Po 3 letniej już batalii o tzw. prace domowe, czyli o przywrócenie systematyczności, samodzielności, planowania pracy przez uczniów oraz o danie im ponownie szansy na utrwalanie wiedzy, kontrolowany trening zapamiętywania i mobilizację do pracy - mamy trujące owoce działań MEN.
Przypomnijmy aferę z wielomiesięcznymi badaniami przeprowadzonymi przez IBE nad kwestią prac domowych, które dały wyniki rujnujące dla koncepcji braku ich obowiązkowości - i mglistymi rekomendacjami, jakie sformułował IBE. Warto podać ponownie wyniki badań – 92 % dyrektorów szkół wskazało na fatalne skutki likwidacji obowiązkowych prac domowych, podobnie czarno widzą efekty nauczyciele, rodzice, tylko nie ministerialni funkcjonariusze?
A może dobrze – zdaniem obecnej władzy - jest właśnie dlatego, że jest aż tak że? Może wcale nie chodzi o umiejętności ucznia i jego ambicje, a o wyrobione przez 3 lata iluzoryczne poczucie komfortu wynikające z braku obowiązków i pochłonięcie przez smartfonową czarną dziurę z permanentnymi zastrzykami dopaminy, gdyż to główny efekt braku zajęć w domu związanych z nauką. Zniewolonego cyfrowego narkomana można łatwo uzależnić od innych używek, w tym od „wsparcia”, czyli kontroli zachowań i sterowania przez „wspierający” system.
Niedawno doczekaliśmy się projektu rozporządzenia i zarazem dowodu na złe intencje MEN w tej sprawie. Nie tylko tej, dodajmy…
Mimo ewidentnych wyników badań [także badania KROPS wykazały negatywną opinię dla braku prac domowych], mimo apeli kadry oświatowej i zdroworozsądkowych głosów opinii społecznej prace domowe nadal nie będą obowiązkowe!
Nowe obowiązki będą za to dotyczyć… nauczycieli! Kuriozalne działania B. Nowackiej zdają się sięgać zenitu!
Oto zapis projektu rozporządzenia, czyli prawda w pigułce na temat tego, co komu wolno i kto co powinien:
a) w ust. 1 pkt 2 otrzymuje brzmienie: „2) w klasach IV–VIII nauczyciel może zadać uczniowi pisemną lub praktycznotechniczną pracę domową do samodzielnego wykonania w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych, która służy utrwalaniu, rozwijaniu lub praktycznemu zastosowaniu treści nauczania realizowanych w czasie zajęć edukacyjnych.”, b) ust. 3 otrzymuje brzmienie: „3. Praca domowa, o której mowa w ust. 1 pkt 2, nie jest obowiązkowa dla ucznia i nie ustala się z niej oceny. Nauczyciel sprawdza każdą wykonaną przez ucznia pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową i przekazuje uczniowi informację, o której mowa w § 12.”, c) dodaje się ust. 4 w brzmieniu: „4. Przy ustalaniu rocznej oceny klasyfikacyjnej z danych zajęć edukacyjnych nauczyciel może uwzględnić systematyczność ucznia w wykonywaniu prac domowych, o których mowa w ust. 1 pkt 2.”;
Oto logika lewacka – nauczyciel może zdać pracę domową [wg zawartej szczegółowej instrukcji możliwości], uczeń nie ma obowiązku jej wykonać, ale gdy mu się zechce jednak coś zrobić, wówczas nauczyciel musi każdą wykonaną pracę sprawdzić i przekazać uczniowi informację zwrotną na jej temat. Broń Boże, nie wystawiając jednak oceny, gdyż tego nadal mu nie wolno!
Nauczyciel może wziąć pod uwagę „systematyczność ucznia w wykonywaniu prac domowych” – wynikającą nie z obowiązku, a z uczniowskiego widzimisię - przy ustalaniu oceny na koniec roku. Miła lub niemiła niespodzianka może więc spotkać ucznia dopiero na koniec roku. Jaki ma być jej walor wychowawczy i wpływ na kształtowanie umiejętności planowania, samokształcenie, samokontrolę, budzenie ambicji - trudno dociec. Raczej będzie bliski zera. Ale za to problemy nauczyciela, które zafundują jednym podniesienie oceny, a innym jej obniżenie, i to w ostatniej chwili, oddziałując jedynie na emocje ucznia [i rodzica!], a nie stwarzając możliwość wyciągnięcia wniosków i ewentualną korektę postępowania – gwarantowane. Jakiej buchalterii i pieczołowitości w zbieraniu „dowodów” systematyczności ucznia będzie wymagało skorzystanie z takiej możliwości przez nauczyciela. I jakiej odwagi!
Doprawdy, nie sposób zrozumieć, czy ministerstwu bardziej chodzi o to, by tym rozporządzeniem ubezwłasnowolnić nauczyciela i sponiewierać do reszty jego autorytet, czy też skłócić wszystkich ze wszystkimi…? Jednego możemy być pewni - nie chodzi o to, czemu prace domowe służyły od zawsze, czyli „pracy w domu” sprawdzanej i ocenianej. Nie chodzi o to, by utrwalić nabytą wiedzę, sprawdzić w praktyce, poprzez ćwiczenia i zadania, stopień zrozumienia treści przekazanych na lekcjach, nauczyć systematyczności i odpowiedzialności oraz wzbudzić ambicje samodoskonalenia.
O nie! Uczniowski dobrostan – naczelny cel Reformy26.Kompas Jutra domaga się dryfowania bez zobowiązań i kontroli, bez opresyjnych ocen, najwyżej z neutralną informacją, z którą uczeń zrobi tyle, na ile mu jego poczucie dobrostanu zezwoli. Oto szkoła permisywna w całej postępackiej krasie – akceptująca do absurdu, tolerancyjna dla nieróbstwa, pobłażliwie poklepująca. A że życie w przyszłości brutalnie zweryfikuje fałszywy mit o „poczuciu sprawczości”? Nie szkodzi! Od tego jest wsparcie, ocena funkcjonalna, terapia i rzesze różnorodnych specjalistów już instalowanych w systemie oświaty. I Rzecznicy zwalczający „czerwone paski” oraz zdrowo myślących lodziarzy.
I właśnie temu chce się przeciwstawić zgromadzenie rodziców i nauczycieli zapowiedziane na 14.06 o 12.00 pod pomnikiem Mikołaja Kopernika w Warszawie i tuż obok Polskiej Akademii Nauk.
Niech nauka wróci do polskich szkół, zanim będzie za późno, zanim nie będzie już uczniów – a wychodowane jamochłony zachwycone sobą – i nauczycieli, a zamiast nich – dostawcy iluzji wsparcia i poczucia sprawczości. Dobra szkoła – silna Polska. Od zaraz!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/762250-kolejny-trujacy-grzyb-w-barszczu-barbary-nowackiej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.