 mln dolarów rocznie z funduszy stanowych.

Wspomniane lalki, o imionach neutralnych płciowo - „Sam”, „Rory”, „Avery” i „Parker” – mają nie tylko zdejmowane narządy płciowe wewnętrzne i zewnętrzne, ale także ponad 100 wymiennych elementów garderoby, akcesoriów i fryzur. Jeden z terapeutów zaangażowanych w projekt otwarcie przyznaje, że celem jest kształtowanie sposobu, w jaki dzieci będą postrzegać siebie i swoje ciała. To nie jest neutralne stwierdzenie – to deklaracja, że zabawki mają być narzędziem wpływu na rozwój dziecka, a więc narzędziem ideologicznym.

W ramach badań prowadzonych przez Instytut Zdrowia Seksualnego i Płciowego przy Wydziale Medycznym w ciągu ostatnich sześciu lat wypłacano kwoty od 20 do 60 dolarów dzieciom „transpłciowym i o różnej tożsamości płciowej” oraz ich rodzicom za zabawę lalkami i „rozmowy na temat płci i ciała” w grupach.

Niewinna zabawa?

Jak podaje strona internetowa firmy „MyGender Dolls”, cytowana przez serwis, lalki transpłciowe — które mają „sprawić, że płeć stanie się zabawą” — będą dostępne dla nauczycieli, szkolnych doradców, pediatrów i specjalistów ds. zdrowia psychicznego. Co niepokojące, na tej samej stronie znajduje się zdjęcie lalki przedstawiające chłopca w sukience oraz innych lalek w różnych stanach niepewności co do tożsamości płciowej.

Nie wiadomo, czy rodzice – lub same dzieci – będą mogli zamówić lalkę, czy też będą one sprzedawane wyłącznie profesjonalistom i szkołom. Nie wiadomo również, jaka jest ich cena i czy rodzice będą mogli zrezygnować z takiej „zabawy terapeutycznej” dla swoich dzieci. W praktyce oznacza to, że ideologiczne treści mogą być wprowadzane do środowiska szkolnego poza kontrolą rodziców, którzy mają prawo decydować o wychowaniu swoich dzieci.

Narzucić ideologię dzieciom

Krytycy zwracają uwagę, że dla małych dzieci, które wierzą jeszcze w Zębową Wróżkę, takie działania mogą zaburzać naturalny proces rozumienia świata. Dr Quentin Van Meter, były prezes Amerykańskiego Kolegium Pediatrów, ostrzega, że tego typu projekty mogą być wykorzystywane przez dorosłych do narzucania dzieciom ideologicznych wyjaśnień ich problemów. Jego zdaniem jest to „uwodzenie” – wciąganie dzieci w narrację, której nie są w stanie ocenić ani zrozumieć.

Tymczasem Uniwersytet w Minnesocie, który – przypomnijmy - otrzymuje od stanu 15 milionów dolarów rocznie na rozwój potencjału badawczego, nie chce ujawnić, ile środków przeznaczono na badania nad lalkami. Rzecznik uczelni zapewnia jedynie, że środki publiczne nie finansowały komercjalizacji produktu, ale odmawia podania szczegółów dotyczących finansowania badań. To rodzi pytania o to, czy podatnicy nie finansują działań, które w praktyce służą ideologicznemu kształtowaniu dzieci. Gubernator Walz, sfotografowany z szerokim uśmiechem obok współtwórcy projektu, prof. Nica Ridera, również nie odpowiedział na prośbę „NYP” o komentarz. Milczenie władz tylko wzmacnia wrażenie, że projekt jest częścią szerszej strategii politycznej, w której dzieci stają się narzędziem w sporze o tożsamość płciową.

Choć twórcy przedstawiają lalki jako narzędzie terapeutyczne, w rzeczywistości projekt ma wyraźny charakter ideologiczny. To próba kształtowania sposobu myślenia dzieci o płci poprzez zabawki, badania i instytucje publiczne. Wprowadzanie takich treści do szkół i gabinetów bez pełnej zgody rodziców oznacza, że ideologia nie jest proponowana – jest narzucana. A to budzi poważne wątpliwości etyczne, społeczne i pedagogiczne, których twórcy projektu nie potrafią lub nie chcą rozwiać.

 

tt/źr. wPolityce.pl za „New York Post”

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.