Surowość i miłosierdzie. wszechmoc i dobroć, ból i mękaSurowość i miłosierdzie. Jakże pogodzić można wszechmoc i dobroć Boga z bólem i męką, którą wypełniony jest świat?

Domagamy się niekwestionowalnego dowodu istnienia Boga i ostatecznego potwierdzenia Jego przykazań.
Podstawowym argumentem, którym współczesny człowiek uzasadnia swoje odejście od religii, a zwłaszcza chrześcijaństwa, jest cierpienie, na które bez względu na rozwój cywilizacji jesteśmy w swojej egzystencji skazani.
Jakże pogodzić można wszechmoc i dobroć Boga z bólem i męką, którą wypełniony jest świat? – zapytują nasi rówieśni. Odpowiedzieć na to pytanie usiłuje Paul K. Moser, filozof i teolog amerykański, w książce „Surowość Boga” wydanej właśnie przez PIW. W utworze o podtytule: „Religia i filozofia na nowo przemyślane”, stanowiącym aluzję do tego sposobu anonsowania dzieł oświecenia, wobec którego autor ustawia się w opozycji, dowodzi, że wbrew współczesnym obiegowym sądom surowość może być inną twarzą miłosierdzia.
Surowy Bóg nie poświęciłby dobra ludzkiej duszy dla zachowania komfortu ludzkiego ciała
Teodycea to próba integracji dobroci wszechmocnego Boga oraz zła świata, co na pozór wydaje się niemożliwe. Popularnie określa się ją jako „usprawiedliwienie Boga”. Pojęcie to stworzył Gottfried Leibniz w dziele „Teodycea o dobroci Boga, wolności człowieka i pochodzeniu zła”, ale sam problem trapił filozofię od samego początku jej istnienia.
Moser odrzuca teodyceę, gdyż przyjęcie jej oznaczałoby, że rozpoznaliśmy myśl Boga, a więc dorównaliśmy Mu, co dla stworzonego przez Niego śmiertelnego i ograniczonego człowieka jest po prostu niemożliwe. Nie znaczy to, że o Bogu nie powinniśmy medytować i podążać za Nim. Gdyż określenie „Bóg” Moser traktuje nie jako imię, ale jako tytuł najwyższej doskonałości osobowej, co zresztą raz jeszcze podkreśla przepaść dzielącą od Niego człowieka i tajemnicę z Nim związaną. Po to, aby podążać za nieskończenie przerastającym nas Bogiem, musimy przyjąć Jego warunki, co nie neguje, ale podkreśla wolność woli, którą od Niego otrzymaliśmy. Dając nam wolność, pozwolił On nam na Jego odrzucenie, ale ofiarował także możliwość Jego przyjęcia. Dając wolność, otworzył perspektywę doskonalenia się albo degradacji.
Centralnym fragmentem Ewangelii jest dla Mosera modlitwa Jezusa w Ogrójcu. Chrystus prosi Ojca, aby „zabrał ten kielich” (czyli mękę i śmierć) od Niego, ale „nie to, co ja chcę, ale to, co Ty, niech się stanie”.
Z powodu naszej pychy i egoizmu wolimy nie podążać ku Bogu drogą nawrócenia i uległości. To ja chcę w Ogrójcu doradzać Bogu: moja wola nich się stanie nie Twoja. To odwraca wzór z Getsemani oferowany nam przez Jezusa Chrystusa o sto osiemdziesiąt stopni. Bóg jednak nie będzie pionkiem w ludzkich rękach i nigdy nie podważa ani nie zniszczy tego, czego człowiek naprawdę potrzebuje, to jest obecności doskonale moralnego odkupiciela i przyjaciela. Całkiem prawdopodobne wydaje się zatem, że celem Boga, który kryje się za surowością wielu trudów, których doświadczamy, jest zachęcenie nas do szczerej współpracy z Bogiem w Ogrójcu […] Żaden program intelektualnego czy też innego rodzaju wsparcia, którego człowiek sam sobie udziela, nie zastąpi tego, co może zaofiarować kontekst Ogrójca: obecności Boga jako naprawczego wyzwania dla ludzi, których sumienie jest otwarte na Boga. Oczywiście, Jego obecność może być zapośredniczona w doświadczeniu człowieka, co ani nie podważa, ani nie wyklucza Jego realnej obecności w tym doświadczeniu. Zapośredniczenie Bożej obecności nie oznacza Jego nierealności. W przeciwnym razie powinniśmy także wątpić w realność innych osób
Domagamy się niekwestionowalnego dowodu istnienia Boga i ostatecznego potwierdzenia Jego przykazań, nie zdając sobie sprawy, że spełnienie takich oczekiwań byłoby odebraniem człowiekowi wolności woli i możliwości trudnej drogi doskonalenia się. Dlatego Moser jest przeciwnikiem teologii naturalnej tudzież wszelkich dowodów istnienia Boga.
Chociaż Boże wybawienie może jawić się jako twarde i wymagające, czemu winne są przeciwne Bogu ludzkie skłonności, to prowadzi nas ono do moralnej odnowy w pełnej czci przyjaźni z Bogiem […] Argument św. Pawła za zbawieniem przez Bożą »łaskę« wymaga od ludzi aktywności, a nawet twardości i surowości do osiągnięcia zbawienia
Samodzielnie człowiek nie posiada wystarczającej siły, aby osiągnąć zbawienie. Ale otwarcie się na Boga i współpraca z Nim prowadzi go w tym kierunku.
Słowa apostoła o »trzymaniu się własnej drogi usprawiedliwienia« winny być rozumiane jako odnoszące się do ludzkich dążeń do zbudowania własnej pozycji przed Bogiem bądź zasłużenia przez swoje uczynki na pochwałę ze strony Boga. Św. Paweł uważa te dążenia za klęskę człowieka, ponieważ lekceważą one życiodajną łaskę Boga i Boże usprawiedliwienie
Nasza ziemska droga to próba i wyzwanie, czego nie potrafi zrozumieć współczesny człowiek.
Artykuł z 43/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
