25. rocznica ataków na WTC. "To był mój ostatni dyżur"25. rocznica ataków na WTC. "To był mój ostatni dyżur"

mid-26908159.webp
Album artysty fotografika, dr. inż. geodezji satelitarnej Stanisława Nazalewicza ps. Stan Atava zaprezentowany podczas wywiadu w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie. (Fot. PAP/Szymon Pulcyn)
FacebookTwitter

Zamachy z 11 września 2001 r. były zdarzeniem, które nie tylko fundamentalnie zmieniło Stany Zjednoczone, ale też ukształtowało na nowo architekturę bezpieczeństwa w Europie i przedefiniowało pojęcie zagrożenia. Efektem było zacieśnienie współpracy w walce z terroryzmem na niespotykaną dotąd skalę.

Do 2001 r. europejska architektura bezpieczeństwa oparta była na tradycyjnej, wywodzącej się z czasów zimnej wojny, obronie granic, a walka z terroryzmem była w dużej mierze traktowana jako wewnętrzna sprawa poszczególnych państw, które zajmowały się grupami działającymi na ich terenie (takimi jak IRA w Wielkiej Brytanii czy ETA w Hiszpanii).

Bezpośrednio po atakach europejscy członkowie NATO poparli uruchomienie art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego o kolektywnej obronie, co było pierwszym i jedynym takim przypadkiem w całej w historii Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zmieniło to całkowicie charakter NATO - Sojusz przestał skupiać się wyłącznie na obronie terytorialnej w Europie, a zaczął prowadzić operacje typu out-of-area (poza obszarem traktatowym), co zaowocowało m.in. wieloletnim zaangażowaniem sił europejskich w Afganistanie.

W 2003 r. Unia Europejska pierwszy raz w swojej historii przyjęła Europejską Strategię Bezpieczeństwa (ESS), w której wymieniono globalny terroryzm, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia oraz upadek instytucji państwowych w niektórych krajach wśród głównych zagrożeń dla Europy.

Konsekwencją tego przedefiniowania zagrożenia stała się współpraca policyjna i antyterrorystyczna między państwami europejskimi na niespotykaną wcześniej skalę. Zamachy w USA dały impuls do wdrożenia w UE mechanizmów, które dziś stanowią filary jej bezpieczeństwa. Od początku 2004 r. obowiązuje Europejski Nakaz Aresztowania (ENA), który znacząco przyspieszył ekstradycję podejrzanych między krajami członkowskimi, eliminując długotrwałe procedury dyplomatyczne.

Wcześniej, w 2002 r., UE ustanowiła swoją pierwszą jednolitą definicję prawną „przestępstwa terrorystycznego”, harmonizując sankcje karne we wszystkich państwach członkowskich - co samo w sobie było sporym sukcesem, biorąc pod uwagę, że wcześniej terroryzm był odrębnie wyszczególnionym przestępstwem tylko w sześciu z ówczesnych 15 państw członkowskich.

Wzmocniono pozycję unijnych agencji zajmujących się wymianą informacji wywiadowczych oraz agencji operacyjnych, takich jak Europol i Eurojust - otrzymały one do dyspozycji znacznie pokaźniejsze środki finansowe, zwiększono też ich kompetencje i zasoby w celu koordynacji transgranicznego wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych.

Ataki z 11 września doprowadziły do fundamentalnej transformacji w podejściu do prawa. Tradycyjne podejście sądowe polegające na reagowaniu na przestępstwo po jego popełnieniu zaczęło ustępować miejsca rozbudowanemu aparatowi opartemu na arbitralnemu zapobieganiu przestępczości i ograniczaniu zagrożeń.

Doprowadziło to do powszechnego wprowadzenia szeroko zakrojonych regulacji finansowych mających na celu zwalczanie finansowania terroryzmu, ram prawnych dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz dyrektyw w sprawie przechowywania danych dotyczących podróży pasażerów. To z kolei spowodowało trwały konflikt między koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa narodowego a przestrzeganiem podstawowych praw człowieka, swobód obywatelskich i przepisów dotyczących prywatności.

W codziennym życiu to szczególnie widoczne stało się w przypadku podróży lotniczych oraz przy przekraczaniu granic zewnętrznych UE. W przypadku podróży lotniczych UE odeszła od autonomicznych przepisów krajowych na rzecz jednolitych, restrykcyjnych standardów bezpieczeństwa na lotniskach. Wprowadzono rygorystyczne kontrole bagażu, ograniczenia dotyczące płynów (do 100 ml), zaawansowane skanery biometryczne oraz obowiązkowe kuloodporne drzwi do kabin pilotów.

UE szybko rozbudowała swoje międzyrządowe sieci wymiany danych. Bazy danych, takie jak System Informacyjny Schengen (SIS) i System Informacji Wizowej (VIS), zostały zmodernizowane tak, aby wymagały podania danych biometrycznych (takich jak odciski palców i zdjęcia cyfrowe) od podróżnych spoza UE.

11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne.

Po zamachach, NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.

"Najpierw myślałem, że to ptaki"

11 września 2001 roku jednostka nowojorskiej straży pożarnej, do której należał Stanley Trojanowski, została skierowana na 73. piętro północnej wieży World Trade Center. W pierwszych minutach akcji zobaczył ludzi skaczących w desperacji z górnych pięter. - Myślałem, że to ptaki - wspomina w rozmowie z PAP.

Trojanowski, były strażak polskiego pochodzenia, pamięta, że po podłączeniu węża do hydrantu ciśnienie w nim było minimalne. 

 Wystarczało co najwyżej na cienką kurtynę wodną, nic więcej

 relacjonuje. Mimo to jego zespół ruszył na górę, próbując dostać się pod strefę pożaru.

Część jednostek zajmowała się gaszeniem, inne - przeszukiwaniem, ratowaniem i wentylacją. My mieliśmy dostać się poniżej pożaru, podłączyć się do pionu wodnego i spróbować opanować ogień

- mówi.

Dotarli w okolice trzeciego–czwartego piętra, gdy konstrukcja budynku zaczęła się walić.

Udało nam się wydostać. Ja byłem już na zewnątrz, ale jeden z naszych ludzi zaginął

- wspomina. Porucznik, który ruszył z dodatkową butlą powietrza na poszukiwanie kolegi, zginął w wyniku zawalenia się gmachu.

Na zewnątrz Trojanowski widział sceny, które – jak mówi – zostaną z nim na zawsze.

Widziałem wielu skaczących ludzi (...) Niektórzy trzymali się za ręce. Najpierw myślałem, że to ptaki, tak wysoko, setki stóp (metrów) nad ziemią. Kiedy zbliżali się do ziemi, po prostu w nią uderzali (...) . Ku mojemu zaskoczeniu prawie nie było krwi, wchłaniały ją pył i kurz

- opowiada były strażak.

Komunikacja radiowa była poważnie zakłócona.

Były (z tym) problemy… różne częstotliwości, mogła mówić tylko jedna osoba naraz. Jeśli ktoś inny próbował nadawać, wszystko się blokowało. Nie wiedziałem, gdzie jest moja kompania. Co jakiś czas próbowałem nadawać, wołałem (...) żeby zobaczyć, czy ktoś odpowie

- relacjonuje.

"To był mój ostatni dyżur"

Trojanowski - który jest prezesem FDNY Pulaski Association, czyli stowarzyszenia nowojorskich strażaków pochodzących z krajów Europy Wschodniej - wspomina, że wśród strażaków polskiego pochodzenia, których znał z pracy, byli także tacy, którzy zginęli tego dnia. Po latach wiele nazwisk zatarło się jednak w pamięci.

Po atakach jego zdrowie gwałtownie się pogorszyło.

Byłem w szpitalach, kaszlałem tak mocno, że traciłem przytomność. Trafiłem na oddział już w środę (dzień po atakach - PAP). Nie chciałem iść na zwolnienie, bo tego dnia straciliśmy 343 strażaków… ale porucznik wezwał karetkę. Krztusiłem się krwią i traciłem przytomność. To był mój ostatni dyżur. Powiedzieli, że nigdy nie wrócę do pełnej służby, więc odszedłem na emeryturę

– opowiada.

U Trojanowskiego zdiagnozowano choroby płuc oraz zespół stresu pourazowego. Przeszedł liczne zabiegi, w tym ablacje nerwów kręgosłupa, i nadal musi się leczyć. Podkreśla, że z powodu chorób związanych z toksynami, które uwolniły się po atakach z 11 września, nowojorska straż pożarna (FDNY) straciła dotąd ponad 400 strażaków.

Najlepiej zapamiętał moment odnalezienia ciała porucznika.

Została tylko połowa ciała, ale głowa była nienaruszona – hełm, radio, wszystko. Wziąłem krótkofalówkę i rozpadła mi się w ręku. Tylko baterie były całe

- wylicza.

Trojanowski nie kryje, że jako ocalały ma poczucie winy.

Czasem człowiek ma wrażenie, że może mógł zrobić coś inaczej. Zastanawia się, czy gdyby był (wtedy) gdzie indziej, albo wcześniej, albo później, ktoś by żył

- podkreśla.

Terapia nauczyła go funkcjonować mimo traumatycznych wspomnień.

Uczą cię, że nigdy tego nie zaakceptujesz… ale musisz nauczyć się żyć, nie robić nic głupiego. To się stało - trzeba nauczyć się oddychać

- konkluduje Trojanowski.

źr. wPolityce.pl za PAP

 

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.