WYWIAD "SIECI". Wolińska-Riedi: Trudny powrót do normalnościWYWIAD "SIECI". Magdalena Wolińska-Riedi: Trudny powrót do normalności. "Włoski rząd traktuje przeciwników szczepień bez pobłażania"

Turyści chętniej wybierają się na włoską wieś niż do zatłoczonych niegdyś miast. Widać to np. po finansowym odbiciu agroturystyki, która w zeszłym roku straszliwie ucierpiała.
Włoski rząd traktuje przeciwników szczepień bez pobłażania. Osoby niezaszczepione zostaną pozbawione możliwości podjęcia pracy, pójścia do kina czy wejścia do supermarketu. Chyba że będą się co trzy dni testować, ale to summa summarum byłaby bardzo kosztowna i raczej nierealna zabawa - mówi Magdalena Wolińska-Riedi, pisarka, dziennikarka, korespondentka TVP z Rzymu i Watykanu w rozmowie z Dorotą Łosiewicz na łamach tygodnika „Sieci”.
Czy turyści wrócili już do Włoch?
Magdalena Wolińska-Riedi: To zależy od miejsca. Jeśli chodzi o sam Watykan, w którym żyję na co dzień (mam na myśli nie teren za Spiżową Bramą, lecz przylegające uliczki, plac św. Piotra), to trzeba przyznać, że te miejsca wciąż świecą pustkami. Owszem wieczorami zapełniają się okoliczne restauracyjki i pizzerie, ale to rzymianie, którzy po miesiącach ogromnych restrykcji chcą się cieszyć tradycją wychodzenia na kolację z domu. Turystów jak na lekarstwo. I nie da się uciec od pytania: kiedy to się zmieni? Cała masa ludzi: sklepikarze sprzedający pamiątki, restauratorzy, pracownicy agencji turystycznych, którzy sprzedają objazdowe wycieczki po Rzymie, siedzą i płaczą. Jest trochę lepiej w stosunku do ubiegłego roku, gdy jeszcze nie mówiło się nawet o szczepionce, a panowało, zwłaszcza latem, lekkie odmrożenie ze względu na spadek zakażeń. W ub.r. Włosi w turystyce stracili prawie 90 mld euro. Teraz zaczynają się pojawiać zorganizowane grupy. Jednak gdy porównać dzisiejszą sytuację do tej sprzed pandemii z 2019 r., gdy były tu miliony turystów, to jest po prostu marnie. 2019 r. został uznany za absolutny rekord w turystyce, a sama branża, po raz kolejny, za kopalnię złota włoskiej gospodarki. W turystyce zatrudniano ponad 4 mln osób. Teraz sektor stracił jedną czwartą miejsc pracy. To efekt pandemii. Wielu pracowników sezonowych i tymczasowych zostało zmuszonych do szukania pracy w innych sektorach, czego skutkiem jest to, że restauracje, hotele i obiekty turystyczne mają trudności ze znalezieniem wykwalifikowanego personelu.
Puste są tętniące niegdyś życiem place, świecą pustkami zatłoczone wcześniej boczne uliczki, nie ma tłumów w obleganych niegdyś knajpkach. Można spokojnie spacerować po miejscach i miastach, przez które niegdyś nie dało się przecisnąć. I to na pewno jest idealny czas, by wybrać się do Italii, do samego Rzymu i innych słynnych miast. Zaletą jest to, że od końca czerwca na powietrzu nie nosimy już maseczek. Optymistyczne jest także to, że sklepiki są pootwierane, ludzie próbują w jakiś sposób wracać do normalności, nawet jeśli obroty nie powalają.
Kto w tym momencie najchętniej odwiedza Watykan i Rzym?
Głównie są to oczywiście goście z krajów europejskich. Niemało jest Niemców, Francuzów. Widzę i słyszę stosunkowo dużo turystów z Polski w porównaniu z innymi nacjami. Co druga grupa pielgrzymów przy Watykanie to Polacy. Ale nie ma tych, którzy byli paliwem włoskiej turystyki.
Praktycznie nie ma Amerykanów. Funkcjonują co prawda loty „covid free”, kiedy na pokład są wpuszczani tylko pasażerowie z ujemnym wynikiem testu na obecność koronawirusa, ale to jakoś wiele nie zmieniło. W ogóle nie ma Azjatów, którzy tu szaleli z swoimi aparatami i kamerami.
Ogromna liczba Chińczyków przybyła do Włoch w 2019 r., a 2020 miał być rokiem kultury i turystyki włosko-chińskiej, oczekiwania co do przybycia Chińczyków były bardzo wysokie. Znacząco zwiększono liczbę lotów z Azji do Rzymu, a potem… przyszła pandemia.
Opustoszał tylko Rzym czy również inne części Włoch?
Gdy byłam na siatkarskiej Lidze Narodów w Rimini, to były tam tłumy ludzi, zupełnie niezwiązane z siatkówką. Bardzo wiele osób zapełniało tamtejsze plaże. Akurat Rimini i całe tamto wybrzeże ze względu na miejsce nad morzem, jakim dysponuje, zagwarantowało fantastyczne warunki sanitarne dla swoich gości, przestrzeń pomiędzy parasolami na plaży to 18 mkw., dezynfekcja wszystkich urządzeń, pryszniców. Można też zamówić kolację bezpośrednio na leżak, nie tłocząc się w barze czy restauracji. Natomiast generalnie w słynnych miastach sztuki jest pustawo.
Zresztą dzisiejsze pustki są także pokłosiem tego, co działo się podczas Euro. Podczas finałowego meczu Wielka Brytania – Włochy wszędzie były tłumy ludzi. Przy pubach, na placach były rozstawione telebimy. Kibice chętnie wspólnie oglądali, świętowali, bawili się i teraz mamy wzrosty zachorowań. Po wygranej szaleństwo pod niebem Italii trwało do białego rana! Dominuje oczywiście także tu, we Włoszech, mutacja delta. Chorują głównie (choć często bezobjawowo lub skąpoobjawowo) młodzi ludzie w wieku 16–25 lat, czyli ci, którzy najbardziej szaleli podczas Euro. To grupa społeczna o najmniejszym odsetku szczepień na tę chwilę, zaszczepiono ich niecałe 25 proc. Problem polega na tym, że oni nawet nie zauważą, że są chorzy, ale zarażają osoby starsze, z grup ryzyka, które jeszcze nie zdążyły lub nie mogą się zaszczepić. I stąd wzrost zgonów i hospitalizacji w ostatnim tygodniu. Obecnie w niektórych regionach Włoch, np. na Sycylii, która jest mekką włoskich wakacji, mamy wzrost zachorowań (tydzień do tygodnia) o 63 proc.
Włosi chętnie się szczepią?
Zdeklarowanych przeciwników szczepień jest ok. 5 proc., a jeszcze na początku roku było ich ok. 12 proc. Ponad dwie trzecie Włochów uważa, że nie ma innej drogi pokonania pandemii. Możliwość szczepienia przyczyniła się do podjęcia przez wielu decyzji o wyjeździe na wakacje. Niektóre regiony, jak Liguria czy Lombardia, dały swoim mieszkańcom możliwość zaszczepienia się drugą dawką w miejscach, gdzie spędzają urlop, aby narzucony termin szczepienia nie pokrzyżował ich rodzinnych planów. Przekonanie o konieczności szczepień rośnie dość szybko. Średnio dziennie szczepi się ponad 500 tys. osób. Od 6 sierpnia wchodzi w życie dekret o obowiązku posiadania green pass. Bez tego dokumentu nie będzie można wejść do restauracji, kina, teatru, pójść na basen czy siłownię. Wszędzie trzeba będzie okazać green pass. Efekt przepisów jest taki, że Włosi masowo zapisują się na szczepienia. Dzienna liczba osób rejestrujących się wzrosła w niektórych regionach nawet o 200 proc. Apteki zawalone są ludźmi, którzy proszą o szybkie szczepienia.
Włosi nie protestowali przeciw tym przepisom?
Protestowali, ale nie tak masowo jak Francuzi. Jednak włoski rząd traktuje ich bez pobłażania. Minister zdrowia powiedział nawet, że jeśli nie można wprowadzić ustawowego obowiązku szczepień, to życie zostanie tak zorganizowane, by antyszczepionkowcy zostali wyłączeni z życia społecznego poprzez narzucanie obowiązku okazania green pass, choćby przy szukaniu nowego zajęcia czy też, jak wspomniałam, w różnych momentach życia towarzyskiego. Osoby niezaszczepione zostaną pozbawione możliwości podjęcia pracy, pójścia do kina czy wejścia do supermarketu. Chyba że będą się co trzy dni testować, ale to summa summarum byłaby bardzo kosztowna i raczej nierealna zabawa. Rząd wprowadził możliwość darmowych testów dla młodych osób chcących skorzystać z kina czy dyskoteki, jednak wyłącznie w sytuacji, gdy taka osoba będzie już zarejestrowana na szczepienie i będzie w stanie to udowodnić, okazując termin szczepienia. Z tego rozwiązania nie będą mogli więc skorzystać klasyczni antyszczepionkowcy.
Turystyka po pandemii się zmieni?
Już się zmienia. Turyści chętniej wybierają się na włoską wieś niż do zatłoczonych niegdyś miast. Widać to np. po odbiciu agroturystyki, która w zeszłym roku straszliwie ucierpiała. Teraz nawet sami Włosi chętnie wyjeżdżają na zieloną trawkę. Obcokrajowcy rozglądają się częściej za domami do wynajęcia niż kurortami typu all inclusive lub hotelami. Ludzie zaczęli bardziej doceniać unikatowość, wyjątkowość miejsc cichszych, spokojniejszych, bardziej indywidualnych. Chętniej korzystają z jedzenia od lokalnych gospodarzy, z lokalnego ogródka.
Co ciekawe, połowa z 55 włoskich obiektów UNESCO znajduje się w gminach poniżej 5 tys. mieszkańców. Rozwija się też jeszcze bardziej niż przed pandemią turystyka górska w Dolomitach i w innych miejscach na północy kraju oraz turystyka aktywna, np. rowerowa.
I w tym kierunku pewnie też będzie się rozwijać ta branża. Choć będzie się to wiązało z pewną ekskluzywnością takich miejsc. Zyskają zabytkowe małe miasteczka, zyska włoska wieś, już zyskuje. Ludzie chętniej będą odwiedzać lokalne atrakcje, które zawsze istniały, ale pozostawały w cieniu. To będzie zastępowało chęć pchania się, jak było dotychczas, do centrum Florencji, do Koloseum, muzeów watykańskich czy pod Wezuwiusza. Teraz ludzie chętniej odwiedzą lokalną piwniczkę z dobrym winem lub pensjonat, który serwuje domowe specjały. Wątpię jednak, żeby to był trend masowy.
A sami Włosi inaczej podróżują?
Inaczej. W tym roku w ciągu całego lata za granicę wyjedzie tylko 6 proc. z nich według najnowszych szacunków. Większość pozostała w kraju. Po pierwsze, jest świadomość, że sytuacja pandemiczna jest niepewna, a po drugie, jednak Włochów zwyczajnie w tym roku nie stać na podróżowanie. Według oficjalnych danych milion ludzi straciło pracę. A przecież tu masa ludzi pracuje na czarno. Turystyka daje Włochom 13 proc. PKB. Żyją z niej nie tylko hotelarze, lecz również np. właściciele pralni, którzy, gdy zamknięto hotele, też nie mieli z czego żyć. Jak mówiłam, biznes z wolna się podnosi, ludzie znajdują zatrudnienie, choćby na część etatu, wciąż jednak potrzebne są rządowe programy wsparcia. Niestety nie są to wielkie sumy, w dodatku przychodzące z ogromnym opóźnieniem.
Ceny bardzo wzrosły?
Jest bardzo drogo. Sama szukałam miejsca dla dzieci, gdzieś nad morzem niedaleko Rzymu i nie było łatwo. Jest jeszcze drożej, niż było rok temu. Za miesięczny wynajem małego mieszkania trzeba średnio zapłacić 500 euro więcej niż w 2020 r. To też wynik desperacji. Skoro turystów i tak jest mniej, to trzeba wykorzystać tych, którzy są. Jednak cóż mają zrobić sami Włosi, gdy dzieci mają trzy miesiące wakacji? Zapożyczają się, oszczędzają, wszystko po to, żeby jakoś dzieci nad morze wysłać. Nikt więc nie próbuje walczyć o turystów niższą ceną, tylko zyskać maksymalnie w zaistniałej sytuacji. Jednocześnie przy wzroście cen poziom usług jest dość opłakany. W małym domku, który wynajęłam, a nie był tani, nie było piekarnika ani zmywarki, standard bardzo słaby. I nie mówimy tu o Capri ani Positano, tylko o podrzymskich miejscowościach. A Włosi będą się starali jak najszybciej wrócić do tego, co było, czyli sprzedać jak najwięcej usług jak najniższym kosztem. Taką mają mentalność. Dostali w darze od Stwórcy piękny kraj i piękną pogodę oraz rewelacyjne jedzenie. I to jest ich mocna karta przetargowa. Na tym zbijają pieniądze, bo to turystów kosztuje, a ludzie mimo wszystko są gotowi sporo za takie atrakcje zapłacić. Nieraz się zastanawiam, jak wyglądałyby Włochy, gdyby zarządzaniem zajęli się uporządkowani i precyzyjni Szwajcarzy. Mógłby to być istny raj na ziemi. Oczywiście musiałaby tu pozostać włoska dusza i spontaniczność w przyjmowaniu gości! Bo właśnie to podbija serca wszystkich.
Jaka jest forma psychiczna Włochów po pandemii?
Daje się zauważyć niepewność, desperację, osowiałość, lęk o przyszłość. Na szczęście zmalały kolejki do Caritasu, bo jednak mamy pewne ożywienie, choć turystów jest znacznie mniej. Niestety wiele osób musi zrezygnować z życia w mieście, bo ich już po prostu na to nie stać. Muszą szukać tańszych lokalizacji, poza miastem lub przynajmniej poza centrum, bo zwyczajnie nie mają pieniędzy na opłaty. Ucierpiało wiele rodzinnych biznesów. Poupadały rodzinne warsztaty, pracownie. Poznałam kobietę, której rodzina od trzech pokoleń, od 150 lat, prowadzi mały antykwariat. Mówiła, że teraz nikt do nich nie zagląda i chyba będzie musiała zamknąć interes. To jest dramat i takich historii jest więcej. Poza tym, jeśli ludzie od miesięcy nie dostają wypłat, to nawet do szewca chodzą rzadziej, bo liczą każdy grosz. Przyglądam się też piekarni blisko mojego domu, która żyła z turystów, biurowców. I teraz nawet piekarz ma problem, żeby się utrzymać. Trudne chwile pomagają wszystkim przetrwać klimat, pogoda, piękne otoczenie.
A jak pandemia przekłada się na politykę?
Z jednej strony jest premier Mario Draghi, z bardzo rygorystycznym nastawieniem wobec antyszczepionkowców, który jest przekonany, że jedyną drogą wyjścia z kryzysu są szczepienia. Z drugiej jest Matteo Salvini, z populistycznym i łagodnym podejściem do tych, którzy szczepić się nie chcą, który krzyczy, że przymus nie ma nic wspólnego z demokracją. Ale ten drugi świeżo się zaszczepił, podobnie jak Giorgia Meloni. Mamy kolejne dekrety wsparcia, ale pieniądze przychodzą z opóźnieniem, i na to ludzie się buntują, bo nie czują, żeby rząd wspierał ich wystarczająco mocno. Jest na pewno dużo napięć i niepewności. Oby zbliżająca się czwarta fala epidemii nie odbiła się na gospodarce tak dramatycznie jak poprzedni sezon. Minister zdrowia Roberto Speranza zapewnia, że do września zaszczepione będzie 80 proc. społeczeństwa, co zagwarantuje odporność zbiorową. Wtedy nie trzeba będzie na szczęście myśleć o kolejnym lockdownie.
Artykuł z 31/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
