Koniec złotych czasów. ""Skończyło się liczenie milionów"Koniec złotych czasów. "Skończyło się liczenie milionów z niejasnych źródeł i transferowanie ich na konta własne oraz fundacji"

23 czerwca Bartosz Kramek został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW i przewieziony do lubelskiej prokuratury. Tam usłyszał dwa zarzuty.
Chciał „wyłączyć rząd” i sprawić, by państwo polskie „stanęło”. Razem z żoną stworzył wehikuł usłużny wobec postsowieckich oligarchów. Wpadł za sprawą jego nielegalnego finansowania. Ale nawet mimo jednoznacznych postanowień sądów wciąż może liczyć na wsparcie tzw. autorytetów. Bartosz Kramek znów jest na wolności, lecz z zarzutami, za które grozi 10 lat więzienia.
Przed aresztem w Lublinie 15 lipca grupka parunastu osób nie posiada się z radości. Jest kilku działaczy tzw. ulicznej opozycji, są rodzice podejrzanego. Kilka osób robi sobie z nim zdjęcia, działacz Homokomanda wywija tęczową flagą. Ktoś podsuwa telefon, jest wideopołączenie z Ludmiłą Kozłowską. „Do zobaczenia wkrótce” – słyszy od męża.
Te plany państwa Kramków muszą poczekać. Kozłowska nie może bowiem wjechać do Polski – cudzoziemka w związku ze swoją działalnością jest uznawana za persona non grata. Pan Bartosz zaś nie może opuszczać kraju – taki zakaz nałożyła prokuratura w związku z kuriozalną decyzją sądu, o której za chwilę.
Lewe miliony
23 czerwca Bartosz Kramek został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW i przewieziony do lubelskiej prokuratury. Tam usłyszał dwa zarzuty: poświadczania nieprawdy na kilkudziesięciu fakturach wystawionych przez liczne firmy zagraniczne – część z nich to spółki zarejestrowane w rajach podatkowych, inne np. w Wielkiej Brytanii (ale kontrolowane przez podmioty z rajów podatkowych). Zdaniem śledczych Kramek „z popełnienia przestępstwa uczynił sobie stałe źródło dochodu”. Drugi zarzut dotyczy przyjmowania na rachunki bankowe pieniędzy pochodzących z przestępstwa. Grozi mu 10 lat pozbawienia wolności.
Na czym polegał proceder? Firma Kramka Silk Road Biuro Analiz i Informacji sp. z o.o. miała rzekomo świadczyć „usługi konsultacyjne”, „usługi IT” czy „usługi VOIP” na łączną wartość 5,3 mln zł (946 tys. dol., 76 tys. euro, 117 tys. zł). Problem w tym, że według ustaleń śledczych żadnych usług nie było, a wszystko odbywało się tylko na papierze, by wyprać pieniądze.
Rachunki bankowe tych spółek były prowadzone m.in. na Łotwie, a rzeczywistym beneficjentem ich działalności byli m.in. obywatele Rosji i Ukrainy
– napisała prokuratura w komunikacie. Pieniądze pozyskane przez Kramka były następnie transferowane, głównie do fundacji Otwarty Dialog prowadzonej przez jego żonę (Kramek jest szefem jej rady).
O niejasnych interesach Kramka napisaliśmy jako pierwsi z Marcinem Wikłą w tygodniku „Sieci” już w 2018 r. Ujawniliśmy wówczas m.in., że pokaźne sumy trafiały na konto Silk Road od dwóch firm ze Szkocji. Pierwszą jest Kariastra Project LP (przelała na konto Silk Road równowartość 3,2 mln zł). Firma nie ma nawet strony internetowej, numeru telefonu, nie wiadomo, czym się zajmuje. Druga to Stoppard Consulting LLP (istniała w latach 2010–2017), zasiliła konto Silk Road kwotą co najmniej 1,5 mln zł. Udziałowcami tego podmiotu były inne rejestrowane w rajach podatkowych (Belize, Seszele, Panama). Część z nich miała być elementami sieci przedsiębiorstw, za pomocą których z sektora bankowego Mołdawii wyprowadzono co najmniej miliard dolarów – to ustalenia amerykańskiej agencji śledczej Kroll wynajętej przez rząd w Kiszyniowie, aby rozpracować aferę, która zachwiała gospodarką państwa i postawiła je na krawędzi bankructwa.
Dziś znamy już więcej „kontrahentów” Kramka. Na liście pojawiają się podmioty o nazwach: Flow Health INC, Agni Data INC, Hangars And Canopies LLP, Laton-C, Virtual Communictions Ltd czy European Systems LP. Ale wciąż niewiele o nich wiadomo. W łotewskich rejestrach odnajdujemy spółkę Lexico Telecom LTD – jej rzeczywisty beneficjent ma się znajdować na Ukrainie, a według dokumentów z afery Panama Papers ma ona być powiązana z podmiotami z Brytyjskich Wysp Dziewiczych. Kolejna firma, IWC Global LTD, jest zarejestrowana w Belize. To od niej Silk Road miała otrzymać w 2012 r. pierwszy przelew (tytułem: „zapłata za usługi doradcze”) na 23 tys. zł.
Lubelskie śledztwo zaczęło się od zawiadomienia szefa Krajowej Administracji Skarbowej (wtedy był nim Marian Banaś) po kontroli przeprowadzonej przez Łódzki Urząd Celno-Skarbowy. Śledczy (oraz lubelska delegatura ABW) przeanalizowali przepływy finansowe fundacji Otwarty Dialog i spółki Silk Road, wykonali czynności w ramach międzynarodowej pomocy prawnej i Europejskich Nakazów Dochodzeniowych, przesłuchali wielu świadków. Dowody zebrano w 40 tomach akt.
Kuriozalne zwolnienie
25 czerwca Sąd Rejonowy w Lublinie przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Kramka, z zastrzeżeniem, że wyjdzie na wolność, jeśli wpłaci 300 tys. zł kaucji. Trzy tygodnie później to postanowienie podtrzymał Sąd Okręgowy. Tu dochodzimy do zadziwiającej logiki wymiaru sprawiedliwości. Większość uzasadnienia wydanego przez sąd II instancji (ujawnił je portal wPolityce.pl) wskazywałaby bowiem, że Kramka pod żadnym pozorem nie należy wypuszczać z aresztu.
Wbrew stanowisku obrońców zgromadzony w sprawie materiał dowodowy w dużym stopniu uprawdopodabnia popełnienie przez podejrzanego czynów objętych zarzutami. (…) Nie budzi również zastrzeżeń kwalifikacja prawna zarzucanych mu czynów w kontekście ujawnionych w sprawie okoliczności, wbrew temu co podnosi w zażaleniu obrońca
Sąd potwierdził tym samym dobrą robotę prokuratury. Do podejrzanego nie ma zaś za grosz zaufania:
Istnieje uzasadniona obawa, iż podejrzany mógłby nakłaniać do składania fałszywych zeznań lub w inny bezprawny sposób utrudniać postępowanie. Przedstawione podejrzanemu zarzuty oraz zgromadzone w sprawie dowody, w tym także wyjaśnienia podejrzanego złożone na posiedzeniu, wskazują na specyficzne relacje, wzajemne powiązania rodzinno-towarzyskie oraz zależności pomiędzy osobami zaangażowanymi w działalność spółki i fundacji prowadzonych przez Bartosza Kramka. Powyższe sprawia, że w pełni uzasadnioną jest obawa, iż podejrzany mógłby podejmować próby matactwa oraz innych działań utrudniających postępowanie
Podsumujmy: według sądu Kramek najprawdopodobniej dopuścił się przestępstw wyprania ponad 5 mln zł i wystawiania lewych faktur, zapewne zostanie skazany, ale zanim to nastąpi, będzie próbował w sprawie mataczyć. Dlaczego zatem sąd mu na to pozwolił? Nie sposób zrozumieć takiego stanowiska sędziego Wiesława Pastuszaka (zaangażowanego w działalność Stowarzyszenia „Iustitia”), zwłaszcza że śledztwo wcale nie zostało zakończone i podejrzany może je jeszcze skutecznie utrudniać.
Ostatecznie Kramek wyszedł na wolność, bo jego przyjaciołom udało się zebrać 300 tys. zł poręczenia majątkowego. Od niedawna przepisy nie pozwalają gromadzić w tym celu środków za pomocą zbiórki. Prokuratura mogłaby więc – jak w sprawie Sławomira Nowaka – nie przyjąć tej gotówki. Jednak Kramek został zobowiązany do wpłaty poręczenia nie do prokuratury, lecz do sądu. Pieniądze przyjęto.
Przyjazne wywiady
Czy Kramek próbuje utrudnić śledztwo prokuraturze? Czy wpływa na świadków, instruuje ich, co mają zeznawać? Czy uczestniczy w tworzeniu fikcyjnej dokumentacji, by zalegalizować miliony ze Wschodu? Tego nie wiemy. Odbywa za to tournée po usłużnych mediach, gdzie kontynuuje spektakl przedstawiania się jako więzień polityczny, który obrywa za krytykę obecnej władzy.
Choć to grubymi nićmi szyta narracja (przypomnijmy: „zgromadzony w sprawie materiał dowodowy w dużym stopniu uprawdopodabnia popełnienie przez podejrzanego czynów objętych zarzutami”), są dziennikarze, którzy chętnie udają ślepych na jedno oko.
Tygodnik „Polityka” z troską pochyla się nad ciężkim losem Kramka w areszcie i zadaje pytania w stylu:
To powiem panu, co boli prokuratora. Zarabiał pan kasę za granicą i płacił na fundację, która według PiS przygotowywała pucz
Albo:
Jak udowodnić, czy kilka lat temu pan doradzał, czy pan jednak nie doradzał firmie z Wysp Dziewiczych?
I nie reaguje, gdy w odpowiedzi słyszy zupełne głupoty:
Ciężar dowodu spoczywa na prokuraturze. Może chodzić po prostu o to, by utrzymywać mój status jako podejrzanego i wykorzystywać sprawę propagandowo
Wyjaśnijmy: w dokumentacji spółki znajduje się faktura za wykonaną usługę, a nie ma najmniejszego dowodu na realizację umowy. Jedyny możliwy wniosek: faktura była fikcyjna. Jeśli jest inaczej, podejrzany musi to udowodnić. Mówimy o prezesie i jedynym właścicielu firmy, który zarabiał w niej co najmniej kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, podpisywał dokumenty i wiedział, jakie spoczywają na nim obowiązki. Dziś odwraca kota ogonem. Nic dziwnego, grozi mu dekada za kratami. Nie sposób oprzeć się pokusie wykorzystania przyjaciół w mediach. Ale co kieruje dziennikarzami, którzy wszak odpowiadają za swoje publikacje nie przed Kramkiem, a przed czytelnikami?
Nie martwi się o nich Onet. Wszystkie publikacje tego portalu dotyczące Otwartego Dialogu wyglądają na zadziwiający lobbing na rzecz fundacji. I tu mamy więc festiwal Kramkowych zwodów, na które nie reaguje dziennikarz. Zapytany, czy kontrahenci Silk Road staną przed sądem i wyjaśnią, jak było, Kramek odpowiada:
To jest niestety bardziej skomplikowane, bo mówimy o sprawach sprzed nawet dziewięciu lat i kontrahentach zagranicznych. Niektóre z tamtych spółek już nie istnieją. Współpracował z nimi brat mojej żony, ukraiński przedsiębiorca Petro Kozłowski, który obsługiwał część swoich klientów w ramach naszej spółki. Mieszka dziś w USA, ma serdecznie dosyć całej tej awantury
Naprawdę można się zmartwić relacjami w rodzinie Kramków-Kozłowskich, skoro szwagier pana Bartosza może odmówić zeznań w jego obronie tylko dlatego, że „ma serdecznie dosyć”.
Mówiąc poważnie, rzeczywiście nie ma co spodziewać się, że Petro Kozłowski uratuje skórę mężowi swojej siostry. W tej sprawie jest on bowiem jednym z czarnych charakterów. To on miał najsowiciej wspierać Otwarty Dialog pieniędzmi z wątpliwych źródeł (robił potężne interesy na kontrolowanym przez Rosjan Krymie). To on miał stać za łańcuszkiem firm krzaków, które współpracowały z Silk Road. I to on musiałby się gimnastykować z opowieściami Kramka, według którego to Petro znajdował kontrahentów i z nimi wszystko załatwiał, a sam prezes spółki w zasadzie o niczym nie wiedział. Trudne zadanie.
Dziennikarstwo zaangażowane
Odnotowując wywiady pana Bartosza po opuszczeniu aresztu, warto wspomnieć ten dla kanału Asymetryści online. Zaintrygowany tym, że SokzBuraka dużo pisał o powrocie Tuska, prezes Silk Road stwierdza:
SokzBuraka już nie jest od tego, by promować tutaj Tuska czy jakichś platformersów
Przyznał, że SokzBuraka się zmienił:
To jest teraz medium obywatelskie
Czym więc był wcześniej?
Na pytanie, czy PiS może pożałować, że Kramek zostaje w Polsce (sic!), nasz bohater odpowiedział:
Mam taką nadzieję. Mam nadzieję, że ten plan na Majdan w Polsce uda się w końcu zrealizować
Nawiązał tu do swojego „manifestu” z 2017 r., w którym nawoływał do masowych strajków w celu sparaliżowania państwa, niepłacenia podatków, marzył też o „całkowitym zablokowaniu” parlamentu, KPRM, Pałacu Prezydenckiego, siedziby PiS, a nawet domu Jarosława Kaczyńskiego.
Niezawodna i w tej sprawie jest „Gazeta Wyborcza”. 14 lipca, dzień przed opuszczeniem aresztu przez Kramka, publikuje list otwarty wzywający do uwolnienia podejrzanego. Podpisują się m.in. Lech Wałęsa, Leszek Balcerowicz, Michał Boni, Robert Biedroń, Agnieszka Holland, Paweł Kasprzak, Jarosław Kurski, Marta Lempart, Tomasz Lis, Wojciech Sadurski, Róża Thun. Gdyby nie kilkanaście nazwisk z zagranicy, mielibyśmy idealne odwzorowanie listy dyżurnych „autorytetów”, które podpiszą się pod wszystkim w kontrze do obecnego rządu. W gazecie Michnika obszernie sprawę aresztu opisuje Wojciech Czuchnowski. On sam też podpisał się pod wspomnianym listem. Nie ma się jednak czemu dziwić, z dziennikarstwa wypisał się już dawno.
W jednym z ostatnich wywiadów, tłumacząc, że nie miał pieniędzy na kaucję, Kramek rzucił:
Nie, nasze złote czasy już dawno się skończyły
To akurat prawda. Skończyło się liczenie milionów z niejasnych źródeł i transferowanie ich na konta własne oraz fundacji Otwarty Dialog. Kramek z Kozłowską chyba już wcześniej doszli do takiego wniosku. Przenieśli się do Brukseli, tam mają biuro FOD i – pod tym samym adresem – nową spółkę King’s Landing. Po polsku ta nawiązująca do „Gry o Tron” nazwa oznacza „królewską przystań”. Ale do niej Kramek szybko nie zawinie.
Artykuł z 31/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
