W Europie deficyt gazu. Zostaje tylko modlitwa o ciepłą zimęW Europie deficyt gazu. Zostaje tylko modlitwa o ciepłą zimę

Unia Europejska musi zwiększyć import gazu skroplonego, a ten jest nie tylko coraz droższy z powodu wojny między Iranem i USA, lecz pilnie poszukiwany i potrzebny szczególnie w Azji. Przygotowanie gazowych zapasów na nowy sezon grzewczy staje się więc coraz większym problemem. Czy znów – jak po napaści Rosji na Ukrainę – Europejczycy powinni modlić się o „ciepłą zimę”?
Ostatnia mroźna zima dala się mocno we znaki w Europie, a zużycie gazu było wyższe niż poprzednich sezonach grzewczych i w efekcie w magazynach pozostało go o wiele mniej (i były wypełnione w zaledwie 28 proc.). Już sam ten fakt budził obawy o przyszłość, szczególnie że ataki izraelsko-amerykańskie na Iran doprowadziły do zablokowania żeglugi w Cieśninie Ormuz, przez którą płyną nie tylko tankowce, ale i transportowce z ładunkiem skroplonego gazu (LNG). To był pierwszy sygnał dla Europy, że na pewno uzupełnienie zapasów będzie droższe, bo nie tylko nasz kontynent zainteresowany jest zakupami LNG, ale i Daleki Wschód pilnie poszukuje dostaw w zastępstwie tych wstrzymanych przez Katar. Po miesiącu oddechu w czasie rozejmu miedzy Waszyngtonem i Teheranem – teraz znów temat gazowych zapasów wraca i to ze zdwojoną siłą. Ataki na Bliskim Wschodzie wznowiono, czas płynie, a lato to najlepszy okres na uzupełnienie magazynów. Nic nie zostało z czerwcowego optymizmu i nadziei, że sytuacja na rynku LNG szybko wróci do normy. Za to Unia otrzymała kolejny sygnał ostrzegawczy i to od zaprzyjaźnionego dostawcy, jakim jest norweski koncern Equinor. Jego szef (przy okazji publikacji bardzo korzystnych – w efekcie wojny - wyników finansowych) ostrzegł, że kraje unijne będą miały problem z wypełnieniem swoich gazowych magazynów na wymaganym poziomie 80 proc. do listopada.
Nie sądzimy, że Europa osiągnie 80 procent zapasów przed zimą
– stwierdził wręcz Anders Opedal, cytowany przez media.
Obecnie magazyny unijne są wypełnione tylko w połowie (dokładnie 54 procentach), zatem zapasy rosną powoli.
Europa chcąc nie chcąc zależna od dostaw z USA
Equinor (dawniej Statoil) jest najważniejszym dostawcą gazu ziemnego rurociągami do Europy. Ale choć jest w gronie światowych potentatów, radykalnie nie jest w stanie zwiększyć eksportu. Europie pozostaje więc import LNG i poleganie na dostawach ze Stanów Zjednoczonych. Komisja Europejska nie jest z tego powodu specjalnie zadowolona, a w samej Brukseli i od niektórych ekspertów słychać coraz częściej opinie, że rośnie uzależnienie od dostaw z USA, co może być niebezpieczne. O ile amerykańskie firmy dominują w zaopatrzeniu kontynentu w gaz skroplony, pokrywając blisko dwie trzecie potrzeb, o tyle Unia jeszcze korzysta z rosyjskich dostaw. Wciąż stanowią one 12 proc. wolumenu importu, choć w przyszłym roku ma zostać definitywnie zakończony. Mimo, że to europejskie firmy sprowadzają niemal cały gaz produkowany przez kompleks należący w większości do rosyjskiego koncernu Novatek - Jamal LNG, a w pierwszym półroczu zapłaciły za to kilka miliardów euro, to jednak ze względu na sytuację rynkową (i trwającą wojnę) Bruksela jest mniej skłonna do krytyki tego importu.
Unia w słabej pozycji na rynku paliw
Kolejne trzy miesiące będą kluczowe dla krajów unijnych, gdy chodzi o uzupełnienie zapasów. I będzie to trudny czas – szczególnie, jeśli wojna w Zatoce będzie trwać, a tacy dostawcy LNG jak Katar, który jest wśród liderów eksportu do Azji, będzie mieć problemy z wysyłką surowca. Może bowiem się okazać, że nastąpi swoista rywalizacja na rynku, a zwycięzcą będzie ten kto zapłaci wyższą cenę.
Unia już raz przerabiała ten scenariusz – gdy rosyjski gaz w 2022 roku przestał częściowo płynąć na kontynent i nawet najbardziej wpływowi przywódcy (jak ówczesny kanclerz Niemiec) odbywał kolejne tury po świecie, by załatwić kontrakty na dostawy paliwa.
Z tego, że łatwo nie będzie zdają sobie sprawę unijni decydenci, którzy już wiosną zgodzili się na obniżenie limitu wypełnienia magazynów z 90 proc. w ostatnich latach do właśnie 80 proc. Wojna powoduje, że nie wykluczają nawet, że niektóre kraje zdołają wypełnić magazyny tylko w 70 proc.
Dlatego, jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się radykalnie i szybko nie zmieni, przed problemami Unię może ustrzec tylko ciepła zima. Tak społeczeństwo jak menadżerowie wielu firm mają jeszcze w pamięci apele rządów swoich państw i samej Brukseli o oszczędzanie gazu i energii z 2022 i nawet 2023 roku, gdy zimowe aura była wyjątkowo łagodna. Powtórka tego scenariusza jest całkiem realna.
