Na nowy rok. "Dlaczego nie sięgniecie do kalendarza Majów?"
Na nowy rok. "Dlaczego nie sięgniecie do kalendarza Azteków, Majów czy nawet dawnych sag nordyckich?"

Zawsze mam ochotę zagadnąć bawiących się w noc sylwestrową ateistów w ten mniej więcej sposób: Czemuż to drodzy państwo czcicie kieliszkiem szampana kolejny jubileusz urodzenia Chrystusa?
Gdy przychodzi Nowy Rok i w niebo strzelają ognie sztuczne, a ludzie stukają się kieliszkami z szampanem, myślę sobie, iż wśród owych milionów osób znajduje się także cała masa tych o poglądach lewicowych, na co dzień atakujących katolickie tradycje i chrześcijańską kulturę. I dlatego bardzo mnie bawi, że wszyscy oni (w większości nieintencjonalnie) świętują rachubę czasu, który płynie od chwili narodzin… Chrystusa.
Anno Domini – „Roku Pańskiego” przecież. Ongiś rok zaczynał się od chwili przesilenia zimowego, dnia uznanego jako dzień narodzin Jezusa Chrystusa. Tak w cywilizacji zachodniej, wedle kalendarza juliańskiego, liczymy sobie kolejne lata. W historiografii PRL usiłowano zachachmęcić ten fakt, zamieść Chrystusa pod dywan, więc propagowano system oznaczeń lat zapisywany jako „p.n.e.” („przed naszą erą”) – co zastępowało zapis „przed Chr.” („przed Chrystusem”). A przecież i tak przyjście Jezusa na świat rozdzielało czas na dwie części – przed i po.
