Alarm dla brytyjskiej prawicy? „Nie wygrają już nigdy”Alarm dla brytyjskiej prawicy? „Nie wygrają już nigdy”

Przewaga Reform UK zaczyna się kruszyć: sondaż More in Common pokazuje niemal trójpartyjny remis, a nominacja Burnhama na premiera tylko podgrzała debatę o przyszłości brytyjskiej prawicy — także tę, w której, jak zauważył redaktor naczelny telewizji wPolsce24 i tygodnika „Sieci” Jacek Karnowski, coraz częściej pojawia się argument o demografii.
Według sondażu More in Common, przeprowadzonego po nominacji Burnhama na premiera, Reform UK Nigela Farage'a może liczyć na 26 proc. poparcia. Partia Pracy uzyskała 24 proc., a Konserwatyści - 22 proc. Laburzyści poprawili wynik w porównaniu z badaniem z połowy lipca o dwa punkty procentowe. Rezultaty pozostałych ugrupowań na podium się nie zmieniły.
Luke Tryl, szef pracowni More in Common, podkreślił w komunikacie na portalu X, że przewaga partii Nigela Farage'a jest najmniejsza od 15 miesięcy. Zwrócił też uwagę na to, że badania sugerują wynik bliski remisu pomiędzy trzema ugrupowaniami.
Według badania o jeden punkt procentowy spadło poparcie dla Zielonych i Liberalnych Demokratów. Obie partie mogłyby liczyć na głosy 11 proc. wyborców.
„Argument w sporach...”
Na ciekawą kwestię w tej sprawie zwrócił uwagę redaktor naczelny telewizji wPolsce24 i tygodnika „Sieci” Jacek Karnowski.
Argument w sporach na brytyjskiej prawicy tożsamościowej: jeśli partie etnicznych Brytyjczyków nie wygrają w 2029 roku (lub wcześniej) nie wygrają już nigdy, ponieważ zmiana demograficzna zajdzie za daleko
- napisał.
tt/źr. wPolityce.pl za X, PAP
