Olimpijski seksizm. "Szczyt niesprawiedliwości"Olimpijski seksizm. "Dopuszczenie byłego faceta do równej konkurencji z babami to jest już szczyt niesprawiedliwości"

Jestem przeciwnikiem zaglądania sportowcom do łóżka, nie ma dla mnie znaczenia, że Martina Navrátilová była lesbą (ona deklaruje, że jest), nie pytam, czy Cristiano Ronaldo jest pedziem (podobno nie).
Nie mam już siły pisać o obrzydliwych perwertach, którzy zdobywają kolejne społeczne przyczółki. Ale nie da się, bo za bardzo to przypomina powtarzającą się historię: czasy sprzed wieku, kiedy mniejszość sterroryzowała większość, organizowała butne przemarsze z partyjnymi flagami przez miasta, potem stopniowo zlikwidowała swobody społeczne, wolność słowa i demokrację, a na koniec narzuciła swojemu narodowi (i w końcu także innym) jedynie słuszny porządek. Wtedy: klasowy i rasowy.
Ale nie da się szukać innego tematu, kiedy po zwycięstwie dwóch pań w żeglarstwie na igrzyskach olimpijskich zaczyna się kolejna żenująca awanturka. Bo okazało się, że jedna ze zwycięskich zawodniczek jest lesbijką i całe jej środowisko (oraz ogłupiałe mainstreamowe media) obraża się, że w gratulacjach od prezydenta RP nie znalazło się drugie nazwisko owej sportsmenki, przyjęte od jej partnerki w czasie lesbijskiego „ślubu” zawartego za granicą. Choć – napomknijmy o tym – w oficjalnych dokumentach owa nieheteroseksualna sportsmenka przedstawia się, zgodnie z polskimi przepisami, jako panna. Czyli uczciwie.
Jestem przeciwnikiem zaglądania sportowcom do łóżka, nie ma dla mnie znaczenia, że Martina Navrátilová była lesbą (ona deklaruje, że jest), nie pytam, czy Cristiano Ronaldo jest pedziem (podobno nie). Problem w sporcie pojawia się tylko wtedy, gdy panie mają (nie chcę dociekać z jakich przyczyn) za wysoki poziom testosteronu, co zwiększa ich szanse w zawodach. Z tego powodu dwie (halo! nie jedna, ale dwie) Namibijki zostały wykluczone z olimpijskiego biegu na 400 m.
Co z tego, skoro na innych dystansach były dopuszczone i okazały się lepsze od wielu zawodniczek z kobiecym poziomem hormonów? Nawet wspaniały i kochany przez wszystkich Przemek Babiarz, człowiek o ogromnej kulturze, łagodności i tolerancji, komentując takie wyniki zawodów, nie zdzierżył i wspomniał o tym, że coś tu nie gra.
Całe szczęście, że transseksualna kobieta z Nowej Zelandii (czyli kiedyś facet) w podnoszeniu ciężarów „spaliła” trzy próby. Jeśli celowo – chwała mu ( jej) za to. Jeśli przypadkiem nie wyszło – chwała Panu Bogu, bo dopuszczenie byłego faceta do równej konkurencji z babami to jest już szczyt niesprawiedliwości i obrzydliwego seksizmu. Czego niestety fani ideologii politpoprawności dostrzec nie potrafią.
Artykuł z 32/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
