Herostrates ukryty. "Mikrofon pod nos"Herostrates ukryty. "Z pewnością dziennikarze pod Artemizjonem podtykaliby Herostratesowi mikrofon pod nos"

Herostrates był szewcem. Żył w Efezie w IV w. p.n.e. W szóstym dniu miesiąca, który w Atenach zwano Hekatombaion, w roku, w którym po raz 106. obchodzono igrzyska olimpijskie, podpalił świątynię Artemidy. Czym się kierował? Żądzą sławy. Dzisiaj, gdyby żył, pędziłby pewnie na granicę Polski z Białorusią, wyciągał wielkie szczypce i ciął zawzięcie druty kolczaste.
Herostrates był w sposób obsesyjny ogarnięty pragnieniem sławy. To dlatego porwał się na to, co z jednej strony groziło gniewem ludu i srogimi karami, a z drugiej mogło dać mu wieczną sławę. Podpalony przez niego Artemizjon efeski płonął jak wielka, sięgająca niebios pochodnia, cudem uratowano ze świątyni słynny posąg Artemidy. W trakcie pożaru zapanowała panika – dla ludzi był to symbol upadku i znak, iż nadciągają wielkie nieszczęścia: w końcu dlaczego Artemida, sama z siebie, nie obroniła swojej świątyni przed szalonym szewcem? Potem wyjaśniano to ludowi tak: w tym czasie, gdy podpalacz szykował się do ataku na jej przybytek, bogini czuwała nad połogiem – w Pelli, w odległej stolicy Macedonii, na świat przychodził bowiem Aleksander, syn Filipa, który miał do historii przejść pod przydomkiem „Wielki”.
Herostratesa schwytano, po czym w Efezie odbył się nad nim sąd. W ramach kary postanowiono nie tylko go uśmiercić, lecz i odebrać mu zyskaną podłym czynem sławę, wymazać jego nazwisko z historii i z pamięci społecznej na zawsze. I tak by się stało, a ja nie pisałbym o nim teraz felietonu, gdyby nie Teopompos z greckiej wyspy Chios, który w dziele „Filippika” ujawnił w pewnej wzmiance, jak się ów podpalacz nazywał. I cały pomysł z damnatio memoriae diabli wzięli.
Czemu więc dzisiaj przypominam postać Herostratesa? Ano temu, że nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż cała ta idiotyczna akcja „niszczenia zasieków”, podkopywania bezpieczeństwa państwa, czystego wandalizmu jest kierowana li tylko chęcią rozgłosu. Oczywiście, także politycznymi motywami, ale jednak medialna sława, błyszczenie przed kamerami i odgrywanie „obrońców słabych i uciśnionych” zdaje mi się głównym motorem tej „herostratiady granicznej”. Gdyby w 356 r. przed Chrystusem w Efezie istniały kanały telewizyjne, z pewnością dziennikarze pod Artemizjonem podtykaliby Herostratesowi mikrofon pod nos. Tak jak czynią to teraz, z jego imitatorami.
Artykuł z 36/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
