W soczewce pandemii. Protestują przeciwko środkom ochronnymW soczewce pandemii. "Zwykle młodzi, czyli mniej zagrożeni, protestują przeciwko środkom, które chronić mają bardziej zagrożonych"

Im bardziej kontrolowana jest przestrzeń publiczna, tym bardziej podkopane jest zaufanie do jej przekazu i łatwiej rozprzestrzeniają się w niej niesprawdzone pogłoski.
Zdumiewać może agresja, z jaką negacjoniści pandemii atakują wszelkie wymierzone w nią działania. To już nie indywidualny wybór, odmowa noszenia maski czy szczepienia, ale ataki na organizujące je ośrodki medyczne czy lekarzy.
Tzw. obrona wolności prowadzi do łamania cywilizacyjnych norm i kolejnego etapu zdziczenia. Piszę „tzw.”, gdyż tak czuli na punkcie swojej swobody nie przejmują się, że maseczka, którą odrzucają jako znak uległości, chronić ma zdrowie innych, a szczepienie buduje odporność wspólnoty. Oduczono ich, że wolność jest formą kultury.
Namiętność i agresja wyrastają z zawiedzionych oczekiwań. Liberalna demokracja, czyli rządy oświeconych, obiecuje racjonalne uporządkowanie rzeczywistości. To w zamian za to większość ma powierzyć im władzę, a więc zrezygnować z wyższych form wolności: religijnej, duchowej, politycznej i pogrążyć się w niekończącym się karnawale uwolnionych pożądań.
Ograniczenie wolności odbywa się pod hasłami jej ekspansji. Uderzenie w tradycyjne instytucje: Kościół, naród czy rodzinę, ma służyć emancypowaniu jednostki z patriarchalnych więzi. Coraz gęstsza sieć coraz bardziej sformalizowanej cenzury ma chronić jej bezpieczeństwo i godność, a eliminacja debaty publicznej i niezależnego myślenia bronić przed nieodpowiedzialnymi populistami. Zaufanie do zakorzenionej w tradycji i naturalnym porządku kultury ma zostać zastąpione wzorowaną na nauce racjonalnością. Zaufanie społeczne można rozmontować stosunkowo łatwo, co jednak jeśli pełna racjonalność okazuje się mitem, tak jak wyobrażenie nauki jako wiedzy pewnej i ostatecznej?
Nauka miała wyeliminować wszelkie zagrożenia, dlaczego więc nie zapobiegła pandemii? – pytają uformowani na dominujących ciągle XIX-wiecznych stereotypach, które nijak się mają do stanu nauki dziś. Gdzieś ktoś podobno fatalnie zareagował na szczepionkę. To niedopuszczalna loteria! – oburzają się, nie zdając sobie sprawy, że stan taki jest nieunikniony, gdyż każda nauka posługuje się prawdopodobieństwem, a medycyna skazana jest na nie w stopniu szczególnym. I taką powinniśmy ją zaakceptować, a nie czynić z niej fetyszu, do którego odwołuje się infantylna mentalność współczesna domagająca się pełnego bezpieczeństwa. Jeśli więc nie zostanie ono zapewnione, a nigdy nie zostanie, walka z pandemią i ona sama uznana zostanie za wielki spisek, któremu nie należy dawać wiary.
Faktem jest, że za kulisami współczesnej medycyny, jak i każdej gałęzi przemysłu, rozgrywa się bezwzględna walka interesów. Mogliśmy ją obserwować przy kampanii wymierzonej w angielską AstręZenecę. Nie znaczy to jednak, że mamy zrezygnować z osiągnięć cywilizacji, która siłą rzeczy podszyta jest ludzkimi przypadłościami.
Niekiedy katastrofa lepiej pozwala zobaczyć zjawiska, do jakich przywykliśmy. Pandemia jest taką katastrofą. Odkrywa, że nasz, jak się nam wydawało, rozumnie uporządkowany świat jest irracjonalną dziedziną przesądu, podzieloną na obszary fetyszu i tabu, a nasze wyobrażenia o rzeczach radykalnie rozmijają się z tym, czym są one rzeczywiście.
Fetyszem, który czcimy tym bardziej bezwarunkowo, im bardziej zostaje on wydrążony ze znaczenia, jest w naszych czasach wolność. W ustroju zdominowanym przez ten jej typ:
Gdzie się tylko ruszyć, wszędzie pełno wolności […] Dusza obywateli robi się tak delikatna i wrażliwa, że choćby im ktoś tylko odrobinę przymusu próbował narzucić, gniewają się i nie znoszą […] ten ustrój jest taki piękny i taki młodzieniaszkowaty, a z tego robi się dyktatura
– jak ironicznie ujmował to w „Państwie” Sokrates.
Nadchodzi zaraza, a obywatele buntują się przeciw restrykcjom, które tak bardzo ograniczają ich wolność, jak maseczki albo zakaz zabawy. Zwykle młodzi, czyli mniej zagrożeni, protestują przeciwko środkom, które chronić mają bardziej zagrożonych. Ich irracjonalny sprzeciw podchwytują polityczne „trutnie”, które usiłują na nim zrobić karierę.
Im bardziej kontrolowana jest przestrzeń publiczna, tym bardziej podkopane jest zaufanie do jej przekazu i łatwiej rozprzestrzeniają się w niej niesprawdzone pogłoski, a liberalni rządcy dusz (i ciał), którzy zrobili wszystko, aby zakwestionować tradycyjne autorytety, dziwią się, że nie są należycie słuchani.
Zagrożenie pandemią potęgowane przez nieodpowiedzialne ekscesy mniejszości, która dziecinnie odmawia jej istnienia, budzi instynkt samozachowawczy. W takich warunkach gotowi jesteśmy na dyktaturę nawet tych, do których żywimy coraz mniej zaufania. To efekt ekscesów „obrońców wolności”. Tak jak pojawienie się ich i rozprzestrzenianie się teorii spiskowej jest nieuniknioną konsekwencją działania emancypacyjnych elit, które uderzają w tradycyjne pewniki i obiecują ład ostatecznej rozumności.
Artykuł z 38/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
