Weterani. Znów pomagają, gdy to, co polskie, jest zagrożoneWeterani. "Gdy przychodzi trudny moment, okazuje się, że weterani znów pomagają w chwilach, gdy to, co polskie, jest zagrożone"

Oto, gdy prezydent Trzaskowski i spółka sędziowska postanowili Marsz Niepodległości zablokować, minister Kasprzyk przyniósł rozwiązanie – marsz się odbył pod egidą jego urzędu, a zatem państwowo, oficjalnie.
Jak bardzo są potrzebni – był o tym przekonany marszałek Józef Piłsudski. Po odzyskaniu niepodległości nadał powstańcom styczniowym status weteranów, przyznał wsparcie finansowe, mundury i postawił ich na piedestale.
Starcy z siwymi brodami uczestniczyli w uroczystościach państwowych i jeździli od szkoły do szkoły, by spotykać się z młodzieżą.
Dwie w tym były zacne myśli. Pierwsza to taka, by zadośćuczynić sprawiedliwości oraz uznać faktycznych żołnierzy bijących się o wolność w ramach nieformalnych przecież oddziałów powstańczych za pełnoprawnych przedstawicieli Wojska Polskiego. Innymi słowy, by to, czemu usiłowali zaprzeczyć zaborcy, uznać za w pełni polskie, obywatelskie, państwowe.
Druga zaś taka, iż weterani byli bardzo potrzebni – kształtowali młode pokolenie, przekazywali ducha, byli wychowawcami, pomnikami z krwi i kości, łącznikami z czasem minionym i z minionymi bohaterskimi pokoleniami.
Cieszę się, że o polskich weteranów współcześnie dba ktoś taki jak minister Jan Kasprzyk – działalność kierowanego przezeń Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych to dowód na to, że państwo polskie „zachowuje się, jak trzeba”, jest tu, gdzie trzeba, działa, jak trzeba.
I to nie tylko w Polsce, lecz i za granicami, w miejscach walk, na polach bitew, cmentarzach czy miejscach pamięci.
Okazuje się jednak, że weterani mogą przyjść z pomocą i w innym wymiarze. Oto, gdy prezydent Trzaskowski i spółka sędziowska postanowili Marsz Niepodległości zablokować, minister Kasprzyk przyniósł rozwiązanie – marsz się odbył pod egidą jego urzędu, a zatem państwowo, oficjalnie.
Pal sześć, że tego zapewne po cichu chciała opozycja, licząc na to, że ewentualne burdy czy prowokacje lewaków, jak zawsze skrzykujących się w całej Europie, by zakłócić to wydarzenie, w takim przypadku obciążyłyby PiS, a nie organizatorów. Tekst piszę jeszcze przed marszem, mając nadzieję, że nie uda im się żadna prowokacja.
Najważniejsza jest dla mnie symbolika tego gestu. Gdy przychodzi trudny moment, okazuje się, że weterani, w których imieniu przecież działa Urząd, znów pomagają w chwilach, gdy to, co polskie, jest zagrożone.
A że ostatnio to, co polskie, zagrożone bywa z wielu kierunków, tym więcej nam potrzeba siły duchowej i moralnej, którą nam dawały i dają przeszłe pokolenia. Pokolenia bohaterów. Cześć im i chwała! ‘. Artykuł z 46/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
