Czarne ludki. "Czarni szeryfowie, czarni gangsterzy"Czarne ludki. "Strzelają do siebie bandy czarnoskórych, czarni rewolwerowcy, czarni szeryfowie, czarni gangsterzy i czarne gangsterki"

Tylko w dwóch scenach postaci rasy kaukaskiej na ekranie jest nieco więcej. Raz jest to oddział antypatycznych żołnierzy, który zostaje rozstrzelany przez murzyński gang.
Uwielbiałem w dzieciństwie filmy o szlachetnych kowbojach walczących z bandziorami na Dzikim Zachodzie. Westerny z lat 50., 60., 70. były piękną lekcją etyki dla młodych widzów. Dobrzy ludzie walczyli ze złymi i zwyciężali.
Nikt nie dzielił włosa na czworo, nie tłumaczył, że przestępca miał trudne dzieciństwo, był ofiarą pedofila, więc można jego okrucieństwo usprawiedliwiać.
Ostatnio skusiłem na obejrzenie świeżutkiego westernu – premierę miał przed miesiącem. Film jest oparty na autentycznych wydarzeniach, opowiada historię Nata Love’a, murzyńskiego gangstera i jego bandy, która działała w USA u schyłku XIX w. Postać autentyczna, parę innych również, ale potem…
Zwracano przed rokiem uwagę, że w serialu „Bridgertonowie”, którego akcja dzieje się w XIX-wiecznej Anglii, członkami arystokratycznego rodu są czarnoskórzy, co jest całkowicie ahistoryczne. No ale są wśród nich także – a nawet chyba w większości – biali.
W westernie, który parę dni temu obejrzałem, wypatrzenie białego jest trudne. Walczą z sobą niemal wyłącznie Murzyni. Strzelają do siebie bandy czarnoskórych, czarni rewolwerowcy, czarni szeryfowie, czarni gangsterzy i czarne gangsterki (czy może gangsterczynie). W pięknych toaletach, sukniach i z parasolkami przechadzają się po miasteczkach Murzynki. Wśród głównych bohaterów jest tylko jeden nie-Afroamerykanin – ale i ten pochodzi z Meksyku.
Tylko w dwóch scenach postaci rasy kaukaskiej na ekranie jest nieco więcej. Raz jest to oddział antypatycznych żołnierzy, który zostaje rozstrzelany przez murzyński gang. Drugi raz to wyłącznie biali klienci banku obrobionego przez kolorowych.
Każdy dorosły wie, jeśli nie z historii, to z klasycznych westernów, że taka wizja to wierutne kłamstwo. W całych USA pod koniec XIX w. nie było nawet 10 proc. czarnych, a jeszcze mniej na Dzikim Zachodzie. Byli gangsterami, ujeżdżali konie i przepędzali bydło. Ale na pewno biali byli w przeważającej większości.
Dorośli to wiedzą, mogą nawet jakoś usprawiedliwić artystyczną wizję reżysera – oczywiście Murzyna. Gorzej z młodymi, którzy mogą uznać, że to czarni cywilizowali Dziki Zachód.
Następnym krokiem powinno być zdobycie przez Murzynów kosmosu. Nie, nie myślę o czarnoskórych astronautach, oni już są. Ale obok nich czasem pojawiają się „zielone ludki”. Czas już zmienić im kolor skóry.
Artykuł z 46/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
