Wytępić banderyzmWytępić banderyzm

Bandera.webp
Bandera/Fratria / Fratria
FacebookTwitter

Polska i Ukraina mają dwóch wspólnych wrogów. Pierwszym jest Rosja. Drugim – banderyzm.

Polska i Ukraina mają dwóch wspólnych wrogów. Pierwszym jest Rosja. Drugim – banderyzm.

Rosja dąży nie tylko do podporządkowania Ukrainy. Jej polityka od stuleci zmierza do dominacji nad Europą Środkowo-Wschodnią, a więc również nad Polską. Właśnie dlatego ukraiński opór przeciw rosyjskiej agresji ma znaczenie także dla naszego bezpieczeństwa. Polska wsparła Ukrainę w najbardziej niebezpiecznym momencie wojny, dostarczając uzbrojenie, pomoc materialną i zabiegając o międzynarodowe poparcie dla walczącego państwa.

Dzisiaj sytuacja jest jednak inna. Ukraina korzysta z szerokiej pomocy finansowej i wojskowej państw Zachodu. Polska nie jest już jedynym ani decydującym źródłem wsparcia, a zatem ma tym większe prawo stawiać pytanie o polityczne warunki wzajemnych relacji.

Bo obok rosyjskiego imperializmu istnieje drugi problem, którego nie możemy dłużej ignorować: odradzający się banderyzm.

Ukraina ma prawo wybierać bohaterów. Polska ma prawo reagować

Władze ukraińskie powtarzają, że nikt z zewnątrz nie będzie wybierał Ukrainie jej bohaterów narodowych. To oczywiste. Żadne państwo nie może narzucić innemu narodowi jego pamięci historycznej.

Ale z tego nie wynika, że wybory Ukraińców są dla Polski obojętne.

Ukraina jest naszym sąsiadem. To, jakie wzorce moralne i polityczne przyjmuje, na jakich postaciach buduje pamięć narodową i w jaki sposób interpretuje stosunki z Polską, ma bezpośredni wpływ na nasze bezpieczeństwo i przyszłość obu państw.

Polska ma więc nie tylko prawo, ale obowiązek prowadzenia własnej polityki wobec tych zjawisk.

Jeżeli Ukraińcy wynoszą do rangi bohaterów ludzi i formacje odpowiedzialne za masowe zbrodnie na Polakach, nie jest to wyłącznie ich „wewnętrzna sprawa”. Staje się problemem naszych wzajemnych relacji.

Historia przestrzega Ukrainę przed antypolską polityką

W historii Ukraińców powtarzały się wybory polityczne, które w założeniu były wymierzone w Polskę, a w konsekwencji obracały się przeciwko samej Ukrainie.

Powstanie Chmielnickiego zakończyło się związaniem znacznej części ziem kozackich z Rosją. Polityka wymierzona w Rzeczpospolitą otworzyła drogę do stopniowego ograniczania kozackiej autonomii, rusyfikacji i likwidacji odrębności, które wcześniej funkcjonowały w ramach państwa polsko-litewskiego.

Podobny mechanizm ujawnił się u schyłku I wojny światowej. Ukraińcy skoncentrowali znaczną część swojego wysiłku na konflikcie z Polską, choć to bolszewicka Rosja stanowiła znacznie większe zagrożenie dla przyszłości ich państwowości.

Część formacji ukraińskich ostatecznie znalazła się nawet po stronie bolszewickiej w wojnie 1920 roku.

Historia pokazała więc wielokrotnie, że antypolonizm nie prowadził Ukrainy do większej niezależności. Przeciwnie – bardzo często ułatwiał podporządkowanie jej znacznie potężniejszemu imperium rosyjskiemu.

Najtragiczniejszym przykładem była OUN-UPA

Najbardziej dramatycznym przykładem tej polityki pozostaje działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Już w 1941 roku nie powinno być złudzeń, że III Rzesza zamierza stworzyć suwerenne państwo ukraińskie. Hitlerowskie Niemcy traktowały Słowian jako narody przeznaczone do podporządkowania i eksploatacji.

Mimo to ukraiński szowinizm skierował ogromną część swojej energii przeciw Polakom.

OUN i UPA odpowiadają za masowe mordy polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ginęły całe rodziny – kobiety, dzieci, starcy. Ofiarami padali również Czesi, Ormianie, Żydzi oraz sami Ukraińcy, którzy sprzeciwiali się mordom albo pomagali swoim polskim sąsiadom.

Dlatego nie można redukować historii UPA do mitu organizacji walczącej o niepodległość przeciw Sowietom. Walka z władzą sowiecką jest częścią jej historii, ale nie może przesłaniać ludobójczej polityki prowadzonej wobec polskiej ludności cywilnej.

I właśnie przed tym problemem stoi dzisiaj Ukraina.

Banderyzm nie jest patriotyzmem

Nie można zrozumieć problemu, jeżeli banderyzm jest przedstawiany jedynie jako radykalna forma ukraińskiego patriotyzmu.

U jego źródeł znajdował się ukraiński szowinizm, którego jednym z najważniejszych ideologów był Dmytro Doncow. Fundamentem tej ideologii było podporządkowanie moralności interesowi narodowemu, kult przemocy i przekonanie, że w imię celu politycznego dopuszczalne są działania, których tradycyjna etyka nie mogłaby zaakceptować.

Takie myślenie znalazło później odbicie w dokumentach i publicystyce ukraińskich szowinistów.

To właśnie moralny nihilizm tej ideologii pozwolił usprawiedliwić „twórczą przemoc”, terror wobec przeciwników oraz mordowanie ludności cywilnej.

Najpierw ofiarami tej przemocy padali również Ukraińcy sprzeciwiający się radykalnym szowinistom. Następnie tę samą logikę zastosowano na ogromną skalę wobec Polaków.

Nie była to więc wyłącznie ideologia antypolska. Była to ideologia zatruwająca również ukraińskie życie narodowe, ponieważ podporządkowywała moralność politycznej skuteczności.

Spór o banderyzm jest sporem o współczesną Ukrainę

Dlatego dzisiejsza dyskusja nie dotyczy jedynie historii.

Chodzi o pytanie, na jakim fundamencie Ukraińcy chcą budować współczesną tożsamość swojego państwa.

W 2015 roku ukraiński parlament przyjął ustawę dotyczącą statusu „bojowników o niezależność Ukrainy”, obejmującą również OUN i UPA. W Polsce decyzja ta została odebrana jako kolejny krok w kierunku instytucjonalnego utrwalania kultu środowisk odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach.

Niepokój budzi także honorowanie Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza.

Polska przez wiele lat reagowała na podobne działania niezwykle słabo.

Środowiska kresowe, badacze i duchowni, wśród nich szczególnie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, od dawna alarmowali, że nierozliczona historia będzie zatruwać stosunki polsko-ukraińskie.

Państwo polskie zbyt często odpowiadało na te ostrzeżenia milczeniem albo półśrodkami.

Polska przez lata unikała problemu

Jeszcze w latach 90. podejmowano próby jednoznacznego potępienia zbrodni wołyńskiej. Kolejne uchwały parlamentarne były jednak łagodzone lub blokowane pod wpływem argumentu, że prawda historyczna może zaszkodzić stosunkom z Ukrainą.

To był fundamentalny błąd.

Dobre stosunki między narodami nie mogą być budowane na przemilczeniu zbrodni. Prawdziwe pojednanie wymaga nazwania winy, oddania czci ofiarom i odrzucenia ideologii, która do zbrodni doprowadziła.

Polska polityka przez zbyt długi czas opierała się na przekonaniu, że kwestie historyczne należy odłożyć na bok w imię geopolitycznego partnerstwa.

Efekt jest odwrotny od zamierzonego. Nierozwiązany problem urósł i stał się jednym z najpoważniejszych obciążeń relacji polsko-ukraińskich.

Ukraińcy mają również inne tradycje

Największym błędem byłoby uznanie, że banderyzm jest jedyną tradycją polityczną, z której Ukraińcy mogą czerpać.

Historia pokazuje coś zupełnie innego.

Istniała tradycja współpracy polsko-ruskiej i polsko-ukraińskiej. Można przypomnieć hetmana Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego, Iwana Wyhowskiego i unię hadziacką, Iwana Mazepę, a w XX wieku przede wszystkim Symona Petlurę.

Porozumienie Piłsudski–Petlura było próbą stworzenia wspólnego frontu przeciw imperialnej Rosji.

Nie udało się zrealizować tego projektu, ale jego logika pozostaje aktualna.

Polska i Ukraina mają podstawowy wspólny interes: niedopuszczenie do rosyjskiej dominacji w naszej części Europy.

Budowanie ukraińskiej tożsamości na antypolonizmie niszczy możliwość realizacji tego interesu.

Alternatywą jest partnerstwo polsko-ukraińskie

Ukraińcy mogą budować własną tożsamość na tradycji konfliktu z Polską albo na tradycji współpracy dwóch narodów, które przez stulecia funkcjonowały w ramach wspólnego organizmu politycznego i wielokrotnie wspólnie broniły Europy przed zagrożeniami ze Wschodu.

Odrzucenie banderyzmu nie oznacza rezygnacji z ukraińskiego patriotyzmu.

Przeciwnie – może oznaczać jego moralne oczyszczenie.

Ukraina potrzebuje patriotyzmu opartego na własnej kulturze, historii, religii i doświadczeniu walki o niepodległość, ale wolnego od kultu ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej.

Tylko taka Ukraina może stać się trwałym partnerem Polski.

Współpraca obu narodów mogłaby stworzyć jeden z filarów bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej – równoważący rosyjski imperializm, ale również zabezpieczający naszą część kontynentu przed podporządkowaniem interesom innych mocarstw.

Polska potrzebuje polityki warunkowości

Perswazja historyczna nie wystarczy jednak wtedy, gdy kult OUN-UPA staje się elementem polityki państwowej.

Polska powinna jasno określić, że jej wsparcie dla Ukrainy nie jest bezwarunkowe.

Pomoc Ukraińcom walczącym z rosyjską agresją leży w naszym interesie strategicznym. Nie oznacza to jednak obowiązku akceptowania każdej decyzji władz ukraińskich.

Polska ma prawo uzależniać zakres dwustronnej współpracy politycznej i finansowej od rzeczywistego postępu w sprawach historycznych: ekshumacji ofiar, ich godnego pochówku, zaprzestania gloryfikacji sprawców oraz rezygnacji z państwowego kultu ideologii odpowiedzialnej za ludobójstwo.

Nie jest to działanie przeciw Ukrainie.

To wykorzystanie normalnych narzędzi polityki państwowej do obrony własnej pamięci historycznej i własnego interesu narodowego.

Jeżeli Ukraińcy chcą partnerskich stosunków z Polską, muszą również liczyć się z polską wrażliwością historyczną i polską racją stanu.

Banderyzm musi być jednoznacznie zdefiniowany również w Polsce

Państwo polskie powinno mieć precyzyjne instrumenty prawne pozwalające reagować na publiczne gloryfikowanie ideologii i organizacji odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków.

Temu służy projekt penalizacji banderyzmu, pod którym obecnie zbierane są podpisy.

Jest to reakcja spóźniona, ale konieczna.

Prawo musi jasno określać granicę między badaniem historii, prezentowaniem poglądów i prowadzeniem dyskusji naukowej a publicznym propagowaniem ideologii gloryfikującej zbrodnie i ich sprawców.

Samo uchwalenie przepisów jednak nie wystarczy.

Prawo pozbawione politycznej woli egzekwowania pozostaje martwe.

Dlatego państwo polskie musi konsekwentnie reagować na publiczne propagowanie banderyzmu na swoim terytorium, szczególnie wtedy, gdy przybiera ono postać gloryfikowania zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordowanie polskich obywateli.

Europa również musi poznać prawdę

Polska nie powinna ograniczać tej polityki wyłącznie do relacji dwustronnych.

Jednym z najważniejszych instrumentów jest międzynarodowa polityka historyczna.

Przypadki innych państw Europy Środkowej i Bałkanów pokazują, że europejskie aspiracje nie dają się łatwo pogodzić z oficjalnym kultem formacji kolaborujących z III Rzeszą i odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne.

Polska powinna więc konsekwentnie przedstawiać europejskiej opinii publicznej prawdę o ideologii OUN, działalności UPA i ludobójstwie dokonanym na Polakach.

Nie po to, żeby upokorzyć Ukraińców.

Po to, żeby stworzyć warunki, w których odrzucenie tego dziedzictwa stanie się elementem moralnego i politycznego dojrzewania Ukrainy.

Ukraina potrzebuje moralnego odrodzenia

Najważniejszej odpowiedzi nie da jednak ani ustawa, ani sankcja polityczna.

Problem banderyzmu jest ostatecznie problemem moralnym.

Ukraińcy potrzebują takiej narracji narodowej, która nie będzie wymagała usprawiedliwiania zbrodni, aby uzasadnić własne prawo do niepodległości.

W ich historii nie brakuje postaci wielkich i godnych naśladowania.

Jedną z nich jest błogosławiony biskup Grzegorz Chomyszyn – ukraiński patriota, męczennik zamordowany przez bolszewików, a jednocześnie zdecydowany przeciwnik pogańskiego i amoralnego ukraińskiego szowinizmu.

Chomyszyn uważał, że ukraińska tożsamość powinna być budowana na fundamencie chrześcijaństwa i katolickiej moralności.

To właśnie taka tradycja może stanowić moralną alternatywę wobec banderyzmu.

Banderyzm jest także wrogiem Ukrainy

Polacy muszą pamiętać o swoich ofiarach i domagać się prawdy. Ale jeżeli spojrzymy szerzej, zobaczymy również, że banderyzm jest jednym z największych historycznych ciężarów samych Ukraińców.

Ideologia, która usprawiedliwia zbrodnię w imię interesu narodowego, prędzej czy później zaczyna niszczyć również naród, któremu rzekomo służy.

Dlatego walka z banderyzmem nie jest walką przeciw Ukrainie.

Może być dokładnie odwrotnie.

Jest pomocą w uwolnieniu ukraińskiej pamięci narodowej od ideologii, która prowadziła do mordowania Polaków, ale również Ukraińców sprzeciwiających się terrorowi.

Nasze narody łączą nie tylko konflikty. Przez stulecia żyliśmy obok siebie, tworzyliśmy wspólne państwo, współpracowaliśmy politycznie i wojskowo, a na ogromnych obszarach łączyły nas również więzi rodzinne.

To właśnie na tym dziedzictwie można budować przyszłość.

Nie na kulcie zbrodniarzy.

Nie na nienawiści.

Nie na przemilczaniu ofiar.

Prawdziwe pojednanie polsko-ukraińskie wymaga prawdy, sprawiedliwości i moralnego oczyszczenia pamięci. Dlatego banderyzm trzeba wytępić – właśnie po to, aby Polacy i Ukraińcy mogli zbudować trwałe, podmiotowe partnerstwo, które stanie się jednym z fundamentów bezpieczeństwa naszej części Europy.

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.