Ursula von der Leyen będzie szła jak taran po biliony euroUrsula von der Leyen będzie szła jak taran po biliony euro

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen szykuje się do wygłoszenia kolejnego orędzia o stanie Unii w Europarlamencie. Czy powtórzy zapewnienia, że Europa ma być kontynentem, który „produkuje, inwestuje i chroni” obywateli i klimat?
Szefowa Komisji ma wygłosić przemówienie 16 września w Strasburgu, ale już w najbliższą środę spotka się z deputowanymi frakcji EPL (Europejskiej Partii Ludowej), która ją wypromowała i zapewniła jej – organizując odpowiednią liczbę głosów – drugą kadencję w Brukseli. Ursula von der Leyen ma wstępnie omówić z nimi priorytety na kolejny rok pracy, zatem można spodziewać się, że będzie musiała brać pod uwagę także propozycje EPL. Nie jest tajemnicą, że główną rolę odgrywają w niej Niemcy, zatem Manfred Weber, szef frakcji najpewniej będzie miał swoją listę postulatów i oczekiwań. Przypomnijmy, że ostatnio zasłynął wypowiedziami o konieczności rozwiązania problemu imigrantów w Unii i tworzeniu ośrodków deportacyjnych oraz o tym, że polityka klimatyczna musi być „rozsądna biznesowo”.
Cele i priorytety się nie zmienią
Nie wydaje się jednak, by Ursula von der Leyen w swoim orędziu odstąpiła od opinii i deklaracji, które wygłasza od kilku tygodni na różnych forach i konferencjach. Głównie mówi o zmianach geopolitycznych i tym, jak Europa powinna na nie zareagować; zatem do priorytetów należą bezpieczeństwo, poprawa konkurencyjności unijnej gospodarki i rozwój technologiczny. Choć trudno je negować, to jednak warto wskazać, że przemysł dławią wysokie koszty energii, wywołane m.in. kosztowną polityka klimatyczną, a biznes zmaga się z nadmiarem regulacji i obowiązków sprawozdawczości, które wprowadziły kolejne unijne dyrektywy – te same, które teraz mają być złagodzone. Niektóre branże jak choćby motoryzacyjna nie są w stanie konkurować z Chinami i USA. Mimo to kurs na zeroemisyjność i gigantyczną transformację energetyczną Unii pozostaje w mocy, a olbrzymie koszty z tym związane mają pokryć obywatele i zainwestować swoje oszczędności, by polityka wytyczona przez Brukselę została zrealizowana. Tak uważa Ursula von der Leyen, czemu dała wyraz w wystąpieniu w ubiegłym tygodniu w Paryżu na spotkaniu z biznesem francuskim.
Cel jest jasny: uczynić Europę kontynentem, który produkuje, inwestuje i chroni. Umieścić potencjał przemysłowy ponownie w centrum naszej pracy. Stworzyć możliwości, których firmy potrzebują do inwestowania
- stwierdziła.
Komisja Europejska mądra poniewczasie
Von der Leyen zapowiedziała, że teraz dopiero „pociągnie za wszystkie dźwignie, które decydują o konkurencyjności” przedsiębiorstw. Będzie więc przyśpieszenie w wydawaniu pozwoleń na różne projekty, a do tego o jedną czwartą (25 proc.) zmniejszone zostaną „obciążenia administracyjne dla wszystkich przedsiębiorstw” i o 35 proc. dla małych i średnich firm, ale stopniowo – bo do 2029 roku. I co szczególnie istotne - firmy mają zaoszczędzić dzięki temu ponad 20 miliardów euro rocznie. Nasuwa się zatem pytanie, czy urzędnicy Komisji kilka lat wcześniej, gdy Przewodnicząca proponowała te wszystkie przepisy, nie dokonali rzetelnej oceny ich skutków w tym i kosztów? I jaki był sens je przyjmować, skoro stanowią tak duże obciążenie?
By poprawić konkurencyjność i wyrównać szanse europejskich firm szefowa Komisji zapowiedziała w Paryżu także bardziej stanowcza postawę wobec Chin i przyznała, że Unia jest uzależniona od dostaw wielu surowców krytycznych i minerałów z tego kraju. A zatem Ursula von der Leyen dostrzegła problem, o którym od lat mówią eksperci, obserwujący ekspansję chińską w sektorze poszukiwań i wydobycia metali ziem rzadkich, niezbędnych w rozwoju czystych technologii. Wiele środowisk ostrzegało przed nadmiernym uzależnieniem Europy od tych dostaw. Znów rodzi się pytanie, dlaczego w Brukseli ten problem nie był dostrzegany przez lata?
Bruksela planuje skok na 10 bilionów euro
Szefowa władz unijnych w swoim przemówieniu w Paryżu wskazała także na pilną potrzebę zorganizowania pieniędzy na inwestycje w Unii, a potrzeba bilionów euro na transformację czy sztuczną inteligencję. Argumentowała, że „zbyt wiele projektów może utknąć w martwym punkcie, ponieważ początkowa inwestycja jest zbyt ryzykowna, popyt jest zbyt niepewny lub kapitał jest zbyt drogi”.
Oczywiście, nie jest to coś, co możemy sfinansować wyłącznie z pieniędzy publicznych. Ale Europa ma oszczędności. Niestety, te oszczędności leżą bezczynnie. Obecnie 10 bilionów euro oszczędności gospodarstw domowych jest przechowywanych na rachunkach bankowych . Europa musi wykorzystać te oszczędności na rzecz swoich firm
– stwierdziła szefowa Komisji.
Najwyraźniej tak ona, jak i jej urzędnicy, przy poparciu najbardziej wpływowych rządów kilku krajów, uznali, że skoro potrzeby inwestycyjne są bardzo duże a niektóre bardzo ryzykowne i niepewne, zaś i biznes, i budżety krajowe ich nie pokryją, to mogą to zrobić... Europejczycy. Wystarczy tylko, by zamiast trzymać pieniądze na lokatach, przeznaczyli je na zakup akcji firm lub funduszy, które zainwestują w przedsięwzięcia zgodne z unijną polityką, nawet jeśli są obarczone znacznym ryzykiem.
I to jest cel „unii oszczędnościowo-inwestycyjnej”, na którą stawia Komisja Europejska. Co ważne, jej szefowa uważa, że ten plan finansowy trzeba dopiąć jeszcze w tym półroczu. Nie jest ważne, czy uzyska poparcie wszystkich 27 państw członkowskich, bo jak zapowiedziała „w razie potrzeby” projekt zrealizują te, „które są gotowe”.
