Afroamerykanie kłócą się o reparacje za niewolnictwo
Setki tysięcy, a nawet miliony dolarów. Afroamerykanie kłócą się o to, kto z nich powinien dostać „reparacje” za niewolnictwo i rasizm

Po Kalifornii także stan Nowy Jork powołał komisję, która ma zdecydować czy przyznać czarnoskórym mieszkańcom odszkodowania za przeszłe, a może i obecne krzywdy.
Demokraci uważają, że Stany Zjednoczone zostały zbudowane na krzywdzie Afroamerykanów. Na poziomie federalnym reparacji dla potomków niewolników raczej nie będzie, ale w niektórych stanach oraz miastach już są wypłacane. „Dwieście pięćdziesiąt lat niewoli. Dziewięćdziesiąt lat Jima Crowa (segregacji rasowej). Sześćdziesiąt lat życia oddzielnie, ale pozornie na równi. Trzydzieści pięć lat rasistowskiej polityki mieszkaniowej. Dopóki nie rozliczymy się z naszego rosnącego długu moralnego, Ameryka nigdy się nie zrośnie” – tak brzmi początek manifestu na rzecz reparacji dla Afroamerykanów pióra Ta-Nehisi Coatesa, wpływowego czarnoskórego pisarza i eseisty, który ukazał się dziewięć lat temu na lamach „The Atlantic”.
Mocno spóźnieni abolicjoniści
Wyrównać krzywdy, zadośćuczynić za biały przywilej, najlepiej finansowo. „Wszystkie instytucje w Ameryce, czy to publiczne, czy prywatne, wyciągały bogactwo i zasoby z czarnoskórej społeczności. Tu nie chodzi tylko o złe traktowanie. To kradzież” – tłumaczył Coates pięć lat później w wywiadzie z „New Yorkerem”. Zaznaczył przy tym, że pisząc swój artykuł nie myślał, że reparacje – w każdym razie za jego życia – mogłyby zostać wypłacone. „Chciałem zwyczajnie by ten pomysł przestał wywoływać u ludzi gromki śmiech”. I to się udało. Jest rok 2024 i nikt się nie śmieje. Przeciwnie. Debata o reparacjach dla niewolników oraz ich potomków toczy się wprawdzie już od czasów wojny secesyjnej, a projekt ustawy dotyczący reparacji od 30 lat zalega w kongresie, ale dopiero teraz pojawili się politycy wystarczająco zaczadzeni ideologicznie, by taki plan zrealizować. I gdzieniegdzie już się za to wzięli.
