Gej niepełnowartościowy. "Ujawnianie homoseksualizmu"Gej niepełnowartościowy. "Ujawnianie homoseksualizmu nieżyjących już znanych ludzi stało się stałym elementem propagandy gejowskiej"

Przypadek opisany powyżej najlepiej pokazuje, że tu nie chodzi o prawa człowieka i tolerancję dla odmienności, ale o publiczną demonstrację.
Niezła awanturka się rozpętała po tym, jak Jarosław Jakimowicz „ujawnił”, że zmarły przed 10 laty aktor Krzysztof Kolberger był homoseksualistą. Piszę „ujawnił” w cudzysłowie, bo ta sprawa sekretem nie była. I to nie za przyczyną Kolbergera, który – jak zauważył Jakimowicz – swoimi skłonnościami się nie afiszował, nie namawiał innych do złego. Ale o jego męsko-męskim romansie opowiadali świadkowie, którzy widzieli, jaką tragedię przeżywali bliscy aktora.
Ujawnianie homoseksualizmu nieżyjących już znanych ludzi stało się stałym elementem propagandy gejowskiej. Chodzi oczywiście o wywołanie wrażenia, że dewiacja nie tylko jest normą, ale jest powszechna wśród najcenniejszych dla społeczeństwa grup.
W tego typu zestawieniach znanych osób, które miały jakoby homoseksualne skłonności, nieważne są dowody. Skoro Szopen nie żyje, to nie zaprzeczy, kiedy napiszą, że jakiś chłopaczek był dla niego ważniejszy od pani Sand. Konopnicka też nie zaprotestuje, gdy powiedzą, że wybrała Dulębiankę zamiast Gumplowicza. Niekiedy wystarczy pozostawanie w celibacie lub awersja do drugiej płci (co zdarza się po zawodzie miłosnym zaprzysięgłym heteroseksualistom), aby niewinnemu człowiekowi przypisać dewiację. I oczywiście go za to jeszcze pochwalić.
Tym razem jednak o preferencjach Kolbergera opowiedział nie działacz gejowski, ale celebryta związany z prawicą. Co gorsza, powiedział o tym na antenie telewizji, którą podobno należy zlikwidować. Nic to, że o skłonnościach swojego starszego kolegi opowiadał delikatnie, doceniając jego powściągliwość. Bo dla środowiska działaczy homo taka powściągliwość to nie zaleta. Dla nich sytuacja, która dla każdego innego jest normalna – czyli to, że geje są częścią społeczeństwa, ale nie ma powodu, żeby swoje łóżkowe problemy wynosili na sztandary – jest kłopotem.
Przypadek opisany powyżej najlepiej pokazuje, że tu nie chodzi o prawa człowieka i tolerancję dla odmienności, ale o publiczną demonstrację. O upokorzenie normalsów. W tym celu prawdziwy gej powinien przynajmniej raz do roku z tęczową flagą blokować największe miasta kraju. Swoją orientację musi demonstrować też na co dzień, publicznie przytulając swojego partnera, a przynajmniej chodząc z nim pod rękę stołecznym (lub chociaż lubelskim) Krakowskim Przedmieściem. Ten, który tego nie robi, to gej niepełnowartościowy. Jak Kolberger?
Artykuł z 35/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
