W domowym areszcie. "Wyjść z szaleństwa"
W domowym areszcie. "Warto, by i w Polsce politycy zaczęli myśleć o tym, jak wyjść z tego niekończącego się szaleństwa?"

Wiem, że w środku piątej fali epidemii brzmi to niewiarygodnie, ale już niedługo będzie normalnie. Musi być.
I cóż z tego, że sanepid poinformował mnie, że połowa moich dzieci jako ozdrowieńcy nie podlega kwarantannie, skoro klasa i tak jest na zdalnej edukacji.
W połowie listopada trójka (z czwórki) moich dzieci trafiła równolegle na zdalną edukację z powodu kontaktu w swoich szkołach z zakażonymi COVID-19 rówieśnikami lub nauczycielami. Jednemu z dzieci z tego kontaktu wykluł się covid. Najstarsza córka zachorowała jakoś w drugiej połowie listopada. My z mężem uzyskaliśmy pozytywny wynik testu kilka dni później. Z tego powodu trójka młodszych dzieci musiała pozostać na kwarantannie, która dziś wynosi tyle, ile czas izolacji osoby chorej plus tydzień. Żeby było zabawniej, tydzień po nas (rodzicach) zachorował syn. W związku z tym kwarantanna najmłodszych dziewczynek (11 i 6 lat) znów wydłużyła się o czas izolacji syna plus tydzień. Dziewczynki nie zachorowały. A to paradoksalnie skróciłoby ich czas odosobnienia. Gdy z mężem skończyliśmy izolację, przetestowaliśmy najmłodsze dzieci. Były zdrowe, ale komunikaty sanepidu – nieubłagane: ujemny test w kierunku COVID-19 nie zwalnia z kwarantanny.
