TYLKO U NAS. TOP 5 najgorszych decyzji personalnych TuskaTYLKO U NAS. TOP 5 najgorszych decyzji personalnych Tuska. Konkurencja była spora!

FacebookTwitter

Skandale, afery, dymisje, a czasami - silna pozycja i niezatapialność, mimo dość kontrowersyjnych działań. Przedstawiamy 5 najgorszych decyzji personalnych Tuska.

Te decyzje nierzadko kończyły się aferami. skandalami i dymisjami. Skutki części z nich wciąż trwają, bo ani premier Tusk, ani jego „decyzja personalna” nie ma na tyle samokrytyki, żeby zwolnić daną osobę lub samemu odejść ze stanowiska. 

5. Michał Kołodziejczak - ulubiony rolnik

Miłością do młodego, ekspresywnego rolnika premier zapałał pod koniec kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Najpierw miejsce dla Kołodziejczaka na listach KO, o które miał – w ramach walki o wieś – osobiście zabiegać Donald Tusk. Później: wspólne konferencje na polu kapusty czy wizyty Tuska w gospodarstwie rodzinnym aktywisty (przy śniadaniu z chlebem naprędce kupionym w sklepie, o czym świadczyła naklejka na pieczywie) zaowocowały stanowiskiem wiceministra dla Michała Kołodziejczaka. Obecny szef rządu musiał, już po 13 grudnia, mocno tych decyzji pożałować.

O poglądach rolnika, który na krótki czas stał się jego pupilkiem, Tusk musiał przecież wiedzieć. Musiał znać filmiki z deptaniem po fladze UE, pretensje do rządu PiS podczas sejmowej komisji, że „pokłócił nas z Rosją, naszym największym klientem” czy nawoływanie do „pokazania środkowego palca Amerykanom”. Później Kołodziejczak, który miał pomóc rozwiązać ukraińsko-polski kryzys zbożowy, dziwnie zachowywał się podczas negocjacji z Ukraińcami, na co wschodni sąsiedzi zwrócili uwagę. Wytrawny negocjator przechwalał się też w wywiadach, że jest „największym wrogiem Ukraińców”. Stanowisko wiceministra stało się dla posła debiutanta okazją do awansu społecznego, a ten Kołodziejczak najwyraźniej wiązał z paradowaniem w drogich butach. Opinii publicznej nie umknął też konflikt wiceministra z jego pryncypałem Czesławem Siekierskim z PSL.

W 2025 r. media obiegły informacje, że ówczesny wiceminister rolnictwa miał zapłacić za ekspresowy dyplom na Collegium Humanum. Michał Kołodziejczak wszystkiemu zaprzeczył, a niewiele ponad tydzień później poinformował o rezygnacji z pracy w resorcie rolnictwa, decyzję motywując narastającym konfliktem z Czesławem Siekierskim. Dziś, poza resortem, polityk cieszy się życiem. Publikuje rolki, na których pływa w plastikowym basenie albo bawi się z pieskiem. Ciekawe, czy jego radość podziela Donald Tusk?

kolodz

4. Roman Giertych - consigliere?

Złe języki mówią, że w tym układzie „ogon kręci psem” i że to premier Donald Tusk miałby więcej do stracenia, gdyby zdecydował się na rozstanie z mecenasem Giertychem. Czy to dlatego adwokatowi i posłowi KO niemal wszystko uchodzi na sucho?

Niezależnie, czy to podważanie uczciwości wyborów i próba sparaliżowania zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta, czy to różnego rodzaju doniesienia medialne o kontaktach i działalności Giertycha, czy to zbudowanie hejterskiej społeczności na platformie X, wrzucanie w przestrzeń publiczną dziwnych teorii, np. o rzekomych planach udziału b. premierów Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego w rozbiorze Ukrainy, wspólnie z Orbanem i Putinem (i tylko Łukaszenka, jak jakiś kompletny frajer, nic by nie dostał. A przecież tak bardzo starał się na granicy w 2021 r.!) lub rzekomym zażywaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego substancji psychoaktywnych (w dodatku w ONZ, na oczach całego świata), podchwytywanych później przez kremlowskie propagandówki. Czy to pisanie wprost, że była współpracownica Mateusza Morawieckiego, matka autystycznego dziecka, byłaby na wolności, gdyby tylko zdecydowała się złożyć zeznania obciążające byłego premiera. Czy to połajanki pod adresem najpierw Adama Bodnara, później Waldemara Żurka, czyli ministrów sprawiedliwości, czy to wobec podającego się za prokuratora krajowego Dariusza Korneluka. Pozycji mecenasa nie szkodzi nic, ale to nic! Roman Giertych, użyty przez Tuska przed wyborami do przetrącenia kręgosłupów przyszłym koalicjantom (czy ktoś jeszcze pamięta, jak Anna Maria Żukowska – szefowa klubu parlamentarnego Lewicy czy jej klubowi koledzy – Krzysztof Śmiszek i Robert Biedroń, zarzekali się, że żadnej koalicji z mecenasem, nigdy, ale to przenigdy?), po wyborach dochrapał się funkcji wiceszefa klubu PO, został też przewodniczącym zespołu ds. rozliczeń PiS. I żaden skandal nic mu nie zrobi, nawet gdy już sam Tusk zaczął powątpiewać w plany „ponownego przeliczenia głosów”, do tego stopnia, że na kilka tygodni przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego nakrzyczał na własnych zwolenników w Pabianicach.

Mocna pozycja Giertycha konsolidującego najbardziej twardogłowych zwolenników KO nie tylko nie służy polskiej demokracji, o etosie zawodu adwokata już nie wspominając. Na dłuższą metę nie pomoże nawet rządowi.

consigliere

3. Jolanta Sobierańska-Grenda. Ochrona zdrowia w stanie terminalnym?

Gdy już wydawało się, że gorzej od Leszczyny być nie może, pojawiła się pani Sobierańska-Grenda, prosząc premiera: „Panie Donaldzie, tylko niech mi pan chwilę potrzyma pendrive z prezentacją w Power Poincie”.

Osobiste odkrycie, z którego tak dumny był szef polskiego rządu, szybko stało się jednym z największych rozczarowań, kiedy Polacy zaczęli odczuwać na własnej skórze, że system ochrony zdrowia trawi naprawdę poważna choroba. Wypowiedzi o „uśmiechniętych pacjentach” – czy wyjęte z kontekstu i zmanipulowane, jak próbowała nas przekonywać niezwykle obiektywna TVP w likwidacji, czy też nie – w sposób wybitny nie pomagały pani minister. Podobnie jak historie o pacjentach onkologicznych odsyłanych z oddziałów (gdyby kogoś interesowała różnica, byli „przekierowani”, a nie odsyłani, jak wyjaśniała w jednym z wywiadów pani minister zdrowia). Po ujawnieniu przez media afery w Szpitalu Południowym najpierw na jakiś czas zapadła się pod ziemię, później zaproponowała plan naprawczy krytykowany przez ekspertów (np. z Polskiej Federacji Szpitali). Minął ponad miesiąc, a o pracach w kierunku realizacji… głucha cisza. O tym, że „rząd śpi”, grzmią nawet prorządowe media, jak siłowo przejęte Polskie Radio w likwidacji.

Na ile minister zdrowia zna realne problemy powierzonej jej – i bardzo wrażliwej – dziedziny funkcjonowania państwa? Na ile – jedynie korporacyjną nowomowę i prezentacje z Power Pointa?

grenda

2. Barbara Nowacka - ideologiczny "człowiek demolka"?

Niezatapialna „ministra” edukacji, krytykowana nawet przez lewicującego posła niegdyś Koalicji Obywatelskiej, dziś niezrzeszonego – Marcina Józefaciuka. Niezależnie, czy to organizacje zrzeszające rodziców, czy nauczycieli, czy prawicowe, czy lewicowe, czy Kościół Katolicki czy inne związki wyznaniowe – pani „ministra” wie najlepiej i nie chce nikogo słuchać. W kontaktach ze środowiskami niebędącymi z jej „bajki”, jak np. Kościół, arogancja to w zasadzie drugie imię Nowackiej.

Jeżeli „populizmem” mają być programy socjalne czy sprzeciw wobec przyjmowania migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, jak zatem nazwać obiecaną uczniom (a więc często osobom niepełnoletnim, także kilkuletnim dzieciom, czyli tym, którzy jeszcze przez kilka czy kilkanaście lat nie zagłosują w żadnych wyborach) likwidację zadań domowych w szkołach? Co więcej – bez żadnego planu, bez refleksji, byleby tylko być „tą fajną ministrą”, nie to, co srogi, „średniowieczny” Czarnek ze słowami, których nigdy nie wypowiedział (jak afera o „cnoty niewieście”). Można zresztą odnieść wrażenie, że w MEN Nowackiej planów ani refleksji nie ma po prostu żadnych, a tak poważne zmiany, jak likwidacja zadań domowych przeprowadzane są chociażby bez odpowiednich badań.

„Edukacja zdrowotna”? To jak najbardziej potrzebne i pożyteczne, by tak rzec, życiowe treści i zagadnienia, które wszak spokojnie mogłyby się znaleźć w programie innych, istniejących już w systemie edukacji przedmiotów: w młodszych klasach – przyrody, w starszych – biologii, WF-u czy wychowania do życia w rodzinie, wiedzy o społeczeństwie czy ostatnio wychowania obywatelskiego. A pomiędzy te pożyteczne i życiowe zagadnienia – wplatane są treści jawnie ideologiczne, zbieżne ze środowiskami, z których wywodzi się pani minister, ale niekoniecznie – z potrzebami i poglądami ogółu uczniów i ich rodzin.

Program nauczania jest okrajany i dostosowany do oczekiwań „globalnych”. O rozczarowaniu polityką minister Nowackiej w MEN mówią nierzadko zarówno rodzice i nauczyciele o poglądach lewicowych, jak i prawicowych. Dlaczego premier Donald Tusk z uporem godnym lepszej sprawy trzyma w rządzie panią minister, która regularnie plasuje się w sondażach i badaniach w czołówce najgorzej ocenianych członków rządu? Która ma na koncie tak fatalne „przejęzyczenia”. I która, przede wszystkim, zachowuje się, jakby chciała za wszelką cenę nie tyle podnieść poziom polskiej edukacji, co po prostu przepchnąć swoją wizję świata? I robi to, nie słuchając praktycznie nikogo?

nowacka

1. Maciej Berek - apolityczny państwowiec czy niebezpieczne narzędzie polityków?

„Apolityczny” fachowiec, który sam przyznał, że jako członek rządu musiał, siłą rzeczy, stać się politykiem, nagle, z dnia na dzień, okazał się doskonałym kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Tego samego Trybunału, co do którego obecnie rządzący zarzucali PiS zniszczenie poprzez nadmierne „upolitycznienie”. Z jakiej racji właściwie powoływanie do takiej instytucji byłych ministrów ma być lepsze niż powoływanie byłych posłów? Zarówno dr Maciej Berek, jak i prof. Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Piotrowicz mają wykształcenie prawnicze, a była poseł PiS i sędzia TK w stanie spoczynku za sobą ma także wieloletnią pracę nauczyciela akademickiego. Kto zagwarantuje, że dr Berek nie będzie w żaden sposób konsultował się z premierem czy ministrem sprawiedliwości, podejmując takie, a nie inne decyzje związane z orzekaniem w Trybunale.

A przecież ogłoszenie kandydatury ministra będącego do niedawna „prawą ręką Donalda Tuska”, dla którego premier stworzył w rządzie dziwne, nieznane wcześniej stanowisko, na sędziego TK, spotyka się z krytyką ze strony niektórych koalicjantów, ale nawet doświadczonych prawników raczej przychylnych obecnym władzom.

Część polityków, dziennikarzy czy komentatorów dopatruje się w takim ruchu także „drugiego dna”. Czy dr Berek, będąc sędzią Trybunału, miałby pomóc odsunąć prezydenta Karola Nawrockiego od urzędu prezydenta lub przynajmniej zablokować lub odebrać część prerogatyw głowy państwa? A może ludzie pokroju Elizy Michalik za bardzo i za głośno cieszą się z takiego scenariusza, żeby był realnie brany pod uwagę? Gdyby jednak ktoś na Wiejskiej czy w Al. Ujazdowskich miał taki plan, to przecież Maciej Berek – jako państwowiec i apolityczny fachowiec, z całą pewnością na coś takiego nie pójdzie. Prawda? Niepokojące jest jednak to, że krytycznie wypowiadają się o kandydaturze Berka do TK prawnicy, w tym przychylni obecnemu rządowi, a pozytywnie – najbardziej radykalni politycy i zwolennicy koalicji rządzącej, mało tego – atakują nawet dziennikarzy nie tylko konserwatywnych mediów, ale wszystkich tych, którzy mają czelność chociażby zasugerować, że to także jest upolitycznienie Trybunału. Skąd u premiera taki pomysł i czy rękami ministra Berka naprawdę chciałby dokonać czegoś bardzo niedobrego dla demokracji i funkcjonowania państwa? Raz jeszcze – należy liczyć, że bezpartyjny fachowiec na coś takiego się nie zgodzi!

berek

Wyróżnienie specjalne. Pierwsza Polka, która straciła pracę przez AI?

Na wyróżnienie specjalne zasługuje oczywiście prof. Barbara Mróz-Gorgoń, która w zasadzie pełnomocnikiem rządu ds. marki Polska była tylko trochę dłużej niż Rafał Trzaskowski prezydentem elektem. Poza tym zrezygnowała ze stanowiska. Sama, podobnie jak Michał Kołodziejczak.

Nasuwa się jednak pytanie, jak jeszcze zdążyłaby „wypromować” markę naszego kraju, gdyby ktoś z dziennikarzy nie przeczytał upiornego raportu „Polaków portret własny”. Jak dużo powstałoby jeszcze podobnych raportów i ile kosztowałyby nas, podatników? Jak długo opowiadałaby w kraju i na świecie korporacyjnym „pongliszem” o pierogach, kiełbasie, chlebie i bigosie? I wreszcie – dlaczego premier Donald Tusk, kiedy już stawia na kobiety, to wybiera takie, które zachowują się jak karykatura lewicowo-liberalnej liderki, „polityczki” czy innej „marketingowczyni”? I dlaczego jego decyzje personalne możemy odczuwać jeszcze przez wiele długich lat?

gorgon

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.