Słoweński sędzia i argentyńscy „rzeźnicy”
Skończyło się tylko jedną czerwoną kartką! Słoweński sędzia i argentyńscy „rzeźnicy”

Argentyna podczas Mistrzostw Świata zostanie zapamiętana nie tylko z fantastycznego turnieju Leo Messiego, ale także... z brudnej gry. "Albicelestes" cały turniej grali agresywnie i byli łagodnie traktowani przez arbitrów. Nie inaczej było w finale Mundialu. Pobłażliwość sędziego Slavko Vincica rozwścieczyła wielu kibiców, ale ostatecznie Argentyńczycy doczekali się czerwonej kartki. Niewykluczone jednak, że powinno być ich więcej.
Piłkarska reprezentacja Hiszpanii po raz drugi w historii zdobyła mistrzostwo świata. W finale pokonała broniącą tytułu Argentynę 1:0 po dogrywce w East Rutherford pod Nowym Jorkiem. Bramkę zdobył w 106. minucie Ferran Torres. Poprzednio Hiszpanie triumfowali w 2010 roku w RPA.
Kontrowersje
Po meczu wiele mówi się o pracy sędziego - Słoweńca Slavko Vincicia, który zdaniem wielu nie uniósł ciężaru tego spotkania. Arbiter, który podjął także wiele kontrowersyjnych decyzji w niedawnym meczu Polski ze Szwecją w barażach o udział w Mistrzostwach Świata, był niezwykle łagodny dla Argentyńczyków, którzy w regulaminowym czasie gry nawet nie oddali strzału na bramkę Hiszpanów, za to skupiali się głównie na faulach.
Niestety to nie była pierwsza tego typu sytuacja podczas Mistrzostw Świata. Wielu ekspertów zwracało uwagę na ogromną pobłażliwość wobec piłkarzy z Argentyny, podobnie jak także innych ekip z Ameryki Południowej np. Paragwaju.
Media społecznościowe zalane są nagraniami, na których widać brudną grę Argentyńczyków, która nie spotyka się z odpowiednią reakcją ze strony arbitra.
Jedna kartka
Chociaż mnożyły się faule ze strony Argentyńczyków, ale Vincić dość rzadko sięgał po żółte kartki. Piłkarze z Ameryki Południowej ograniczali się do coraz bardziej rozpaczliwej obrony. Do końca regulaminowego czasu obrońcy tytułu wciąż nie mieli na koncie choćby jednego, nawet niecelnego, strzału.
W 90+3. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Enzo Fernandez.
as/źr. wPolityce.pl za PAP i X
