Czy ludzkości grozi wyginięcie?„Prawdziwymi źródłami odnawialnymi są ludzie”. Czy ludzkości grozi wyginięcie z powodu spadającego wskaźnika urodzeń?

Niedawno w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka dwóch ekonomistów z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin: Deana Spearsa i Michaela Geruso pt. „After the Spike: Population, Progress, and the Case for People”.
Niedawno w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka dwóch ekonomistów z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin: Deana Spearsa i Michaela Geruso pt. „After the Spike: Population, Progress, and the Case for People”. Nie byłoby w niej nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że tezy, które postawili autorzy, głoszone były do tej pory głównie przez badaczy o poglądach konserwatywnych, tymczasem obu wspomnianych naukowców zaliczyć można raczej do grona osób o światopoglądzie liberalnym.
Widmo przyszłości
Zdaniem Spearsa i Geruso największym zagrożeniem dla ludzkości nie jest przeludnienie, jak straszą nas od lat prorocy świeckiej apokalipsy, lecz ryzyko wyginięcia z powodu spadającego wskaźnika urodzeń. Kryzys demograficzny to trend globalny, który rozpoczął się w krajach cywilizacji zachodniej, jednak dziś ta tendencja zaczyna ogarniać pozostałe części świata. Obecnie współczynnik dzietności na naszej planecie wynosi 2,25 (nieco powyżej zastępowalności pokoleń) i jest najniższy w historii. Według autorów, liczba ludności Ziemi wzrastać będzie jeszcze siłą rozpędu do końca XXI wieku, ale potem musi nadejść okres nieuchronnego wyludnienia, ponieważ takie są prawa arytmetyki i biologii, zaś kurczenie się globalnej populacji będzie znacznie szybsze niż jej powolny przyrost w ostatnich dekadach.
