Obrona polskości. "Lwów, miasto szczególne dla Polski"Obrona polskości. "Lwów, miasto szczególne dla Polski i Polaków, przedmurze chrześcijaństwa, Lwów Semper Fidelis"

Widząc, co się dzieje z polskim dziedzictwem, pracownicy firmy – dyrektor Józef Bobrowski, jego zastępca inżynier Jan Wingralek – przystąpili do działania i potajemnie, po godzinach pracy, rozpoczęli żmudny proces odbudowy.
Wśród znajomych, ludzi różnych zawodów, często z poważnymi osiągnięciami, nie zauważam żadnego zainteresowania Donaldem Tuskiem, w przeciwieństwie do tego, co uskuteczniają niektóre media, dziennikarze, celebryci, biznesmeni itd.
Zwykle gdy wymieniam jego nazwisko, słyszę: człowiek, który na niczym się nie zna, nic nie potrafi, kłamca, niemoralny, służy różnym układom agenturalnym, pociągany za sznurki ze Wschodu i Zachodu, człowiek, który powinien odpowiadać za Smoleńsk, za korupcyjną wyprzedaż majątku narodowego, za wszystkie oszustwa, za Amber Gold, za mnóstwo afer, w których wyniku państwo polskie straciło miliardy, za to wszystko, co ujawniono w nagraniach restauracyjnych, za „polskość to nienormalność”, za działanie na szkodę interesów Polski w Unii, za zdradę i wszelkie zło wyrządzane Polsce. I dodają – przecież wystarczy popatrzeć, kto go wspiera, kto za nim stoi, i już wiadomo, o co chodzi. Inni konkludują krótko: dawno powinien siedzieć, a znamienity naukowiec, profesor historii nauki polskiej, powiedział spokojnie i kategorycznie: przed wojną Tusk dostałby karę śmierci. I to nie są słowa mówione pod wpływem emocji, złości, by spowodować agresję, ale spokojne, konkretne opinie oparte na gruntownej wiedzy historycznej i świetnej orientacji w obecnej sytuacji w Europie i na świecie.
Słysząc to wszystko, pytam, jak jest naprawdę? Zostawiam jednak to pytanie na boku i robię swoje. Kiedyś na targach książki w Warszawie wielki humanista, włoski pisarz Umberto Eco, podpisywał swój bestseller „Imię Róży”. Ustawiła się ogromna kolejka, mnóstwo dziennikarzy z mikrofonami i ktoś zapytał go, jak postrzega Polskę? Umberto Eco z lekką ironią odpowiedział:
Polska to jest taki kraj, który miał tak niezwykłe miasto Lwów, a teraz go nie ma i nic nie mówi
Lwów, miasto szczególne dla Polski i Polaków, przedmurze chrześcijaństwa, Lwów Semper Fidelis, zawsze wierny Polsce, miasto Konopnickiej, Bełzy, Zapolskiej, Fredry, Staffa, Makuszyńskiego, Herberta, Grottgera, miasto słynnych polskich wynalazców na czele z genialnym matematykiem Stefanem Banachem – można byłoby tak wyliczać jeszcze długo. Warto o nich poczytać w książkach Witolda Szolgini, architekta, wielkiego patrioty, lwowianina, który o swoim ukochanym mieście wiedział wszystko i pięknie opisał prozą i wierszem. O Lwów, polski gród, od stuleci walczyli Polacy z urodzenia i ci z wyboru patrioci, wystarczy poczytać tablice na cmentarzu Łyczakowskim i przylegającym do niego cmentarzu Obrońców Lwowa – Orląt Lwowskich. To właśnie stąd zostały zabrane prochy 14-letniego obrońcy Lwowa i 2 listopada 1925 r. złożone w powstałym Grobie Nieznanego Żołnierza pod kolumnadą Pałacu Saskiego w Warszawie.
Prowadź Panno Święta/ Walczą Lwowskie dziś Orlęta/ Przysięgają Tobie święcie/ Polski Lwów na wieki będzie
– śpiewali młodzi obrońcy Lwowa. W 1920 r. Józef Piłsudski odznaczył Lwów Orderem Virtuti Militari jako jedyne miasto na świecie. Cmentarz Obrońców Lwowa przetrwał II wojnę światową, kłamali komuniści rozpowszechniając plotkę, jakoby uległ wojennym zniszczeniom.
Dopiero po wojnie niszczono wszystko, co polskie z niezwykłą zaciekłością. Dokładnie 50 lat temu, w sierpniu 1971 r., wjechały na cmentarz Orląt Lwowskich buldożery i czołgi sowieckie, rozpoczęło się burzenie tego Campo Santo – miejsca świętego dla Polski i Polaków, ale też wielkiego światowego zabytku architektury, kultury i historii. Ale świat milczał, podobnie jak wtedy w Teheranie i w Jałcie, gdy Stalin zagarnął polską ziemię za przyzwoleniem Roosevelta i Churchilla. Dwie potężne kolumnady oparły się bolszewickiemu barbarzyństwu, uszkodzone, z poszarpanym napisem – Mortui sunt, ut liberi vivamus (Umarli, byśmy mogli żyć jako wolni ludzie) – głosiły światu prawdę o tym szczególnym miejscu.
Aż wydarzył się rok 1989, wówczas w schyłkowym okresie ZSRR, kontrakt na budowę elektrowni atomowej na Ukrainie wygrała polska firma Energopol. Widząc, co się dzieje z polskim dziedzictwem, pracownicy firmy – dyrektor Józef Bobrowski, jego zastępca inżynier Jan Wingralek – przystąpili do działania i potajemnie, po godzinach pracy, rozpoczęli żmudny proces odbudowy. Inżynier Jan Wingralek na koniec napisał gorzkie słowa:
W 2005 r. strona ukraińska przekazała Polsce »odbudowany« cmentarz Obrońców Lwowa – cmentarz Orląt Lwowskich (wykonawcami były polskie przedsiębiorstwa, na koszt Polski, wbrew konwencjom genewskim). To formalne przekazanie jest uznaniem kłamstwa historycznego. Wyraża się ono licznymi nieodbudowanymi elementami cmentarza, sfałszowanymi treściami napisów na mogiłach i pomnikach nagrobnych. Dziesiątki tysięcy odwiedzających cmentarz jest karmionych tym kłamstwem. Należy pamiętać, że trzeba dokończyć odbudowę i zmienić napisy na tabliczkach mogił i pomnikach nagrobnych zgodnie z historycznym tekstem, tak jak nakazują konwencje podpisane i ratyfikowane przez wszystkie państwa Europy. Problem odbudowy cmentarza Orląt we Lwowie jest jednym z wielu problemów, z którymi Polska musi się zmierzyć
Artykuł z 42/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
