Nie będziesz miał… "Byle daleko od Dekalogu"Nie będziesz miał… "Byle daleko od Dekalogu, bo jest trudny, bo każe być przyzwoitym zawsze"

W owczym pędzie gnamy ku swoim prorokom, złotym cielcom i bałwanom, jak tłumy do tego amerykańskiego kaznodziei. Zapominamy przy tym, że wszędzie, gdzie nie ma Boga, jest niebezpiecznie.
Zapominamy, że wszędzie, gdzie nie ma Boga, jest niebezpiecznie.
Bardzo dawno temu, chyba jeszcze w dobie pirackich kaset wideo, oglądałem amerykański film o pewnym człowieku, który był prowincjonalnym kaznodzieją protestanckim, aż w końcu ogłosił się cudotwórcą i boskim posłańcem. Wraz z żoną (chciwą i cyniczną), która była jego menedżerem, organizował spotkania, na których „uzdrawiał” podstawionych ludzi. Przekonywał, że przez wiarę w jego pośrednictwo ludzie staną się bogaci i tym samym szczęśliwi. Krzyż przedstawiał jako plus, znak dodawania, który Jezus nam zostawił jako przesłanie do bogacenia się. Biednych traktował jako pomiot szatański. Z czasem uwierzył we własne banialuki, a przy okazji dorobił się prawdziwej fortuny. Prosperity trwała, ludzie tysiącami przyjeżdżali na jego „rekolekcje”, a niektórzy traktowali go wręcz jak mesjasza. Nad wszystkim czuwała wyrachowana małżonka kaznodziei.
