Pandemia dzieli Polaków. "Czy trzeba pójść śladem Francji?"Pandemia dzieli Polaków. "Czy apele nie przekonają nieprzekonanych i trzeba będzie pójść śladem Francji?"

Może warto przypomnieć sobie, jak w pierwszym okresie pandemii poczucie odpowiedzialności za innych, nie tylko najbliższą rodzinę, zaowocowało swoistą solidarnością i potrzebą wspierania się wzajemnie.
Obrazki spod punktu szczepień w Grodzisku Mazowieckim, gdy grupa osób usiłowała wtargnąć do środka, atakując pracowników i ochronę oraz wznosząc okrzyki protestu przeciw „eksperymentom medycznym” i „ograniczaniu wolności”, muszą skłonić do postawienia pytania, jak to się stało, że doszło do tego typu incydentu i czy pandemia podzieliła Polaków do tego stopnia, że antyszczepionkowcy przeszli od agresji słownej do fizycznej.
Szczepienia, mające chronić przed drastycznymi skutkami zachorowania na COVID-19 i śmiercią w ekstremalnych przypadkach, nie są obowiązkowe, a więc obywatele mają prawo decydowania o tym, czy chcą się im poddać, czy z przyczyn, których nie muszą podawać, szczepionki nie przyjmą. A przyczyny bywają różne, poczynając od medycznych przeciwwskazań, a kończąc na wierze w spiskowe teorie o tym, że szczepionki są groźniejsze dla naszego zdrowia i życia niż choroba wywoływana przez wirus SARS-CoV-2.
Nie należy jednak utożsamiać antyszczepionkowców z ludźmi wątpiącymi, atakowanymi ze wszystkich stron fake newsami, podawanymi w mediach społecznościowych informacjami o ustaleniach różnych, przedstawianych jako autorytety medyczne, osobistości, których opinie trudno zweryfikować, czy też przykładami przypadków nieskuteczności lub wręcz zabójczego działania szczepionek. Niepożądane objawy poszczepienne urastają w przekazach często anonimowych informatorów do rozmiarów zaplanowanej wręcz eksterminacji ludzkiej populacji. Oczywiście opowieści o tym, że „siostra mojej znajomej opowiadała, że jej sąsiadka po pierwszej dawce szczepionki została sparaliżowana, dwie nauczycielki zmarły, a kuzyn kolegi z pracy dostał udaru”, mają swój destrukcyjny wpływ na psychikę ludzi i nawet jeśli przyjmuje się je z pewnym powątpiewaniem, czy rzeczywiście mają oparcie w autentycznych przypadkach, to jednak niepokój pozostaje. Tym większy, im trudniej jest zweryfikować atakujące nas w przestrzeni publicznej wzajemnie wykluczające się przekazy o skuteczności szczepionek i niebezpieczeństwach związanych z ich przyjęciem.
Antyszczepionkowcy wątpliwości nie mają. Przegrana w Sejmie batalia o zakaz obowiązkowych szczepień dzieci niosła nadzieję, że ten wielce szkodliwy ruch umrze śmiercią naturalną, ale pandemia koronawirusa, brak lekarstw, które skutecznie mogą leczyć chorobę nim wywołaną, a więc konieczność masowych szczepień jako jedynej metody ograniczania i walki z rozprzestrzenianiem się tej groźnej choroby, reanimowały totalnych przeciwników szczepień. I to oni, zaprawieni w bojach w mediach społecznościowych, bo tam budowali swój zasięg, wiodą prym w rozsiewaniu fałszywych informacji i zniechęcaniu ludzi do szczepień, wywołując w nich irracjonalny strach i lęk.
Spadek tempa szczepień w Polsce, notowany od dłuższego czasu, jest w dużej mierze skutkiem tych działań, a biorąc pod uwagę to, że także niektórzy przedstawiciele środowiska medycznego i mediów kibicują antyszczepionkowym teoriom, rodzi się pytanie, jak je neutralizować i czy rzeczywiście zachęty do szczepień, apele i różne akcje propagandowe w tym starciu okażą się skuteczne. Akcje promocyjne w dużej mierze zastąpiły rzetelne działania edukacyjne, które powinno się było prowadzić właściwie już od momentu uzyskania pewności, że pierwsze partie szczepionek trafią do obywateli.
Wolność a bezpieczeństwo
Bojówka spod punktu szczepień w Grodzisku Mazowieckim – bo trudno znaleźć dla tej grupki ludzi inne, bardziej adekwatne określenie – krzyczała o „ograniczaniu wolności”, tak jakby w Polsce odbywały się uliczne łapanki na niezaszczepionych i siłą ich zmuszano do przyjęcia dawki. Tymczasem to właśnie oni chcieliby ograniczyć wolność wyboru tych, którzy zdecydowali się zaszczepić. Hasło „wolność” bywa ostatnimi czasy mocno nadużywane, tymczasem wolni tak naprawdę jesteśmy tylko w chwili narodzin, a potem już podlegamy różnym ograniczeniom, które przeważnie akceptujemy, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo nasze i naszych rodzin, wspólnoty czy kraju. W tych przypadkach jesteśmy skłonni zgodzić się na daleko idące ograniczenia naszej wolności, nawet jeśli są one dla nas uciążliwe.
Może warto przypomnieć sobie, jak w pierwszym okresie pandemii, bez nakazów i kar, chroniliśmy naszych starszych członków rodziny, z własnej woli godząc się na to, by nie odwiedzać ich czasami przez wiele tygodni. Z jaką starannością zakładaliśmy maseczki, dezynfekowaliśmy ręce i zachowywaliśmy dystans w miejscach publicznych. Strach przed czymś, czego wówczas nie potrafiliśmy zdefiniować, a więc skutecznie zwalczać, a co z taką siłą zaatakowało cały świat, sprawił, że poczucie odpowiedzialności za innych, nie tylko najbliższą rodzinę, zaowocowało swoistą solidarnością, empatią i potrzebą wspierania się wzajemnie w tych nieniosących wówczas zbyt wiele nadziei czasach. Warto także przypomnieć sobie, jak bardzo czekano na pierwsze informacje o wyprodukowaniu skutecznej szczepionki i wyrażano obawy, czy jej produkcja będzie na tyle masowa, by mogła z niej skorzystać jak najszybciej jak największa liczba ludzi. Warto także przypomnieć sobie, jak w czasach, kiedy szczepionki były przeznaczone tylko dla ochrony zdrowia i seniorów, piętnowano powszechnie celebrytów i polityków, którzy wykorzystali swoje znajomości, by zaszczepić się poza kolejką. A teraz, kiedy można się zaszczepić bez zbędnych formalności, okazuje się, że pożądany próg osób zaszczepionych, który pozwoliłby na powrót do życia sprzed pandemii, oddala się i zmusza do rozważań o tym, jakie kroki należy podjąć, by nie wrócić do sytuacji, kiedy szpitale musiały się zajmować wyłącznie chorymi na COVID-19, liczba zmarłych liczona była w tysiącach, a jedynym kontaktem z lekarzem dla pozostałych była teleporada.
Wielu z nas chce wierzyć, że to już końcówka pandemii, codzienne raporty pokazujące liczbę zarażonych powyżej setki, dni, w których nikt nie zmarł na COVID-19, łudzą nadzieją, że wreszcie jednak pokonaliśmy pandemię, ale coraz częściej mówi się o realnej możliwości czwartej fali, która ma nadejść jesienią.
Ograniczenia dla niezaszczepionych?
Apele nie przekonają niezaszczepionych, dlatego należy wprowadzić ograniczenia w ich dostępie do niektórych publicznych miejsc i usług – twierdzą jedni, a drudzy protestują, mówiąc o segregacji, łamaniu praw jednostki i ograniczaniu jej wolności. Wiele krajów, zaniepokojonych tempem, w jakim rozprzestrzenia się wariant delta, wprowadziło ograniczenia dla niezaszczepionych i niebędących ozdrowieńcami. Najbardziej restrykcyjne obowiązują od 21 lipca we Francji, gdzie osoby udające się do kina, teatru lub innych miejsc kultury i rozrywki (w których jest więcej niż 50 osób), muszą być zaszczepione, być ozdrowieńcami albo okazać negatywny wynik testu na koronawirusa. Od 1 sierpnia takie same wymogi dotyczą osób udających się do restauracji, kawiarni, centrów handlowych, placówek ochrony zdrowia, a także podróżujących pociągiem, autobusem na duże odległości oraz samolotem. We Włoszech od 6 sierpnia już jedna dawka szczepionki przeciwko COVID-19 uprawniać będzie do wejścia do restauracji w zamkniętych pomieszczeniach, do teatru i kina, wstępu na basen, siłownię, targi, zjazdy, do parków rozrywki, term i salonów gry, a także do udziału w imprezach sportowych. W Irlandii od 26 lipca do środka restauracji, baru i pubu mogą wejść tylko osoby w pełni zaszczepione i te, które w ciągu poprzednich sześciu miesięcy zachorowały na COVID-19. W Austrii certyfikat szczepionkowy obowiązuje w restauracjach, hotelach, siłowniach, na basenach, w teatrach i salonach fryzjerskich. Podobne ograniczenia wprowadziły Czechy, a nawet Izrael, chwalony za wzorową kampanię szczepień, dzięki której odnotowano nieliczne zakażenia i brak przypadków śmiertelnych. Zupełnie inną strategię przyjęła Wielka Brytania – 19 lipca zniosła wszelkie restrykcje i ku zaskoczeniu ekspertów, którzy wieszczyli gwałtowny wzrost zachorowań, nawet do 100 tys. dziennie, po pierwszym tygodniu od tej decyzji dzienny wskaźnik zachorowań jest 32 proc. niższy niż w poprzedzającym tygodniu, gdy restrykcje jeszcze obowiązywały.
Prof. Neil Ferguson, epidemiolog z Imperial College London, twierdzi, że dzięki szczepionkom znacznie zmniejsza się ryzyko hospitalizacji i zgonów:
Jestem przekonany, że pod koniec września lub w październiku większość pandemii będziemy mieli za sobą
W Wielkiej Brytanii pierwszą dawkę szczepienia otrzymało prawie 85 proc. społeczeństwa, w Polsce nieco ponad 47 proc., a w pełni zaszczepionych (dwiema dawkami) jest 36,7 proc. Zalecenia WHO mówią o konieczności zaszczepienia dorosłej populacji w 80 proc.
Brytyjski minister zdrowia Michael Gove, pomimo zniesienia restrykcji, w dalszym ciągu zachęca do szczepień tych Brytyjczyków, którzy jeszcze tego nie zrobili:
Osoby, które odmawiają przyjęcia szczepionki przeciw COVID-19, są samolubne i narażają życie innych na ryzyko
.
Obecnie wyzwaniem jest przekonanie Polaków do szczepień
– przyznał niedawno szef KPRM Michał Dworczyk, pełnomocnik rządu ds. narodowego programu szczepień. Czy to się uda? Czy – jak twierdzą pesymiści – apele nie przekonają nieprzekonanych i trzeba będzie pójść śladem Francji i innych krajów europejskich?
Artykuł z 31/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
