Furia, czyli prymus pryncypałaFuria, czyli prymus pryncypała

Studium przypadku warmińsko-mazurskiej prowokacji koalicji 13 grudnia
Urząd Wojewódzki w Olsztynie stał się miejscem klasycznej dla koalicji 13 grudnia prowokacji, o której głośno swego czasu było jedynie lokalnie. Umorzenie śledztwa nią wymuszonego najpewniej było pierwszym takim przypadkiem w skali kraju – wśród postępowań prokuratorskich wynikłych z tzw. rozliczeń rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Stwierdzenie braku przestępstwa skutkowało później też m.in. umorzeniami w sprawach: program „Laptop dla ucznia”, ujawnienie tajemnicy służbowej i organizacja przetargu na zakup aut pościgowych przez byłego Głównego Inspektora Transportu Drogowego, afera „małych reaktorów jądrowych”, które na wstępie – jak w prowokacji warmińsko-mazurskiej – mocno były nagłaśniane medialnie. Obecnie, wraz z innymi umorzeniami śledztw podjętych w ramach masowych ataków na ludzi PiS, egzemplifikują one nawrót zjawiska represji politycznych w Polsce – w państwie należącym do Unii Europejskiej, z jej „wartościami”.
Sąd Rejonowy w Olsztynie 28.01.2025 r. oddalił skargę wojewody Radosława Króla na zatwierdzenie 25.10.2024 r. przez Prokuraturę Okręgową w Olsztynie umorzenia śledztwa dokonanego 22.10.2024 r. przez Komendę Wojewódzką Policji w Olsztynie – w sprawie dwóch dyrektorów z urzędu, których zwolnił Król dyscyplinarnie po postawieniu im 26.01.2024 r. fałszywego zarzutu o wyciek danych służbowych. Skutkiem było zgłoszenie przez Króla sprawy organom ścigania oraz dyskredytujące dyrektorów nagłośnienie jej w mediach. To ostatnie miało na celu publiczne pozbawienie ich wiarygodności już przed rozpoczęciem śledztwa. Jeden z dyrektorów, w myśl prawa pracy, znajdował się wówczas w przedemerytalnym okresie ochronnym.
To prawomocne orzeczenie sądu karnego w sprawie wywołanej i następnie przegranej przez Króla oznacza, iż – z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – doszło do prowokacji politycznej wojewody z Polskiego Stronnictwa Ludowego wobec dyrektorów związanych z PiS, ostatnich takich jeszcze pracujących w urzędzie po wyborach do polskiego parlamentu w 2023 r.
Jerzy Szmit, wieloletni lider PiS na Warmii i Mazurach, w styczniu 2024 r. wypowiedział prorocze wówczas słowa:
„Zostały podjęte bezprawne, policyjne akty przeciwko dwóm naszym członkom. Traktujemy to jako kolejny akt budowania w Polsce tyranii. To są absurdalne zarzuty. Zrobiono u nich rewizję, zostali dyscyplinarnie zwolnieni, a więc to naprawdę początek twardej nagonki na Prawo i Sprawiedliwość i ludzi Prawa i Sprawiedliwości”.
Prokurator Daniel Brodowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, w listopadzie 2024 r. oświadczył (cytat)
„To postępowanie zostało umorzone ze względu na brak znamion czynu zabronionego. W toku postępowania zgromadzono obszerny materiał dowodowy. Ustalono, iż rzeczywiście ze służbowej skrzynki pocztowej została przesłana informacja na adres prywatny wskazany w zawiadomieniu. Natomiast ta informacja to była odpowiedź na zapytanie w trybie dostępu do informacji publicznej. Nie ma tu więc mowy o przekroczeniu przepisów”.
Król prowokacji nie utkał misternie, gdyż jak mówią przepisy:
„Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Mimo, że odpowiedź na zapytanie o informację publiczną była jedna, Król dyrektorów z PiS potraktował drastycznie w sposób „hurtowy”.
Środowisko „naturalne”
Warmia i Mazury, kraina urokliwa, jednakże często bez szczęścia do lokalnych włodarzy. Region rolniczy, stanowiska państwowe i samorządowe licznie okupują tu ludzie PSL. Nazwa partii myląca, zawłaszczona od czcigodnej nieboszczki przedwojennego PSL. Jest ona dobrze tutaj zabetonowana na różnych szczeblach władzy a ludzie PSL doskonale wiedzą, gdzie leżą konfitury i zdobywając władzę skrupulatnie tę wiedzę wykorzystują. Po to po tę władzę namiętnie sięgają.
Dzieje PSL od 1949 r., i wcześniejsze od 1945 r., uwzględniając zawieruchę po 1989 r. wskazują, iż mentalnie partia ta zawsze tkwiła i nadal jest zadurzona w totalitarnych ciągotach. Profil partii satelickiej, podczepiającej się do szkodliwych dla Polski partii dominujących, aby tylko uzyskać dla swoich ludzi kawałek władzy. Tak było za PRL (ZSL z PZPR), tak jest i po 1989 r. (PSL z Platformą Obywatelską, przefarbowaną obecnie na Koalicję Obywatelską). Partia ta nadal powinna zwać się Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, z którego się ona przepoczwarzyła. Chwaląc się aż 73 tys. członków, PSL na szczeblu krajowym uzyskuje poparcie sondażowe na poziomie stronnictw kanapowych – z reguły poniżej progu wyborczego. W takich warunkach, po ostatnich wyborach do Sejmu, notabene wygranych przez PiS, PSL „załapało się” na dwa stołki wojewodów.
PSL-owski spiritus movens
W województwie warmińsko-mazurskim wojewodą został Radosław Król z PSL, ówczesny wójt Gminy Wydminy, który nie jest w ciemię bity i również doskonale wie, gdzie leżą konfitury. Niedługo po nominacji, wraz z wojewodą pomorską, dokonał wzajemnej międzywojewódzkiej wymiany stołków w radach nadzorczych, które oboje zagarnęli na własny użytek – w celu zapewnienia sobie i koleżance z Gdańska bardziej godnych zarobków. Rzucił się na kasę, lecz po kilku tygodniach zasiadania w radach (Król w okresie od 11.01.2024 r. do 20.02.2024 r.) oboje zrezygnowali. Rezygnacje te ponoć nastąpiły, gdy oboje wojewodów na dywanik wezwał minister spraw wewnętrznych i administracji (wówczas i obecnie) Kierwiński. Król miał tłumaczyć się tym, że jako wójt zarabiał więcej niż jako wojewoda.
„To niech pan zrezygnuje ze stanowiska wojewody”
– miał zareagować minister.
Na forum ogólnopolskim największy rozgłos zdobył Król w marcu 2025 r. jako „Harry Potter z Warmii i Mazur”, kiedy medialnie zaatakował dziennikarki Polskiej Agencji Prasowej – spółki w likwidacji, których następnie z tego powodu zmuszony był bronić redaktor naczelny PAP. Sprawa dotyczyła „czarodziejskich różdżek” Króla, które wówczas sławą przebiły te z Hogwartu. Podpisując umowy na drogi rozdawał samorządowcom (60 osób) różdżki z własnym nazwiskiem i gwiazdką na czubku, aby machali nimi przed mapą regionu. Przy okazji zademonstrował swoje ego, po tych wydarzeniach stwierdzając w odezwie z 27.03.2025 r. do dziennikarzy „z Mikołajem Kopernikiem u boku otwierałem nowy olsztyński dworzec”.
Król nie tylko dzierży majestat wojewody, jest również wiceprzewodniczącym Rady Naczelnej PSL. Czuje się ważny, gdyż politycznie niańczy go Urszula Pasławska, wiceprezes PSL i sekretarz Ukraińskiego Zespołu Parlamentarnego, którego celem jest dbanie o interesy Ukraińców i Ukrainy w Polsce. Swego czasu oburzenie wywołał wybór Pasławskiej, która kocha zwierzęta … zabijać, i stąd aktywnej myśliwej oraz prezeski Klubu Dian Polskiego Związku Łowieckiego, na przewodniczącą sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Jej asystentem społecznym był działacz PSL z Kętrzyna, aresztowany za posiadanie brutalnej pornografii dziecięcej, który aktywnie reklamowany był przez Króla w wyborach do Rady Powiatu w Kętrzynie, co miało miejsce po 2 miesiącach od prowokacji Króla przeciwko dyrektorom z PiS.
Koryto+ i Rodzina na „swoim”
Został Król fanem funduszy unijnych, które hojnie, lecz najchętniej swoim, rozdaje PSL-owskie szefostwo urzędu marszałkowskiego i agencji mu podległych. Merkantylną miłością do funduszy zaraził swoją najbliższą rodzinę. Już po 18 dniach od chwili zarejestrowania firmy przez żonę Króla (jednoosobowa działalność gospodarcza) złożyła ona wniosek o dofinansowanie na kwotę będącą najwyższą wśród wnioskodawców ogłoszonego projektu. Przydział takich środków uwieczniła fotografia – PSL-owski uścisk dłoni Króla i Gustawa Marka Brzezina, ówczesnego marszałka województwa, obecnie członka Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL i senatora, posiadacza tytułu MBA z Collegium Humanum, oraz żonę Króla, która w tle im statystuje.
Tak to, dopieszcza Król swoją żonę podczas gdy na domy cudzych żon sprowadza armagedon.
Przetarty szlak do unijnego cycka Król wykorzystuje w sposób efektywny. Pieniądze do niego i jego rodziny płyną wartkim strumieniem. Beneficjentami środków unijnych od wielu już lat są regularnie: Król, jego żona, syn, ojciec (był do śmierci), brat i siostra. Według szczątkowych danych trafiło do nich co najmniej 4,24 mln zł. Suma ta może być wierzchołkiem góry lodowej, gdyż dotyczy niewielkiej części okresu wartego uwagi. Część operatorów funduszy unijnych, wbrew prawu lecz z determinacją, zataja informację publiczną, która dotyczy tego rodzaju wypłat.
Źródła inspiracji
Niefortunne dla Króla konstelacje polityczne, gdy premier i pozostałych 14-stu wojewodów są spoza PSL, spowodowały dążenie PSL-owskiego aparatczyka do zajęcia pozycji prymusa u formalnie nowego pryncypała – Tuska, a nie tylko u „Tygryska” vel „Top Gun”. Niezbędne stały się neoficka nadgorliwość i spektakularne działanie, najlepiej w cenionej przez Tuska dziedzinie tępienia „Pisiorów”, nazywanego dla niepoznaki „rozliczaniem”. Nieocenionym jest punkt II pt. „Rozliczenie rządów Zjednoczonej Prawicy” w umowie zawartej przez koalicję 13 grudnia. Jest on jednym z trzech punktów, z których składa się ten dokument. Jego intencje, choć zawoalowane, są jasne mogąc znajdować dla siebie wzorzec w ustawach norymberskich z 1935 r. Wszak w tych chodziło o „opiłowanie” Żydów i ewentualnie o pozbycie się ich z III Rzeszy Niemieckiej – wówczas nie chodziło w nich jeszcze o ich mordowanie. Listę proskrypcyjną osób z PiS do wyrzucenia ze stanowisk na Warmii i Mazurach sporządziła Królowi zawczasu Gazeta Wyborcza w wydaniu lokalnym z 23.10.2023 r. Listę tę, jako wzywającą do dyskryminacji „Pisiorów”, wspomniany już Jerzy Szmit zgłosił do prokuratury, w której zgłoszenie to zostało zignorowane.
Ostatnie 2 lata pokazały, jakie były zamiary koalicji 13 grudnia. Wtrącanie „Pisiorów” do więzień, z docelową opcją anihilacji PiS. Po drodze, obrzucanie błotem i odebranie wiarygodności. W tym celu, oprócz blokady finansowania tej partii z budżetu państwa i zabierania „Pisiorom” stołków, Tusk w całym 2024 r. zredukował wypełnienie aresztów śledczych i zakładów karnych z 75 tys. do 70 tys. więźniów, tj. do poziomu najniższego w ostatnich latach. Pojemność cel to 83,4 tys. miejsc, co już koalicji 13 grudnia wystarczało dla „Pisiorów”. Lecz to dla Tuska było za mało i dlatego przygotowano projekt nowelizacji Kodeksu karnego wykonawczego mającej m.in. na celu dodatkowe zluzowanie nadal zajętych pryczy więziennych. Miała ona umożliwić uwięzienie jeszcze więcej „Pisiorów”, lecz ustawę tę w marcu 2026 r. zawetował Prezydent RP. Koalicja 13 grudnia już teraz pozyskuje wolne miejsca wypuszczając z więzień przestępców z powodu kwestionowania wyroków tzw. neo-sędziów. Jednak najbardziej spektakularnym przypadkiem tego obłędu było wypuszczenie 18.03.2025 r. z więzienia byłego kumpla partyjnego Tuska z PO – Ryszarda Cyby, mordercy działacza PiS Marka Rosiaka i prawie zabójcy jeszcze drugiej osoby, którego 20.12.2011 r. za obie zbrodnie skazano na karę dożywocia, a który planował również zamordowanie Jarosława Kaczyńskiego.
Dla Króla inspiracją do bezpardonowego działania mogły też być olsztyńskie reminiscencje obu totalitaryzmów – górujący nadal nad miastem (topograficznie i symbolicznie) monumentalny Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej, który jest pierwszoplanowym widokiem z okien jego gabinetu, a także szowinistyczne hasła głoszone pod adresem przeciwników politycznych na spędach partyjnych PO, cyklicznie organizowanych w Olsztynie i zwanych Campus Polska Przyszłości. Jak np. to na nutę faszystowską, wyśpiewywane później 25.08.2024 r.: „A PiSowcy wypierdalać! Nigdy ust nam nie zamkniecie, j...ć was pisowskie śmiecie, cała Polska krzyczy dziś Jebać PiS” ku uciesze uczestniczącego tłumu i przy akceptacji proniemieckich i krypto prorosyjskich szefów PO, kiedy w roli wodzirejów za DJ-ską konsolą wystąpili Nitras ze Szłapką, a Tusk temu potem przyklasnął. Spędy sponsorowane były wydatnie przez PSL-owskie samorządy.
18 lutego 2025 r. ambasador Rosji w Polsce Sergiej Andriejew w towarzystwie rosyjskiej delegacji złożył swój wieniec niby pod tym monumentem, lecz wyszło niemalże pod oknami Króla. Były europoseł Bogusław Rogalski nazwał tę wizytę „rosyjską prowokacją”. Czyżby Rosjanin czerpał z lokalnego „mistrza”? Przed 17 września 2025 r. władze miasta kosztem 6,5 tys. zł odnowiły rzeczony pomnik. Może, aby uświetnić dzień 86 rocznicy napaści sowieckiej na Polskę?
Prymus pryncypała
W sprawie dyrektorów z PiS nie czekał Król aż całego roku do chwili, gdy Tusk w styczniu 2025 r. ponaglać będzie Bodnara, ażeby ten szybciej realizował zapuszkowanie „Pisiorów”. Nie chodzi tu jednak o Wasyla Bodnara, ambasadora Ukrainy w Polsce, lecz o polskiego ministra „sprawiedliwości”, którego syn Mikołaj 5.03.2021 r. usłyszał wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa za wymuszenia rozbójnicze z użyciem noża.
Wpychając w styczniu 2024 r. za pomocą prowokacji w łapy wymiaru sprawiedliwości dyrektorów z PiS, dotąd niedoświadczonych na tym polu, miał Król nad nimi zdecydowaną przewagę – własne obeznanie z Kodeksem karnym, prokuratorami i sądami. Gdy był politykiem prowincjonalnym na stanowisku wójta w Wydminach prokurator z Giżycka przedstawił mu zarzuty przekroczenia uprawnień w związku z decyzjami zezwalającymi na wydobycie żwiru z nieczynnych kopalni w Talkach i Mazuchówce, choć gmina nie posiadała wymaganych koncesji („afera żwirowa”). Innym razem przedstawiono mu zarzuty przekroczenia uprawnień polegającego na zakupie przez gminę węgorzy bez wymaganej prawem procedury („afera węgorzowa”).
Może temu absolwentowi rybactwa śródlądowego chodziło o połów ryb w mętnej wodzie?
Zasiadł Król w rydwanie awangardy nie tylko na niwie tępienia „Pisiorów”. W październiku 2011 r. Stwierdził:
„Jestem członkiem zespołu prof. Dariusza Kucharczyka, któremu udało się doprowadzić węgorza do udanego tarła w sztucznych warunkach – po raz pierwszy na świecie!”.
W 2019 r. profesora skazano prawomocnie w Sądzie Okręgowym w Olsztynie za nieprawidłowości w projekcie naukowym, o którym Król mówił, który kosztował kilkadziesiąt mln zł środków publicznych. W marcu 2024 r. Król-wojewoda powołał profesora na swojego pełnomocnika. Przy innej okazji, jako wójt Gminy Wydminy, stwierdził:
„Chcę doprowadzić do tego, by Wydminy były w pierwszej puli typowanych stacji rozrodczych … i za kilka lat to się stanie”. Nie stało się.
Prowokacja wymierzona w dyrektorów z PiS sprawiła, iż przysługuje Królowi tytuł pioniera we wdrażaniu w Polsce nowego ustroju prawnego – tzn. bezprawia, dla którego kamieniem węgielnym były słowa Tuska z 21.11.2023 r. o działaniach (cytat) „zgodnie z prawem, tak jak my je rozumiemy”, następnie przyklepane przez niego 10.09.2024 r. stwierdzeniem o (cytaty) „demokracji walczącej”, która może wymagać „nie do końca zgodnych z literą prawa” działań, jakie mają zaprowadzić „Pisiorów” do „Norymbergi”, co – z kolei – Tusk zapowiedział 6.09.2024 r.
Wcześniej, przed prowokacją Króla, a już po napaści służb Tuska na instytucje publiczne, nastąpił „jedynie” napad 9.01.2024 r. na Pałac Prezydencki w celu aresztowania Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego, którzy zgodnie z Konstytucją RP (ale tą z 1997 r.) zostali ułaskawieni przez Prezydenta RP. Dopełnieniem tego skandalicznego wydarzenia było wówczas zablokowanie „zepsutym” autobusem wyjazdu z Belwederu, aby uniemożliwić mu stosowną reakcję w Pałacu.
Dopiero po prowokacji Króla nastąpiły aresztowania księdza Michała Olszewskiego oraz Urszuli Dubejko i Karoliny Święcickiej (aresztowanej jako Kucharska), dwóch urzędniczek z Ministerstwa Finansów, które – podobnie jak księdza – w więzieniach Tuska traktowano w sposób niehumanitarny, nieznany współczesnym kanonom cywilizacji europejskiej. Skutek – po wyjściu z tuskowego mamra u księdza stwierdzono zespół stresu pourazowego (PTSD). Poza tym, włamanie służb Tuska do domu schorowanego Zbigniewa Ziobry, bezprawne aresztowanie przez te służby Marcina Romanowskiego, posiadającego wówczas aktywny immunitet europejski, oraz cały szereg innych, często nielegalnych, lecz personalnie nacelowanych działań koalicji 13 grudnia – co charakterystyczne – wyłącznie w „Pisiorów”, gdyż przestępcy z ferajny administrującej państwem aktualnie mają bezterminowy immunitet bezkarności. Prokuratorzy z 600 postępowań „pozostających w zainteresowaniu opinii publicznej ze względu na ich przedmiot oraz charakter, prowadzonych i zakończonych w latach 2016–2023”, a więc dotyczących „immunitetowanych”, są obecnie przez ludzi Tuska napiętnowani karami dyscyplinarnymi. Cel tych działań jest oczywisty.
Instytucje monitorujące, niezwiązane z reżimem Tuska, dostrzegają antydemokratycznie inspirowane przez niego polityczne awanturnictwo mające na celu likwidację demokracji w Polsce. W lutym 2025 r. opublikowano raport Hudson Institute na temat stanu polskiej demokracji pt.„Kiedy demokraci rządzą niedemokratycznie. Przypadek Polski”, a 13.05.2025 r. Kongres USA skierował do Komisarza Unii Europejskiej ds. demokracji, sprawiedliwości, zasad prawa i ochrony konsumentów list w sprawie „naruszania demokratycznego porządku” przez Tuska i jego koalicję.
Nie zawsze z prawem mu po drodze
W 2014 r. prowokacją polityczną nazwał Król, ówczesny wójt Gminy Wydminy, uwagi skierowane do niego przez przewodniczącego Rady Gminy Wydminy o nielegalnym postawieniu pomnika w Wydminach. Król zrealizował go z pominięciem wymaganych procedur prawnych – jak to wyjaśnił (cytaty) „ponieważ bardzo się śpieszył” a „te wszystkie uchybienia to formalności”.
Podobnie zdystansowane postrzeganie prawa zaprezentował Król w sprawie „afery żwirowej”, gdy na koniec stwierdził (cytat) „Nie zdawałem sobie sprawy, że prawo w tym względzie jest tak restrykcyjne”. 22.01.2016 r. Sąd Rejonowy w Giżycku po trwającym prawie 3 lata procesie uznał Radosława Króla winnym zarzutów przekroczenia uprawnień w zakresie dotyczącym nielegalnego wydobycia żwiru z dwóch nieczynnych kopalni. Sąd ostatecznie uznał w wyroku, że społeczna szkodliwość czynu nie jest wysoka i warunkowo umorzył postępowanie karne na okres próby 1 roku oraz zasądził nawiązkę na rzecz Skarbu Państwa. Po wniesieniu, m.in. przez obrońcę oskarżonego Króla, apelacji od tego wyroku do Sądu Okręgowego w Olsztynie, sąd ten 26.09.2016 r. zmienił rozstrzygnięcie sądu I instancji – częściowo Króla uniewinnił, a częściowo wyrok wobec niego uchylił, finalnie umarzając postępowanie z powodu przedawnienia karalności czynu, który wyczerpywał znamiona wykroczenia z Prawa geologicznego i górniczego. Strat materialnych gminy (nieustalonych rozmiarów) poniesionych w wyniku bezprawnych decyzji Króla, które skutkowały m.in. zużyciem gminnego żwiru na cele prywatne, sąd ten za bardzo nie roztrząsał.
Z kolei w sprawie „afery węgorzowej” 29.11.2013 r. Sławomir Fronczak, asesor Prokuratury Rejonowej w Giżycku, stwierdził
„Analizując zgromadzony w przedmiotowej sprawie materiał dowodowy stwierdzić należy, iż czyny zarzucane … oraz Wójtowi Radosławowi Król w pełni wyczerpują znamiona zarzucanych im przestępstw. Oczywistym jest, iż w przedmiotowej sprawie doszło do antydatowania dokumentacji zakupowej celem przedłożenia jej organom kontrolnym … . Podejrzani sporządzając przedmiotową dokumentację, poświadczyli w niej nieprawdę co do okoliczności w niej zawartych”,
aby następnie w tym dokumencie, czyli postanowieniu o umorzeniu śledztwa, sprawę spacyfikować uzasadnieniem, że czyny których dopuścił się m.in. Król (cytat) „nie stanowią przestępstwa z uwagi na ich znikomą społeczną szkodliwość”. A przecież, mowa jest tam m.in. o najważniejszym urzędniku w gminie i o sfałszowaniu dokumentu przetargowego w związku z zamówieniami publicznymi, które miało na celu wywieść w pole organ kontrolny! W tym samym dokumencie Fronczak stwierdził
„Do popełnienia zarzucanych czynów doszło wskutek nie przestrzegania przez … oraz Wójta Gminy Wydminy regulaminu, którego sam był twórcą”.
Prowokacja warmińsko-mazurska
Organy ścigania nie radzą sobie z groźnymi i dotkliwymi dla ofiar rodzajami przestępstw, np. uderzającymi w osoby starsze oszustwami „na wnuczka”, czy – nomen omen – „na policjanta”. Sugerują nawet ofiarom rezygnację ze zgłaszania tych przestępstw, nie widząc szans na skuteczny finał mimo, iż w ich wyniku niektóre z ofiar schodzą później śmiertelnie (epizody sercowe u osób starszych). W 2024 r. odnotowano w Polsce 3.825 zgłoszeń tego rodzaju oszustw, w których łączne straty ofiar przekroczyły 156 mln zł. Bezradne są również wobec popularnych, aczkolwiek bardzo brutalnych, bandyckich napadów np. grup ze Wschodu, które miały miejsce szczególnie na Podkarpaciu i w Warszawie. W przypadku przestępczości krytycznej (szpiegostwo, dywersja, terroryzm, mafie) organy te najczęściej są, jak dziecko we mgle. Książkowym przykładem jest tu kompromitacja służb w działaniach wobec Ukraińca na Okęciu, z walizką sprzętu do zagłuszania systemów elektronicznych, aresztowanego dopiero 26.12.2025 r. po spędzeniu przez niego na lotnisku co najmniej 9 dni. W tym czasie zgłaszane były awarie systemów informacyjnych lotniska, a np. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tym tematem w ogóle nie była zainteresowana.
W zamian za tę indolencję, ochoczo i z determinacją adekwatną do wagi tamtych groźnych przestępstw, organy ścigania wciągnąć się dały potulnie do prowokacji Króla przeciwko wykonującym zgodnie z prawem swoje obowiązki służbowe dyrektorom z Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie. Korzystając z okazji, że w sprawach politycznych są one u koalicji 13 grudnia „na krótkiej smyczy” (vide: połajanki Bodnara przez Tuska) użył Król organów jak pretorian.
Rano w piątek 26.01.2024 r. rozegrały się sceny jak wyjęte z filmów o ujęciu groźnego przestępcy. Do gabinetu całkowicie zaskoczonego dyrektora największego wydziału urzędu o godz. 9:00 w furii wkroczyli Mateusz Szauer – I wicewojewoda z PO (posiadacz tytułu MBA z Collegium Humanum), Monika Choroszewska-Pleńkowska – dyrektor generalna (nie wiadomo skąd), Joanna Czarkowska-Kalinowska – urzędniczka biura wojewody z Polska 2050 Warmińsko-Mazurskie wraz z 4 policjantami oraz innymi osobami, których gabinet dyrektora nie był w stanie pomieścić. Oświadczyli, że z komputera dyrektora nastąpił wyciek służbowych danych, za który grozi „do 3-ch lat więzienia”. Zażądali oddania służbowego laptopa i komórki. Zabierając sprzęt odpowiednio go zabezpieczyli (rękawiczki, torby z zamknięciami strunowymi, obfotografowanie). Przy tym, ostrożnie gospodarując prawdą, stanowczo zaprzeczyli sugestii dyrektora, że działania te są prowokacją polityczną. Później w urzędzie poszła plotka, że dyrektora wyprowadzali w kajdankach. Tak się nie stało, natomiast dyrektor generalna poleciła pozostać dyrektorowi w urzędzie do godz. 14:00, o której – jak oświadczyła – nastąpi wręczenie dokumentu z odwołaniem ze stanowiska. Drugi z zaatakowanych, czyli zastępca dyrektora wydziału, był w tym dniu na jednodniowym urlopie wypoczynkowym.
Wspólnie i w porozumieniu Króla z policją punktualnie o godz. 14:00 nastąpiły w sposób zsynchronizowany: w urzędzie wręczenie dyrektorowi przez Króla i Choroszewską-Pleńkowską zwolnienia dyscyplinarnego, zamiast zwykłego odwołania ze stanowiska służby cywilnej, natomiast w innej części miasta napad policji na dom dyrektora z udziałem Czarkowskiej-Kalinowskiej, oddelegowanej przez Króla do udziału w tym napadzie.
Policja nadużywając prawa, czyli działając nielegalnie, dokonała przeszukania mieszkania na podstawie legitymacji policyjnej – nie dysponując niezbędną do tego podstawą. Machnęła czymś przed oczami zaskoczonego i oniemiałego gościa domu, gdyż domowników nie było na miejscu. Chronologia i scenariusz wydarzeń wskazują, iż nie zachodził wówczas stan wyższej konieczności, który usprawiedliwiłby zastosowanie takiego ekstraordynatoryjnego trybu działania policji. Każde przeszukanie mieszkania ogranicza prawa i wolności zagwarantowane w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (art. 8) oraz w Konstytucji RP, takie jak prawo do: prywatności (art. 47 ustawy zasadniczej), tajemnicy komunikowania się (art. 49) i nienaruszalności mieszkania (art. 50). Za pomocą legitymacji policyjnej przeszukanie jest dopuszczalne wyłącznie w okolicznościach niespodziewanych dla policji, których nie była ona wcześniej w stanie przewidzieć. Jak np. nagła konieczność przeszukania podczas pościgu za przestępcą lub pilna potrzeba podjęcia działań w czasie, gdy dostęp policji do prokuratora jest niemożliwy. Po zakończeniu napadu na dom dyrektora w Olsztynie, policja następnie napadła na dom jego zastępcy, znajdujący się w innym mieście – również nie przedstawiając postanowienia prokuratora o przeszukaniu.
Od rana w piątek 26.01.2024 r., lub nawet od czwartku (to był dzień zgłoszenia przez Króla „przestępstwa” do prokuratury), policja dysponowała wystarczająco długim czasem (co najmniej 5 godzin albo nawet ponad całą dobę), aby uzyskać u prokuratora postanowienia o przeszukaniach obu domów. Lecz nie raczyła tego uczynić mimo, iż dostała tę „robotę” właśnie od prokuratora, a siedziby policji i prokuratury są od siebie oddalone zaledwie o 300 m. Zatwierdzenie post factum przez prokuratora obu tych nielegalnych najść, jako przeszukań, nie anuluje ich bezprawności.
Przeszukanie domów dyrektorów na podstawie postanowienia prokuratora byłoby nie tylko legalnym trybem działania policji w okolicznościach mających wówczas miejsce, lecz także byłoby prawidłowe jeszcze z innych powodów. Chociażby w kontekście głośnego i brutalnego napadu rabunkowego w Kobyłce pod Warszawą, dokonanego 13.02.2025 r., podczas którego napastnicy wtargnęli do domu ofiar przedstawiając się jako policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji, nie dysponujący jednak – podobnie, jak w przypadku prowokacji warmińsko-mazurskiej – postanowieniem prokuratora o przeszukaniu. W tym przypadku intruzi byli tak sugestywni, że napadnięci dopiero po dłuższym czasie od napadu zadzwonili do prawdziwej komendy policji. Względem tej przestępczej wizyty różnicę stanowiło jedynie, iż w domach dyrektorów intruzi przedstawili się jako Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Czy innych napadów: 14.05.2025 r. na dom w Kępnie (Wielkopolska) i 4.11.2024 r. na mieszkanie przy ul. Bagno w Warszawie – podczas których bandyci przedstawili się jako policja, a nawet ubrani byli w stroje tej formacji. Również i oni włazili bez okazania nakazu prokuratora.
Ustalając z Królem zatrzymanie dyrektora w urzędzie policja pozbawiła go należnego mu prawa wynikającego z ustawy – do obecności podczas przeszukania jego domu. Policja zarekwirowała więcej urządzeń, niż wpisała do sporządzonego na tę okoliczność protokołu, zachowywała się arogancko tak, jakby już w tym domu wielokrotnie była i jeszcze miała zamiar bywać, kpiła sobie z żony dyrektora w jej własnym domu oraz kłamała jej prosto w oczy. Gdy ta powróciła z pracy zmęczona po przyjęciu kilkudziesięciu pacjentów w miejscu, w którym od 7 lat nikt inny nie chce ich leczyć, zastała intruzów grasujących w jej domu, którzy wleźli w brudnych buciorach i brudnymi łapami wywijali w powietrzu jej bielizną osobistą oraz przetrząsali pozostałą zawartość szaf. Podczas tego napadu policji obecny był jedynie gość domu, któremu uniemożliwiono wykonywanie pierwszej w życiu stałej pracy, w trybie zdalnym, pozyskanej niewiele wcześniej po rocznym okresie jej poszukiwania. Na pytanie żony dyrektora przybyłej do domu później „Dlaczego mąż nie uczestniczy w tej „wizycie” policji” odpowiedziano jej, że „Dlatego, gdyż nie chciał uczestniczyć”, co było ordynarnym kłamstwem. Dyrektora o napadzie policji nie powiadomiono. Intruzi odmówili też odpowiedzi na pytania: czego sprawa dotyczy, jakie zarzuty stawiane są mężowi i gdzie aktualnie on się znajduje. Podobnie burzliwy przebieg miał napad na dom drugiego z dyrektorów, gdzie policja dodatkowo zagroziła „użyciem siły”. Zarekwirowany podczas napadu sprzęt prywatny dyrektor odzyskał dopiero po 14 miesiącach. Jednej z jego rzeczy nie zwrócono mu aż do dnia dzisiejszego, pomimo umorzenia sprawy. Przyjmując w styczniu 2024 r. od Króla zgłoszenie „przestępstwa” prokuratura z policją prawidłowo odczytały polityczny przekaz – imperatyw znalezienia haków na dyrektorów z PiS. Dlatego sidła rozstawiono na nich szeroko. Wprawdzie zakres i szczegóły śledztwa nie są znane lecz wiadomo, iż sprawą zajmowały się przynajmniej Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości oraz Wydział do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Zawartość serwerów pocztowych policja próbowała dosięgnąć nawet u pracodawców członków rodzin dyrektorów. Celu w postaci zdobycia haków nie udało się jej jednak osiągnąć.
Umorzenie jesienią 2024 r. śledztwa było dla Króla urwaniem się organów „ze smyczy”. Nie musiało tak być, gdyż jak wskazują przykłady z Warszawy, brak przewinień „Pisiorów” nie jest przeszkodą dla prób ich zapuszkowania. Gdy zadanie postawione przez Króla organy zrealizowały niezgodnie z planem oprotestował on to do sądu. Podważając prawidłowość ich działania, wywarł też nacisk polityczny na prokuraturę, gdyż po zaskarżeniu a jeszcze przed wysłaniem skargi Króla do sądu weryfikuje ona swoją wcześniejszą pracę. Tym razem prokuratura nie ugięła się. Sąd w wyroku prawomocnie umarzającym sprawę podsumował Króla:
„Zażalenie stanowi jedynie polemikę z oceną dowodów dokonaną przez prowadzącego postępowanie, jest wyrazem niezadowolenia z podjętego w sprawie rozstrzygnięcia”.
Królowi, jako PSL-owcowi innych mierzącemu według miary PSL, nie zmieściło się w głowie, że nie znaleziono niczego nielegalnego. Musiał odczuć, że zawiódł Tuska, chociaż nie całkiem tak się stało. Zaś biorąc pod uwagę ustalenia prokuratury giżyckiej w sprawie „afery węgorzowej” nie można wykluczyć, iż taki przebieg sprawy mógł być dla Króla rozczarowujący także z uwagi na brak fabrykacji przez organy ścigania dowodów, które konieczne były dla potwierdzenia „przestępstwa” przez niego insynuowanego.
Dyrektorom w żadnym momencie nie postawiono zarzutów karnych. Tym samym pozbawiono ich możliwości obrony własnej w okresie długotrwałego śledztwa i haniebnego szkalowania ich, ponieważ nie uzyskali oni statusu stron w sprawie – pomimo, że prowokacja Króla i będące jej skutkiem ostrze agresji organów ścigania były wymierzone wyłącznie w nich.
Dom uniwersalnie postrzegany jest jako miejsce święte dla każdej rodziny, będące symbolem bezpieczeństwa, schronienia i osobistej przestrzeni. Gdy poprzez prowokację nie udało się Królowi postawić dyrektorów przed obliczem Temidy i wsadzić ich do pudła, jego wianem dla Tuska pozostanie: represjonowanie „Pisiorów”, naruszenie ich dóbr osobistych i domowego miru.
Zwolnienia dyscyplinarne z pracy dopełniły prowokację Króla. Jest to jego swoiste modus operandi. Pozbywania się niewygodnych pracowników trenował już w Wydminach. Grupa osób z tej przyczyny wpadła tam w tarapaty, lecz niektóre z tych spraw zostały później rozstrzygnięte dla pracowników korzystnie. Urząd Gminy w Wydminach musiał ponieść koszty tych „treningów”. Tego rodzaju zwolnienia, już pod szyldem koalicji 13 grudnia, Król zmodernizował uzupełniając je o donoszenie na zwalnianych ludzi z PiS do prokuratury po to, aby spełnić wymogi Tuska.
„Sprawiedliwość” według Sądu Okręgowego w Olsztynie
Do czego jeszcze zdała się Królowi prowokacja, dosadnie acz logicznie objaśniła w sieci jego, jak się zdaje, bliska współpracowniczka:
„Oj naiwni Wy, naiwni, a Pan Redaktor niedouczony. Wojewoda wywalił gościa z pisu skutecznie i bezkosztowo. Normalnie wypowiedziałby mu umowę o pracę i zapłacił 3-miesięczne wynagrodzenie za okres wypowiedzenia. Ponieważ Pan z pisu jest w wieku ochronnym przedemerytalnym, co chroni przed wypowiedzeniem. Dlatego został zwolniony dyscyplinarnie. Efekt - sąd nie przywrócił pana z pisu do pracy, ale zasądził mu 3-miesięczne odszkodowanie. Skutek - pana z pisu nie ma w urzędzie, kosztem 3-miesięcznej pensji, którą i tak trzeba wypłacić w przypadku wypowiedzenia i zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia. Takie to pyrrusowe zwycięstwo. Tak naprawdę wygrał p. Król”.
Objaśnienie to pojawiło się, gdy sąd pracy I instancji 21.03.2025 r. przyznał rację dyrektorowi, w wyroku uznając „dyscyplinarkę” za niesłuszną. W tej instancji rozprawy trwały łącznie niemal 10 godzin, przesłuchano szereg świadków (wyłącznie ze strony Króla), a sąd w 3-osobowym składzie wszechstronnie zapoznał się z dokumentami i z opiniami. Wskutek apelacji od nieprawomocnego wyroku, wniesionej przez Króla do Sądu Okręgowego w Olsztynie, sędzia Tomasz Madej w 1-osobowym składzie sądu i na rozprawie 16.07.2025 r. trwającej mniej niż 30 minut „do góry nogami wywrócił” wyrok sądu I instancji. Uznał „dyscyplinarkę” za słuszną – z powodu kilku krótkich maili z treściami wyłącznie prywatnymi, wysyłanych miesięcznie przez dyrektora do żony i jego dzieci ze służbowej skrzynki pocztowej, oraz z powodu przechowywania zewnętrznego dysku twardego (służbowego, z szyfrowaną zawartością – z kopią bezpieczeństwa danych z laptopa służbowego dyrektora) w jego domu, co wynikało z braku warunków do przechowywania w pracy. To ostatnie nie naruszało żadnych regulacji prawnych! W dziedzinie informatyki nonsensem jest trzymanie razem danych informatycznych i ich backup-u (kopii bezpieczeństwa) w tym samym miejscu – z powodu zagrożeń: pożarem, zalaniem, kradzieżą, itp. Śledztwo będące skutkiem prowokacji Króla potwierdziło, że dane były bezpieczne i nie wyciekły.
W uzasadnieniu wyroku Madej literalnie skopiował z Króla tezę, iż zagubienie dysku (cytat) „spowodować mogło trudne do oszacowania szkody, także z punktu widzenia bezpieczeństwa Państwa”, oraz jej uzasadnienie. Pomimo iż, żaden z dokumentów oraz materiałów w zasobach informatycznych dyrektora nie posiadał klauzuli tajności, o której jest mowa w ustawie o ochronie informacji niejawnych (tj. ściśle tajne, tajne, poufne, zastrzeżone). Tak to, okazało się, że Sławosz Uznański-Wiśniewski nie był jedynym Polakiem, który w 2025 r. odleciał w kosmos.
Bałagan (dotąd tolerowany) w treści oświadczeń majątkowych składanych corocznie przez Madeja, jako sędziego, do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku nie może być wystarczającym wyjaśnieniem genezy tego zaskakującego rozstrzygnięcia. Jednakże odtąd tego typu analizy, np. podjęte w celu weryfikacji stopnia czyjejś naturalnej niestaranności, będą niemożliwe, gdyż Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2.12.2025 r. zmienił paradygmat jawności oświadczeń majątkowych sędziów – zasada jawności oświadczeń zostaje zastąpiona zasadą ich niejawności.
W apelacji rozstrzygnięcia sądów pracy podejmowane są obecnie w składach 1-osobowych, podczas gdy jeszcze przed nadejściem pandemii Covid-19 przepisy wymagały składów 3-osobowych – na wypadek, gdyby np. któryś z sędziów pracował w stanie obniżonej formy własnej.
Ochrona przedemerytalna dyrektora nie była przedmiotem uwagi żadnej z obu instancji sądów.
Drugi z dyrektorów, już na wczesnym etapie sprawy w sądzie pracy, przystał na ugodę sądową z dawnym pracodawcą, do której ten ostatni przystąpił ochoczo.
Postawy ambiwalentne albo ukryta hipokryzja
Król jest ukraińskim patriotą – okazywał to w różnych okolicznościach. Jako wojewoda w grudniu 2024 r. przekazał w darze do Ukrainy wóz straży pożarnej ze specjalistycznym sprzętem ratowniczym. Tego rodzaju wyposażenia brakuje również na popowodziowych Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. Był to przypadek odosobniony w skali ogólnopolskiej, gdyż podobnego daru nie przekazano z żadnego innego urzędu wojewódzkiego, przynajmniej od 13.12.2023 r. W tym okresie jedynie wojewoda lubelski pośredniczył w przekazywaniu od donatorów do Ukrainy: artykułów spożywczych, chemicznych, odzieżowych, włókienniczych.
Ukraińskość nie powstrzymała jednak Króla przed atakiem w dyrektorów zarządzających największym wydziałem w urzędzie (180 etatów), który niewiele wcześniej bezpośrednio obsługiwał uchodźców wojennych z Ukrainy. Było to w okresie: luty 2022 r. – listopad 2023 r. Bez pozyskania na ten cel chociażby ułamka dodatkowego etatu, wydział obsługiwał 2 lokalizacje na terenie Olsztyna z łączną liczbą miejsc zakwaterowania dla ponad tysiąca uchodźców wojennych – spośród 67 takich lokalizacji w województwie, które finansowane były przez poprzedniego wojewodę. Dla wydziału były to zadania dodatkowe, których nie miał on ani wcześniej, ani później.
Wydział przygotował lokale dla uchodźców, aby ich przyjmować i następnie obsługiwać. Były sytuacje, gdy pracownicy wydziału byli zrywani w ich domach z łóżek np. o godz. 3:00 nad ranem, gdyż o tej akurat porze do Olsztyna docierały niezapowiedziane autobusy z uchodźcami. Gdy opiekowali się ukraińskimi dziećmi, bo Ukraińcy w pomocy nie byli solidarni względem siebie. Gdy ujawniali oni traumy wojenne i mieli problemy na tle psychicznym. Gdy wyposażenie miejsc zakwaterowania demolowali, niszczyli meble, wyważali drzwi z futrynami, zrywali umywalki a kanalizację zapychali pampersami. Szkody naprawiali wyłącznie pracownicy wydziału. Oprócz tego, obsługiwali oni recepcję hotelową, dystrybucję ubrań i chemii gospodarczej, doradzali i instruowali, łagodzili stresy i konflikty oraz wykonywali szereg innych czynności. Z kolei, pracownicy wydziału z przejść granicznych obsługiwali osoby przekraczające granicę z Obwodem Królewieckim, przynosząc z domów własne produkty żywnościowe dla pierwszego poczęstunku przybyłych. Bywało, że uchodźców przewozili we własnym zakresie w głąb województwa, gdy akurat zabrakło regularnego transportu. Stanowiło to duże obciążenie fizyczne i psychiczne, przede wszystkim dla pracowników, ale też i dla dyrektorów wydziału. Wręcz ponad siły, gdyż obowiązki służbowe nie mogły wówczas ucierpieć. Nikt tym dodatkowo obciążonym pracownikom wydziału nie podziękował, w szczególności nie podziękowali im Ukraińcy. Król-patriota ukraiński „podziękował” później jedynie obu dyrektorom, lecz w sposób specyficzny: prowokacją i dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy. Ten patent Króla, na okazanie niewdzięczności Polakom, po dwóch latach skopiował prezydent Ukrainy nadając jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”.
Trudno powiedzieć, co tli się w głowie prowokatora – każdego. Prowokacja warmińsko-mazurska mogła być też zemstą lobby ukraińskiego na dyrektorze za jego długotrwałą aktywność, podejmowaną na gruncie prywatnym, o ulokowanie w Toruniu monumentalnego Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej mistrza Andrzeja Pityńskiego. W wyniku antypolsko zdeterminowanych zabiegów lobby ukraińskiego, szczególnie pochodzącego właśnie z Akcji „Wisła”, niepowodzeniem zakończyły się próby postawienia pomnika podejmowane w szeregu miast Polski, nawet średniej wielkości. Po wielu latach starań lokalizację dla pomnika polscy patrioci znaleźli dopiero 14.07.2024 r. w miejscu stosunkowo odludnym – przy drodze S19 we wsi Domostawa, na styku województw lubelskiego i podkarpackiego. Furia w prowokacji Króla sprawia, iż ukraińskiej zemsty nie można tu z góry wykluczać zwłaszcza, że krucjata Tuska przeciwko PiS pierwotnie dotyczyła ważniejszych „Pisiorów”, a nie zwykłych dyrektorów z rządowej administracji w terenie. Tak to, na jednym ogniu upiekł Król chyba kilka pieczeni. Jeśli zaś chodzi o pomnik – 17-letni obywatel Ukrainy już 7.08.2025 r. dokonał jego profanacji, malując na nim banderowskie symbole.
Przed wznieceniem prowokacji nie powstrzymało też Króla odtransportowanie do szpitala – w czasie wcześniejszym i bezpośrednio z urzędu – jednego z obu tych dyrektorów, który podczas pracy został dotknięty zawałem serca. Był to jedyny taki przypadek w urzędzie w ciągu wielu lat. Nie tylko w dniu wywołania prowokacji sprowadził Król na tę osobę niebezpieczeństwo utraty życia, która w szczególności może być indukowana ekstremalnym stresem. Nie wiadomo, czy był to przejaw krwiożerczych instynktów Króla wynikłych z zamiłowania do zabijania istot żywych w uprawianym przez niego myślistwie, czy jedynie efekt jego zwykłej bezmyślności. Zapewne okoliczności te nie były przedmiotem jego refleksji nad własną hipokryzją kiedy, będąc z siebie dumnym, przekazywał jako wojewoda – niby dobry wujek – publiczne środki finansowe: w sierpniu 2024 r. na łodzie ratownicze Państwowej Straży Pożarnej, w grudniu 2024 r. na doposażenie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych i Zespołów Ratownictwa Medycznego, w lutym 2025 r. dla ratownictwa wodnego świadczonego przez organizacje pozarządowe – co miało przecież na celu ratowanie ludzkiego życia.
Czym skończył się podobnie bestialski, jak Króla, sposób działania koalicji 13 grudnia wobec „Pisiorów” Polacy dowiedzieli się 15.03.2025 r., w dniu nagłej śmierci Barbary Skrzypek, której zgon nastąpił po przesłuchaniu przez prokuraturę Bodnara. Zamiecenie tej sprawy pod dywan 4.12.2025 r. przez prokuraturę i 11.05.2026 r. prawomocnie przez sąd faktom nie zaprzeczy, zaś parafrazując konkluzję z prac pewnej komisji sejmowej, działającej w latach 2007-2011, należy stwierdzić: „Barbara Skrzypek by żyła, gdyby nie państwo Tuska”. Czyżby Smoleńska jeszcze wciąż mu było za mało? Skutkiem tej śmierci może będzie, powstający w bólach, Lex Skrzypek.
Aktywność Króla-wójta na rzecz odsłoniętego w 2014 r. w Wydminach pomnika Żołnierzy Wyklętych i tablicy pamiątkowej nie kolidowała Królowi-wojewodzie, z jego przewodniczeniem 16.08.2024 r. wojewódzkim obchodom Święta Wojska Polskiego – z trybuną honorową dla oficjeli usytuowaną niemal u stóp Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej w Olsztynie. W taki oto sposób sztandarami Wojska Polskiego oddano cześć ruskiemu sołdatowi-gwałcicielowi z pomnika.
W pobliżu wsi Ranty i Talki na Mazurach Król jako prywatny inwestor zaplanował budowę fermy drobiu o jednorazowej obsadzie do 396 tys. sztuk, przy 7 obsadach rocznie. Brzydkich zapachów obawiają się okoliczni mieszkańcy i dlatego zaprotestowali. Dawniej, w czasach wójtowania, wspierał Król mieszkańców walczących z nieprzyjemnymi zapachami pochodzącymi z hodowli świń, którą wtedy wzniósł inny przedsiębiorca. Teraz Król już nie wspiera mieszkańców.
Morał, lecz z dylematem
Polski podatnik poniósł i nadal ponosić będzie niebagatelne, aczkolwiek z punktu widzenia finansów publicznych nieuzasadnione, koszty prowokacji Króla. Można je szacować łącznie na kilkaset tysięcy zł. Dokładną kwotę, na złożony wniosek, podała jedynie Prokuratura Okręgowa w Olsztynie – 8.603,35 zł, lecz jest to tylko część jej kosztów. Względem pozostałych, wciągniętych do prowokacji instytucji, miała ona stosunkowo mały zakres pracy. Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie oraz Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości postanowiły ukryć przed opinią publiczną poniesione przez siebie koszty wynikłe z prowokacji Króla. W innych przypadkach organy ścigania podają do wiadomości publicznej tego rodzaju informacje nawet z własnej inicjatywy, jak np. o kosztach sprowadzenia Sebastiana M. z Dubaju, czy Pawła Sz. z Dominikany. W tej sprawie nieznany jest również koszt bezproduktywnej aktywności Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie. Lecz prócz finansowego poniesiony został też koszt społeczny prowokacji Króla, gdyż społeczeństwo, medialnie na bieżąco informowane, słusznie mogło być zaniepokojone niewątpliwie groźnie przez rok brzmiącymi doniesieniami o insynuowanych przez Króla „przestępstwach” dyrektorów z PiS. Temat ten do tej pory został poruszony w blisko 30 artykułach medialnych, na których treść nie mieli oni jednak wpływu.
Mimo, iż zapuszkowanie „Pisiorów” dotychczas idzie Tuskowi nieudolnie, podobnie jak administrowanie państwem, Tusk nie traci rezonu. Po przegranych wyborach prezydenckich, 11.06.2025 r. w Sejmie zapowiedział:
„Ktoś z PiS-owców trzymał taki plakacik »Wszystkich nas nie zamkniecie«. Pewnie nie, ale prace trwają, chcę was zapewnić” oraz „Nikt mnie nie przekona, że ze względu np. na wynik wyborów prezydenckich, będziemy musieli zrezygnować z dalszych rozliczeń. Nie ma mowy”.
W tym celu, wkrótce po tej zapowiedzi, zamienił Tusk Bodnara na bardziej żarłocznego pisożercę – Żurka. Ten teraz jest mocny tylko w gębie, lecz może stać się groźny, gdyż ma w odwodzie 14,9 tys. wolnych pryczy więziennych (stan z 14.11.2025 r.). I jest w stanie je zapchać zgodnie z maksymą „Dajcie mi „Pisiora”, a paragraf się znajdzie”. Jeśli ma się to spełnić Tusk do realizacji potrzebować będzie więcej pomagierów – na obraz i podobieństwo Króla.
Wojewoda warmińsko-mazurski jest najważniejszym przedstawicielem władzy rządowej w województwie, które jako jedyne w Polsce sąsiaduje z państwem będącym agresorem w wojnie w Ukrainie. Z mocy ustawy realizuje on też zadania zarządcy przejść granicznych na granicy Polski z Rosją. Lecz w czasach, gdy fundamentalnie ważne jest bezpieczeństwo – i słusznie, gdyż jest to aspekt państwa dotąd najmocniej zaniedbany – nasuwa się ważkie pytanie. Czy Polacy mogą spać spokojnie, gdy wojewodą w tym miejscu jest ktoś, kto może przejawiać skłonność do prowokacji?
Autor: Piotr Junker – dyrektor Wydziału Obsługi Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie w latach 2016-2024