WYWIAD "SIECI". Marianna Schreiber: Idę po swojeWYWIAD "SIECI". Marianna Schreiber: Idę po swoje. "Chciałam się wyzwolić z tej pułapki bycia żoną ministra"

Nawet bliscy znajomi oceniają mnie po poglądach mojego męża, po politycznych decyzjach, jakie podejmuje PiS, a nie po tym, co myśli Marianna Schreiber.
Jestem sobą, zwykłą dziewczyną ze Śródmieścia, chciałam się wyzwolić z tej pułapki bycia żoną ministra i pokazać, jaka naprawdę jestem - mówi Marianna Schreiber w rozmowie z Dorotą Łosiewicz na łamach tygodnika „Sieci”.
Cała Polska, a na pewno pół Polski i wszystkie tzw. plotkarskie portale mówią o Mariannie Schreiber. Tak miało być?
Marianna Schreiber: Nie spodziewałam się takiego zainteresowania tematem, jestem wręcz w szoku, że mój udział w „Top Model” odbił się tak szerokim echem.
Sama pani przyzna, że sytuacja jest dość wyjątkowa. Żona ministra w konserwatywnym rządzie pojawia się w show stacji temu rządowi mało przychylnej, mówi, że mąż nic nie wie, a ona chce zrobić karierę modelki. To chyba ewenement na światową skalę.
I mam nadzieję, że dzięki temu, że mi wystarczyło odwagi, by stać się tym „ewenementem”, jak pani mówi, wiele osób też postanowi, patrząc na mnie, pójść za swoimi marzeniami. Chciałam wziąć udział w show, żeby się sprawdzić. Mam świadomość, że jestem żoną ministra z PiS, partii, która kieruje się konserwatywnym światopoglądem, a ja mogę psuć ten wizerunek. Uważam jednak, że trzeba przełamywać schematy, a każdy ma prawo realizować swoją wizję świata. Każdy może robić to, co chce, a nie to, co powinien. Mam prawo do własnego życia, własnych poglądów, mam prawo pójść tam, gdzie chcę, a nie tam, gdzie chcieliby inni. Chciałam udowodnić sobie, że mam w sobie tyle odwagi, żeby udźwignąć to, co wydarzy się później.
Udaje się?
Na razie tak. Czuję się pewniejsza siebie, czuję, że jestem coś warta, bez względu na ilość wylanego na mnie hejtu, szczególnie na Twitterze. Na szczęście nie czytam tego wszystkiego, więc nie dociera do mnie skala nienawiści. Za to od ludzi, których spotykam, dostaję mnóstwo wsparcia. Drugim zaskoczeniem jest fala pozytywnych komentarzy, które do mnie docierają różnymi kanałami. Ludzie piszą, że moja odwaga im pomogła się przełamać. Zaczepiają mnie na ulicy, na basenie, gratulują, życzą odwagi, dodają otuchy.
Co przeważa: hejt czy wsparcie?
Hejt jest głównie w sieci. W życiu spotykam się raczej ze wsparciem. W internecie ludziom łatwiej obrażać innych, gdy nie patrzą danej osobie w oczy. Łatwo napisać: „Ty beznadziejna krowo”, ale już powiedzieć to komuś w twarz nie jest tak łatwo. Od wielu osób usłyszałam, że zainteresowały się mną ze względu na hejt, jaki się wylał, a jednak treści z mojego Instagrama sprawiły, że te osoby zmieniły o mnie zdanie, bo bije ode mnie pozytywna energia.
Z jednej strony chce się pani odciąć od męża, a z drugiej, powiedzmy to sobie szczerze, to dzięki jego nazwisku ten szum.
Nie chciałam być dłużej postrzegana przez pryzmat mojego męża, a tak było od początku. Nawet bliscy znajomi oceniają mnie po poglądach mojego męża, po politycznych decyzjach, jakie podejmuje PiS, a nie po tym, co myśli Marianna Schreiber. A ja jestem sobą, zwykłą dziewczyną ze Śródmieścia, chciałam się wyzwolić z tej pułapki bycia żoną ministra i pokazać, jaka naprawdę jestem.
A jednak zapytam: co na to mąż?
Dzielnie nie komentuje mojego udziału w programie. O to go poprosiłam. Dziękuję mu za to, że trzyma się swojej obietnicy. Myślę, że jest mu bardzo ciężko, ponieważ musi znosić nieprzyjemne komentarze kolegów z partii. Ta sytuacja to dla nas duża próba. Mężowi na pewno niełatwo zaakceptować ten pomysł, ale na koniec pokazuje mi, że mnie kocha, i dzielnie dźwiga moje decyzje. A mnie trudno się pogodzić z tym, że się okazuje, iż żona osoby publicznej nie może być sobą, tylko powinna być taka, jakiej chcieliby wszyscy wokół. To jest okrutne i niszczące. Zresztą przy tej okazji napisało do mnie kilka żon osób publicznych, które także mają problem z presją społeczną i boją się postawić, boją się zawalczyć o siebie. A ja postanowiłam zaryzykować, bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. A ja już wygrałam. Ja sama jestem swoją nagrodą.
Ale wie pani, show-biznes, także polityka, to takie paskudne światy, które przeżuwają, niszczą człowieka i wypluwają kosteczki, nim ten człowiek się zorientuje. Trochę tak było z Kazimierzem Marcinkiewiczem, który wszedł w romans z tabloidami i ostro pożałował. Nie boi się pani, że ta walka o siebie może się źle skończyć?
A skąd założenie, że show-biznes wykorzysta mnie, a może to ja go wykorzystam? A może ja nie dam mu się przeżuć ani wypluć? Mam swoje plany i pomysły na przyszłość. Poza tym robię coś dla siebie i może przy okazji uda mi się zrobić coś dla innych. Chcę pokazać, że jestem dobrym człowiekiem, mimo że popełniłam w życiu wiele błędów. Dobrze się stało, że je popełniłam, bo dziś wiem już, co jest w życiu ważne.
A co jest ważne?
Postępowanie z zgodzie z własnym sercem, słuchanie siebie, bycie sobą, zamiast udawania kogoś, kim się nie jest, wyłącznie na potrzeby społeczeństwa. To ono wymusza na nas przez całe życie różne role, w których nie zawsze czujemy się dobrze, nie dając nam szansy na bycie tym, kim jesteśmy. W przedszkolu, w szkole nie wolno wykraczać poza schematy, bo jak wykraczasz, to są problemy. Trzeba się trzymać ram, bo wszyscy tego chcą. Tymczasem trzeba robić to, co sprawia radość nam, a nie innym. Każdy powinien być sobą, a nie tym, kim chcą nas widzieć inni.
W mediach społecznościowych pojawiają się takie komentarze, że chciała pani dopiec mężowi, zemścić się.
To, co robię, nie ma związku z moim mężem, tylko ze mną i z moim pomysłem na mnie i resztę życia. Nie chcę zrobić krzywdy mężowi, choć się obawiam, że każdy mój krok będzie rozpatrywany w związku z nim właśnie i w kontekście polityki. Ale czy to znaczy, że mam udawać, że mnie nie ma? Chcę przekazać dziecku, że trzeba mieć marzenia, łamać stereotypy. Córka kiedyś będzie ze mnie dumna. Zrozumie, że mama postawiła na swoim. Realizuję swoje marzenia, idę „po swoje”. Twardo stąpam po ziemi.
Walczy pani dość odważnie. Mam na myśli nagie zdjęcia.
Nagie zdjęcia to efekty sesji zdjęciowej w stylu sztuki ciała – body art. Przecież cały czas mówimy o programie modelingowym, nic więc dziwnego, że posiadam artystyczne fotografie swojego ciała, jak większość osób, które w tymże programie wzięły udział. Moje ciało nie jest idealne, a więc za zdjęciem idzie również przekaz do kobiet, by akceptowały swoje niedoskonałości.
CZYTAJ TAKŻE: Będzie happy end? Marianna Schreiber w Top Model
Wywiad z 37/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
