Arogancja i upadek za Odrą. Musk z pieniędzmi z BerlinaArogancja i upadek za Odrą. Musk z pieniędzmi z Berlina

AS_DSC00835_20200410.webp
Volkswagen Golf przez lata był najchętniej kupowanym autem w Niemczech, ale właśnie stracił palmę pierwszeństwa na rzecz amerykańskiej Tesli Y (Fot. Fratria)
FacebookTwitter

Niemiecka polityka gospodarcza poniosła spektakularną porażkę na własnym podwórku. Rząd w Berlinie uruchomił hojny program dopłat do aut elektrycznych, który w teorii miał ratować rodzimych producentów przed zapaścią. W praktyce potężny strumień publicznych pieniędzy tuczy zagranicznych gigantów z Elonem Muskiem na czele, podczas gdy ikony z Wolfsburga notują upokarzające spadki.

Lewicowo-liberalna wizja gospodarki forsowana przez ekipę z Berlina po raz kolejny zderzyła się z brutalną rzeczywistością rynkową. Szokujące dane rejestracyjne za wrzesień 2026 roku pokazują skalę upadku niemieckiej potęgi motoryzacyjnej. Jak wynika z najnowszych danych rejestracyjnych, samochody w pełni elektryczne osiągnęły we wrześniu rekordowy w historii udział w niemieckim rynku na poziomie 34,5 proc. To historyczny rekord, który pozwolił im wyprzedzić pojazdy benzynowe. Według danych KBA, we wrześniu 2026 roku zarejestrowano 88 599 nowych aut na prąd, co oznacza skok o blisko 95 proc. rok do roku. Sukces rynkowy aut elektrycznych psuje jednak fakt, że na rewolucji zarabiają przede wszystkim producenci z USA i Azji.

Upokorzenie legendy

Z oficjalnych zestawień wynika, że Tesla Model Y zajęła we wrześniu pierwsze miejsce wśród najchętniej kupowanych nowych samochodów w Niemczech z wynikiem ponad 8 tys. rejestracji. Amerykański elektryk bez trudu zepchnął z piedestału wieloletniego króla tamtejszych szos, spalinowego Volkswagena Golfa, który uzyskał 6580 rejestracji. Trzeci był spalinowy Volkswagen Tiguan z wynikiem 5751 aut.

Przewaga marki Muska była bezdyskusyjna w segmencie aut na prąd, bo innych Tesla nie produkuje. Drugie miejsce zajęła Tesla Model 3 z liczbą 4512 rejestracji, wyprzedzając Skodę Elroq oraz Skodę Enyaq. Dopiero na piątej pozycji znalazły się rodzime modele Volkswagen ID.4 i ID.5. Ich wynik to zaledwie 2758 aut. Choć w skumulowanej sprzedaży od początku roku liderem pozostaje Skoda Elroq z wynikiem 30 899 rejestracji przed modelem Y (29 464 sztuki), to dynamika ostatnich miesięcy pokazuje bezwzględną dominację amerykańskiej marki.

Miliardy euro na amerykańskie marzenia

Gwałtowny wzrost sprzedaży elektryków nie wynika jednak z nagłego przypływu rynkowego entuzjazmu konsumentów, lecz z interwencjonizmu rządu w Berlinie. Boom napędza państwowy program dopłat skierowany do osób prywatnych spełniających kryteria dochodowe. Wysokość państwowego wsparcia wynosi od 1,5 tys. do 6 tys. euro. Aby je uzyskać, cena netto auta nie może przekraczać 45 tys. euro, a nabywca musi użytkować pojazd przez co najmniej 36 miesięcy.

Pieniądze niemieckich podatników popłynęły jednak szerokim korytem wprost do kieszeni amerykańskiego miliardera. Jak wynika z danych stowarzyszenia VDIK, zagraniczni producenci zgarnęli aż 46 proc. udziału w segmencie e-aut. Sprzedaż Tesli wystrzeliła o blisko 270 proc., chiński BYD urósł o 86 proc., a MG o ponad 60 proc. W tym samym czasie Volkswagen zaliczył spadek o ok. 6 proc., a spadki dotknęły również BMW i Forda.

Kryzys u fundamentów potęgi

Zamiast ożywienia gospodarczego za Odrą pogłębia się strukturalny dramat. Motoryzacja to fundament niemieckiego dobrobytu. Tylko w 2022 roku branża wygenerowała 506 mld euro przychodów, zatrudniając bezpośrednio około 800 tys. osób i odpowiadając za około 5 proc. całego PKB Niemiec. Dziś ten fundament kruszy się na naszych oczach. Na koniec trzeciego kwartału 2025 roku w branży pracowało o ponad 48 700 osób mniej niż rok wcześniej. To najniższy poziom zatrudnienia od 2011 roku.

Niemiecki przemysł płaci rachunek za bierność – jak wskazywano już w grudniu 2024 r., europejscy producenci stracili konkurencyjność, a rodzime firmy nadmiernie inwestowały w silniki spalinowe. Przyczyny tej zapaści celnie nazwał Gabor Steingart, publicysta magazynu Focus:

„Alfabet upadku motoryzacji w Niemczech zaczyna się na literę A – A oznaczającą arogancję” – ocenił Gabor Steingart na łamach magazynu „Focus”.

Polityka Berlina stała się kuriozalnym teatrem absurdu. Niemieccy podatnicy tracą miejsca pracy w rodzimych zakładach, a z ich portfeli finansuje się ekspansję właściciela Tesli, który bezlitośnie obnaża słabość europejskiego hegemona.

Zespół wPolityce.pl/Interia

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.