Zabawa w tworzenie dwóch wielkich bloków będzie trwaćZabawa w tworzenie dwóch wielkich bloków będzie trwać, może nawet do września 2027 r., mimo marnych szans na ich powstanie

FacebookTwitter

Konfederacja buduje swoją pozycję na ostrej krytyce dotychczasowego duopolu PiS i KO, więc wspólny start z którąś z tych partii w jednym bloku zniszczyłby jej antysystemowy wizerunek.

Im mniej czasu do wyborów parlamentarnych w 2027 r., tym więcej się mówi o tworzeniu dwóch wielkich bloków: liberalno- lewicowego oraz prawicowego. Ale im więcej się o tym mówi, tym mniejsze są szanse na stworzenie takich bloków. I nie zmienia tego fakt, że obowiązująca w Polsce metoda d’Hondta przy przeliczaniu głosów premiuje duże formacje. Podział na dwa wielkie bloki kusi polityków, bo dzięki temu mogliby zrobić z głosowania plebiscyt przebiegający wzdłuż kilku linii fundamentalnych podziałów: na dobrych i złych, na patriotów i zdrajców, na Europejczyków i Ruskich, na postępowców i wsteczników, na modernizatorów i ciemniaków, na zamordystów i wolnościowców itp.

Realną przeszkodą dla powstania dwóch wielkich bloków jest lęk przed tym, że bardzo ostra polaryzacja odetnie część wyborców po każdej stronie. Tych, którzy nie chcą się wpisać w strategię dostrzegania w polityce wyłącznie dobra i zła, traktowania politycznych rywali wyłącznie w kategorii wrogów, czyli zgodnie z koncepcją Carla Schmitta. Realną przeszkodą jest też obawa części mniejszych ugrupowań, że podział na dwa wielkie bloki może oznaczać ich koniec jako samodzielnych podmiotów, czego najlepszym dowodem jest likwidacja mniejszych partii tworzących do końca 2023 r. Koalicję Obywatelską.

Podział sceny politycznej na dwa bloki był sprawdzany w sondażach. W tym opublikowanym pod koniec sierpnia 2026 r., a zrealizowanych dla „Super Expressu”, blok wokół KO zdobyłby 55,4 proc. głosów, a blok wokół PiS – 43,1 proc. Ale już w sondażu pracowni Social Changes dla telewizji wPolsce24 poparcie dla bloku liberalno-lewicowego wyniosło 39 proc., natomiast dla bloku centroprawicowego 38 proc. Tak nieduża różnica sprawia, że nie dałoby się wyłonić stabilnej większości rządzącej, gra nie byłaby więc warta podjęcia, tym bardziej że nie byłaby łatwa.

Szansa na to, że w wyborach parlamentarnych jesienią 2027 roku dojdzie do bezpośredniego starcia zaledwie dwóch wielkich bloków jest obecnie nikła, przede wszystkim dlatego, że napotyka potężne bariery ze strony mniejszych partii politycznych. Dla ugrupowań takich jak Konfederacja po stronie prawicy, Polskie Stronnictwo Ludowe w centrum czy Partia Razem na lewicy wejście do jednego wielkiego bloku z dominatorami (PiS lub KO) oznaczałoby rozmycie tożsamości i ryzyko strukturalnego wchłonięcia.

Konfederacja buduje swoją pozycję na ostrej krytyce dotychczasowego duopolu PiS i KO, więc wspólny start z którąś z tych partii w jednym bloku zniszczyłby ich antysystemowy wizerunek, dlatego stawiają na samodzielny start jako trzecia siła. Po stronie centrolewicowej stworzenie jednej listy od lewicy (np. Partia Razem, Nowa Lewica) przez liberałów z KO aż po konserwatywne PSL rodzi potężne napięcia programowe wokół spraw światopoglądowych i gospodarczych.

Zamiast dwóch bloków scenariusze na 2027 rok zmierzają raczej w stronę podziału na trzy bądź cztery bloki. Wariant trzech bloków zakłada samodzielny start Koalicji Obywatelskiej (ewentualnie z jakąś częścią lewicy) przeciw Prawu i Sprawiedliwość oraz przeciw Konfederacji. Mniejsze partie środka i lewicy walczyłyby wtedy o przetrwanie na granicy progu wyborczego.

Plan dwóch bloków, ale tylko po stronie rządowej, forsowany przez polityków Nowej Lewicy czy posłankę Małgorzatę Tracz z Zielonych, zakłada podział na opcje konserwatywno-liberalną (KO plus PSL) oraz progresywno-lewicową (Lewica plus Zieloni plus część Polski 2050). Nawet w tym scenariuszu po drugiej stronie wciąż osobno startowałyby PiS i Konfederacja, co wyklucza czysty układ dwublokowy w skali kraju. Pełna konsolidacja w dwa bloki (prawica vs. reszta) ma marginalne szanse powodzenia ze względu na kalkulacje partyjne Konfederacji oraz ludowców.

Po prawej stronie problemem jest wysoki poziom wrogości między Nową Nadzieją Sławomira Mentzena a Prawem i Sprawiedliwością oraz między PiS a Rozwojem Plus Mateusza Morawieckiego. Mentzen właściwie nigdy nie wyciągnął ręki do współpracy, a wyłącznie atakuje PiS. Ponowne zjednoczenie PiS i Rozwoju Plus staje się niemożliwe po stanowisku Jarosława Kaczyńskiego zaprezentowanym w Sulejowie. Prezes Kaczyński mówił: „Jeżeli chodzi o tę część, która wyszła z Prawa i Sprawiedliwości, która dzisiaj się nazywa Rozwojem Plus, to wiemy, że tam działa taki mechanizm: ‘nic się nam nie stanie, chociaż te wyniki w tej chwili są skromne, dlatego że będziemy mieli wspólną listę z Prawem i Sprawiedliwością’. Ja chciałem powiedzieć, że dla pewnych ludzi, którzy odegrali bardzo dużą rolę w rozbiciu partii - a przecież my wiemy, kto to - w ogóle nie ma o tym mowy. W jaki sposób ja, jako szef partii mam przekonywać moje koleżanki i moich kolegów, żeby ustępowali dobrych miejsc [na listach wyborczych] tym, którzy zdradzili. Bo to jest zdrada po prostu, najnormalniejsza na świecie zdrada. W jaki sposób kogoś, kto jest lojalny, ciężko pracuje, możemy ustawić na listach wyborczych niżej niż kogoś, kto w pewnym momencie przeszedł na inną stronę?”.

Niemożliwy do zasypania wydaje się też konflikt między Nową Lewicą a Partią Razem. „Słyszę, że Włodek Czarzasty znów wciska kit o Razem. Tym razem na Campusie. Podobno ustawa o bezpłatnych obiadach w szkole wcale, ale to wcale nie jest blokowana. A jak jest naprawdę? Otóż gdy zmusiliśmy ich podpisami do posiedzenia komisji, ogłosili bezterminową przerwę w pracach nad ustawą. Tak, żeby jej nigdy nie głosować. Aż się przypomina stary dowcip o Urbanie: Po czym poznać, że kłamie? Otwiera usta” - napisał na platformie X Adrian Zandberg. Odpowiedział mu Tomasz Trela z Nowej Lewicy: „Adrian, albo nie rozumiesz, albo nie chcesz zrozumieć, że wróg jest zupełnie w innym miejscu. No chyba, że to już nie jest Twój wróg?, a to sorry. Rób tak dalej”.

PSL Kosiniaka Kamysza generalnie sprzeciwia się i obawia podziału na dwa wielkie bloki. Gdyby doszło do ostatecznego podziału na dwa obozy polityczne, ludowcy obawiają się trzech kluczowych konsekwencji. Po pierwsze, PSL boi się utraty podmiotowości i wchłonięcia przez hegemona, czyli KO. Start w jednym, potężnym bloku z dominującą Koalicją Obywatelską grozi PSL tym, że zostanie zepchnięte na margines, osłabi własne struktury, a dotychczasowi liderzy zostaną zmarginalizowani przez większego partnera koalicyjnego. Po drugie, PSL nie chce demobilizacji i odpływu konserwatywnego elektoratu. Wyborcy PSL to w dużej mierze osoby o poglądach umiarkowanie konserwatywnych, tradycyjnych i chrześcijańsko-demokratycznych. Wepchnięcie partii na jedną listę wyborczą z ugrupowaniami lewicowymi i progresywnymi (jak Nowa Lewica) mogłoby zniechęcić ten tradycyjny elektorat, który w akcie protestu oddałby głos na prawicę lub po prostu został w domu. Po trzecie, partia Kosiniaka-Kamysza obawia się zatarcia tożsamości programowej. W jednym bloku liberalno-lewicowym PSL musiałoby godzić się na kompromisy w fundamentalnych dla siebie tematach, takich jak gospodarka, rolnictwo czy kwestie światopoglądowe. Ludowcy obawiają się, że ich kluczowe postulaty zostałyby całkowicie rozmyte w programie wielkiej koalicji.

Choć Donald Tusk będzie coraz mocniej naciskał (używając np. szantażu i haków) na powstanie jednego bloku złożonego z partii obecnie rządzącej koalicji, raczej nie ma na to szans, A wtedy nie będzie też potrzeby tworzenia wielkiego bloku po stronie obecnej opozycji. Ale zabawa w tworzenie dwóch wielkich bloków będzie trwać, może nawet do września 2027 r.

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.