Zmarli, czyli granice racjonalnościZmarli, czyli granice racjonalności. "Na Zachodzie, do którego mamy się upodobnić, śmierć relegowana jest z przestrzeni życia"

Czy więc czeka nas era technologicznego barbarzyństwa, w którym ciała umierających ludzi traktowane będą wyłącznie jako rezerwuar części zastępczych dla żyjących?
Dzień Wszystkich Świętych skłania do zastanowienia. Z jednej strony dowodzi trwałości tradycji nawet w środowiskach, które ją kwestionują lub wręcz odrzucają. Mało kto w Polsce ignoruje to święto także pośród ludzi deklarujących ateizm.
Czujemy się związani ze swoimi zmarłymi i chcemy demonstrować to wraz z całą zbiorowością, nawet gdy oficjalnie dystansujemy się od niej i akcentujemy swój indywidualizm. Cmentarze wypełniają się w ten właśnie dzień. Na ile jednak jest to jedynie relikt ongiś żywej tradycji, zanikający stopniowo tak jak inne obyczaje, które po obumarciu religijnych korzeni trwają czas jakiś coraz bardziej wątłe, beznadziejne, a nawet absurdalne?
Nasze cmentarze nie wskazują na to, co może sygnalizować nie zawsze świadomą siebie żywotność polskiego katolicyzmu, ale nie mamy wystarczającego dystansu, aby móc wyrokować o przyszłości. Fakt, że Wszystkich Świętych nazywamy Świętem Zmarłych, odsłania religijną konfuzję. To pierwsze odsyła do wiary w „świętych obcowanie”, odwołuje do zbawienia jako przeznaczenia chrześcijan i celebruje tych, którym udało się je osiągnąć. Obchodzone dnia następnego Święto Zmarłych, czyli Zaduszki, poświęcone jest nieżyjącym, z których, jak się domyślamy, większość nie trafiła jeszcze do nieba i pokutuje w czyśćcu. Utożsamianie z sobą obu tych uroczystości świadczy o zatracaniu przez nas świadomości religijnej, co budzić może niepokój o przyszłość polskiego katolicyzmu.
Cześć dla zmarłych nie przynależy wyłącznie do katolicyzmu, choć z nim jako religią zmartwychwstania związana jest szczególnie. Ta postawa rodzi się wraz z ludzkością i kulturą. Najstarsze jej pozostałości sprzed ponad 100 tys. lat to groby właśnie. Toteż człowiek jako gatunek myślący w momencie swoich narodzin objawia się wedle kategorii współczesnych jako byt paradoksalnie nieracjonalny. Zgodnie z naszymi dzisiejszymi mniemaniami bardziej racjonalnie zachowują się zwierzęta, które zjadają swoich padłych pobratymców i generalnie nie przejmują się ich zwłokami. Kanibalizm trafiał się i wśród ludzi, ale albo w cywilizacjach pierwotnych dotyczył „innych”, którzy nie byli uważani za bliźnich, albo miał charter rytualny i sytuował się na antypodach spożywczego utylitaryzmu. Dwudziestowieczne praktyki wykorzystywania zwłok jako surowca stanowią dziś wyłącznie negatywny punkt odniesienia. Zresztą naziści utylizowali w ten sposób wyłącznie ciała „podludzi”, których w ten sposób do końca usiłowali obedrzeć z godności; wobec swoich zmarłych zachowywali się radykalnie inaczej.
Dlaczego jednak nie utylizować zwłok? Jeśli istnienie człowieka sprowadza się wyłącznie do jego ziemskiej egzystencji, to jaki sens ma celebrowanie jego szczątków? Dlaczego mamy szanować martwe pozostałości po człowieku, które z pewnością nie są z nim tożsame? Dlaczego nie wykorzystać ich dla dobra tych, którzy żyją? Racjonalnie nie sposób tego uzasadnić. Wiemy jednak, że szacunek dla człowieka, bez którego cywilizacja zmienia się w swoje zaprzeczenie, obok świętości jego życia oznaczać musi także respekt dla jego materialnych pozostałości. Przybiera on różne formy, ale akt pogrzebu: pochówku, kremacji czy innej ceremonii oznaczającej pożegnanie bliskiego, który udaje się na inny świat, jest fundamentem kultury, oswaja naszą skończoność i przygotowuje na śmierć.
Tak było dotąd. Ten stan rzeczy zmienia się jednak. Na Zachodzie, do którego mamy się upodobnić, śmierć relegowana jest z przestrzeni życia. Jak wszystkie dziedziny przejęta zostaje przez wyspecjalizowane instytucje, a dobrze funkcjonujące umieralnie wyręczają bliskich z dokuczliwych obowiązków i oczyszczają z wyrzutów sumienia. Pogrzeb staje się ostatnią formalnością, która winna przebiegać szybko oraz sprawnie i nie przeszkadzać żyjącym w ich zajęciach.
Przy takim podejściu już nie tylko Wszyscy Święci, lecz i Zaduszki stają się barbarzyńskim reliktem, który należy wyrzucić na śmietnik historii jako przejaw „tanatycznej nekrofilii”, gdyż takimi to wyszukanymi terminami postępowcy stygmatyzują poważny stosunek do śmierci. Nie zastanawiają się, że ich własne, histeryczne na nią reakcje są symptomem zarówno niedojrzałości, jak i nerwicy.
Czy więc czeka nas era technologicznego barbarzyństwa, w którym ciała umierających ludzi traktowane będą wyłącznie jako rezerwuar części zastępczych dla żyjących?
1 listopada ciągle jeszcze stanowi w Polsce ważny akt celebracji funkcjonującej w czasie wspólnoty, która łączy umarłych, żywych i mających się dopiero narodzić. Chwilowo nawet nasi postępowcy cichną wobec jego powagi. Jak długo?
Artykuł z 45/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
